Sport.pl

Opolscy mistrzowie- nie dostali ani grosza, ale medale i tak zdobyli [ZDJĘCIA I WIDEO]

Trenują za swoje pieniądze i dla siebie. Choć miasto nie pomaga im wcale, to mało który klub w ubiegłym roku wywalczył tyle ile oni. Forca Brava Gold Team to czołowy przedstawiciel brazylijskiego jiu-jitsu w Polsce i prawdziwa maszynka do zdobywania medali.
- Największym sukcesem jest dla mnie to, że chce się im wszystkim tutaj przychodzić, i to, że możemy pokazać ludziom, jak fajnym sportem jest brazylijskie jiu-jitsu - podkreśla Leszek Jaremkowski, trener i jeden z założycieli klubu oraz jeden z czołowych zawodników dyscypliny sportu dla prawdziwych twardzieli.

A niewiele brakowało, by ze sportem nie miał nic wspólnego, a już na pewno nie z wymagającym tyle wysiłku i poświęceń. - Miałem bardzo ciężką kontuzję i lekarz powiedział, że zostaje mi tylko rower i pływanie. Jednak nie poddałem się i dzięki temu jestem, tu gdzie jestem, a chcę zajść jeszcze dalej - zaznacza Jaremkowski. Postawę szefa klubu doskonale oddaje jego nazwa: Forca w języku portugalskim oznacza bowiem siłę i moc, a Brava kogoś walecznego i dzielnego. Gold Team zostało z kolei przyjęte ze względu na nazwę klubu, w którym trener i jeden z założycieli Mariusz Linke zdobył czarny pas, i obecnie stanowi jego filię, a przy okazji doskonale wpisuje się w dokonania opolskich zawodników.

Kulanie na ZWM-ie

Historia klubu zaczyna się jak w wielu takich przypadkach, czyli z inicjatywy pozytywnie zakręconych. Tutaj w tym samym miejscu i czasie znalazło się kilku zapaleńców brazylijskiej odmiany jiu-jitsu, czyli sztuki walki wywodzącej się z dżudo i zapasów, kładącej akcent na walkę w parterze, nie odrzucając jednak przy tym stójki i zwarcia, co dodatkowo utrudnia wykonywanie uderzeń. Podstawowe dwie formuły walki to: w gi (kimono, dla skojarzenia, ale to zła nazwa, bardziej poprawną jest judoka) i bez gi (submission fighting). To drugie jest formułą walki zapaśniczej z "wykończeniami", tj. technikami takimi jak dźwignie i duszenie (tzw. grappling), czyli walka na chwyty. Zabronione są w niej z kolei uderzenia. Koncentruje się na walce z jednym przeciwnikiem. Celem walki jest przejęcie kontroli nad przeciwnikiem poprzez zadawanie mu kontrolowanego bólu (dźwignie) bądź pod groźbą utraty przytomności - z bólu lub od duszenia.

- Wcześniej kolega zabrał mnie na trening kung-fu. Tam poznałem Marka Krótkiewicza i Dariusza Horbaczewskiego - ten drugi pokazał mi podstawy bjj, a w zasadzie dwie dźwignie. Uczyliśmy się też z kaset VHS. W tamtych czasach można było tylko ściągnąć tego typu filmy instruktażowe zza oceanu, i tak też robiliśmy. Dość szybko się w tym odnaleźliśmy i poczuliśmy, że jest to coś dla nas - tłumaczy Jaremkowski. - Potem jak złapaliśmy bakcyla, to trenowaliśmy już praktycznie wszędzie. Na osiedlu ZWM, na trawie, w plenerze. Czasami udało się wejść do sali dżudoków na Gwardię i wtedy to była ogromna frajda. Kulaliśmy się, gdzie się dało, często wracaliśmy cali w piachu, umorusani, to była świetna zabawa - nie kryje entuzjazmu, precyzując przy tym, iż określenie "kulanie" wywodzi się, od tego, iż sama walka w parterze - jeśli wykonywana poprawnie - wygląda jak kulanie: tzn. częste zmiany pozycji, próby poddań i ucieczki z nich.

Później opolscy entuzjaści tego sportu poznali trenera Grzegorza Jarząbka z Octagonu Rybnik, a w niedługim czasie zaprzyjaźnili się też z chłopakami z Raciborza z powstającego tam klubu Łamator, z którymi teraz czasami "kulają" i jeżdżą na obozy treningowe. Na jedno z takich spotkań przyjechał pierwszy czarny pas tego sportu w Polsce - Mariusz Linke. - On zrobił z nami pierwsze seminarium z prawdziwego zdarzenia. Pokazał nam techniki bjj. Oczywiście byliśmy tam z kamerką. Nagraliśmy je i potem, już w Opolu, wałkowaliśmy te techniki do oporu, żeby opanować je jak najlepiej. A gdy nastała era internetu, to już można było troszkę więcej rzeczy się dowiedzieć - streszcza Jaremkowski.

- Leszek ma przede wszystkim pasję, a ona jest najważniejsza. Jest superzawodnikiem, a do tego - co jest jeszcze ważniejsze - świetnym człowiekiem. Chłopaki w Opolu pod jego wodzą świetnie pracują i mogę ich tylko chwalić, i to nie dlatego, że tutaj jestem, ale naprawdę są coraz lepsi - zaznaczał mistrz Linke podczas ostatniej wizyty w naszym mieście.

Zobacz najpopularniejsze techniki brazylijskiego jiu-jitsu:



Debiut i trzy lata przerwy

Pierwszych zawodów Jaremkowski nie wspomina zbyt dobrze, przytrafiła mu się bowiem poważna kontuzja. - Tak naprawdę to nie wiedziałem jeszcze, z czym to się je. Przeciwnik spadł mi niefortunnie na nogę i przez ten nieszczęśliwy wypadek miałem trzy poważne operacje kolana i trzyletnią przerwę - wyjaśnia i nie ukrywa, iż życie mu się wówczas trochę załamało. Nie poddał się jednak i wrócił do sportu z jeszcze większym zaangażowaniem. - To wtedy, w 2009 roku, zapadła konkretna decyzja o tym, żeby założyć klub. Bo wcześniej spotykaliśmy się, ale w takim nieformalnym towarzystwie. Wynajmowaliśmy różne salki w Opolu, ale chcieliśmy być na własnym. Klubową [przy ul. Bytnara-Rudego - przyp. red.] wyremontowaliśmy za własne pieniądze i za własne ją opłacamy. Miasto nas nie wspiera - nie kryje żalu.

A przecież w Forca Brava GT, w trzech grupach (podstawowa, zawodowa i MMA), trenuje około 40 osób, w tym dwie dziewczyny. Co ciekawe, panie są lepsze pod względem technicznym, ale tracą w konfrontacji z mężczyznami przez siłę fizyczną. - Często jest tak, że dziewczyna jest lepsza od faceta, ale ten ma przewagę siłową. Na wyższym poziomie zaawansowania jednak kobiety radzą sobie już całkiem nieźle - opowiada Jaremkowski, który może poszczycić się choćby drugim miejscem w zmaganiach elity w X Pucharze Polski BJJ (w kat. brązowe i czarne pasy 82,3kg). Do tego jeden z jego uczniów Artur Pałka wywalczył wicemistrzostwo Europy NO GI w niebieskich pasach w Londynie w 2012 roku. Do najlepszych w klubie zaliczają się także Livio Victoriano i Maksymilian Kubiak, którzy mają już za sobą sukcesy także w coraz bardziej popularnym MMA, oraz m.in. Łukasz Szymecki i Tomasz Wawrzycki. - Staram się jednak nie dzielić na lepszych i gorszych. Jestem dumny ze wszystkich: z tych walczących na zawodach, jak również tych, którzy chcą trenować dla siebie. Tym bardziej że niejednokrotnie wykonują równie ciężką pracę, sparując z tymi pierwszymi, przygotowując ich do zawodów. Tutaj po prostu każdy jest potrzebny, a zdobyte medale to sukcesy całego klubu, a nie tylko jednostek, mimo że jest to sport indywidualny - podsumowuje szkoleniowiec.

Więcej o: