To nie jest chyba temat do gazety

Tak naszą rozmowę rozpoczął ksiądz prałat Zygmunt Lubieniecki, który po 25 latach przestał niedawno pełnić funkcję kapelana sportu opolskiego. - Ludzie będą chcieli to czytać? - zastanawiał się z niedowierzaniem w głosie.
W końcu udało się go namówić na nieco wspomnień związanych z ćwierćwieczem na stanowisku, choć do końca rozmowy nie był do tego ostatecznie przekonany. - Czy to w ogóle kogoś zainteresuje?

Gdyby w środowisku sportowym w naszym regionie zrobić sondę, kto jest najbardziej rozpoznawalnym człowiekiem sportu, ksiądz Lubieniecki z pewnością byłby w czołówce. Nic dziwnego, przez 25 lat odwiedził chyba wszystkie stadiony, boiska i hale na Opolszczyźnie, a nawet gdyby teraz chciał obejrzeć jakiś mecz incognito, raczej by się nie udało, bo szybko zostałby rozpoznany.

Pasja, hobby i posługa

Ksiądz Lubieniecki nie ukrywa, że funkcja kapelana była dla niego nie tylko posługą, lecz także hobby, a nawet pasją, bo od zawsze jest zagorzałym kibicem, a jak sam mówi, w ciągu tych 25 lat przeżył bardzo wiele emocji sportowych. - Trudno wskazać jedno czy kilka szczególnych wydarzeń, bo tak naprawdę wszystkie były szczególne - zastrzega, ale po chwili wymienia niemalże jednym tchem mecze, które jako pierwsze przychodzą mu do głowy. - Spotkania Mostostalu w najlepszych latach i obecnej Zaksy, ekstraklasowe pojedynki koszykarek z Brzegu i siatkarzy z Nysy, pojedynki piłkarzy MKS-u Kluczbork w I lidze, a szczególnie spotkania Odry. To chyba najbardziej pamiętam - stwierdza.

Wszystkie te wydarzenia obserwował na żywo, a choć oficjalnie nie jest już kapelanem sportowców, nie oznacza to, że nie będzie się pojawiał na trybunach, bo przecież kibicowanie jest jak nałóg.

- Ze względu na wiek i nie najlepszy stan zdrowia musiałem zrezygnować z funkcji, ale dochowałem się doskonałego następcy, którego sam namaściłem. Mogę więc spokojnie odejść na emeryturę i poświęcić się pracy parafialnej u św. Józefa w Opolu Szczepanowicach. To jest dla mnie teraz najważniejsze - podkreśla.

Na stanowisku zastąpił go ksiądz Jerzy Kostorz, postać nie mniej znana w środowisku, zwłaszcza z organizowania w Opolu spotkań ze słynnymi sportowcami. Ma dobre kontakty z Jakubem Błaszczykowskim i jego wujkiem Jerzym Brzęczkiem, a poza tą dwójką na jego zaproszenie gościli u nas także m.in. Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek, Tomasz Adamek, Jerzy Dudek, Łukasz Fabiański czy Tomasz Rząsa. Od lat jest również blisko związany z reprezentacją opolskiego Wyższego Seminarium Duchownego, która nie tylko zdobywała medale mistrzostw Polski kleryków, lecz także w 2009 roku organizowała te zawody w naszym mieście. - Ksiądz jest młody, nowoczesny i ma swoją wizję sprawowania tej funkcji. Bardzo mnie cieszy, że to właśnie on został moim następcą - mówi ustępujący kapelan sportowców.

Wybrał sutannę zamiast korków

Nie ma wątpliwości, że specjalne miejsce wśród wszystkich klubów w regionie zajmują u Lubienieckiego piłkarze Odry. I nic dziwnego, bo w przeszłości sam był graczem niebiesko-czerwonych, a kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie został księdzem. - Grałem w Odrze w latach 1961-67, moim trenerem był Engelbert Jarek, a kolegami z drużyny m.in. bracia Kotowie, Józek Kurzeja i wielu innych świetnych piłkarzy - wspomina. Później wybrał sutannę, ale o ukochanym klubie zawsze pamiętał. Nie może dziwić więc, że jest stałym gościem - a w zasadzie gospodarzem - spotkań wigilijnych Odry, zaś życzenia świąteczno-noworoczne składał chyba wszystkim działaczom, piłkarzom i trenerom niebiesko-czerwonych w ostatnich 25 latach. Regularnie bywa zresztą również na trybunach stadionu przy Oleskiej, a bardzo rzadko mecz ligowy Odry odbywa się bez obecności księdza. Stale spotyka się także z działaczami. - Nawet niedawno była okazja, aby porozmawiać o przygotowaniach do rundy wiosennej. Może nareszcie uda się awansować do II ligi - zastanawia się.

Bartek rośnie jak na drożdżach

To z inicjatywy księdza w parafii św. Józefa od 22 lat odbywają się także spotkania opłatkowe dla ludzi sportu z Opolszczyzny, na których bywają regularnie medaliści olimpijscy, mistrzostw świata i Europy, najbardziej popularni sportowcy w regionie, ale też przedstawiciele malutkich klubów, o których na co dzień mało kto pamięta. On zawsze pamięta. - To zawsze jest dla mnie szczególne wydarzenie, możliwość spotkania się - choć raz do roku - ze sportowcami, wspólna modlitwa i życzenia. Bywały lata, kiedy gościło u nas po 200-300 osób: sportowców, działaczy, trenerów, kibiców. Bardzo się cieszę, że choć nie jestem już kapelanem, te spotkania będą kontynuowane - podkreśla. Także prowadzący modlitwę za naszych sportowców byli nie byle jacy, bo jak przypomina Lubieniecki, pierwszy opłatek w 1992 roku poprowadził biskup Jan Wieczorek, obecny ordynariusz gliwicki, później niejednokrotnie gościł na nim arcybiskup Alfons Nossol, a ostatnio za sportowców modlił się obecny ordynariusz naszej diecezji biskup Andrzej Czaja.

W pamięci Lubienieckiego szczególnie utkwiło jednak inne wydarzenie związane z opłatkiem. - Pamiętam, jak przed laty przyjeżdżał do nas regularnie siatkarz Adam Kurek z kilkunastoletnim wówczas synem, który dopiero zaczynał swoją przygodę ze sportem. Nie mogłem się nadziwić, że przy każdej wizycie Bartek jest coraz wyższy i wyższy. Aż w końcu przerósł ojca, a teraz gra w lidze rosyjskiej - wspomina z uśmiechem.

Sportowcy, o których nikt nie pamięta

Jeszcze większą uwagę ksiądz poświęca sportowcom niepełnosprawnym, a z jego inicjatywy już od 20 lat organizowane są dla nich specjalne plebiscyty. Teraz przygotowuje kolejny, jubileuszowy, który odbędzie się w marcu w Zdzieszowicach.

- To wielkie przedsięwzięcie. Samych zaproszonych sportowców jest ponad 100, a do tego jeszcze opiekunowie i rodziny. Daje mi to wielką satysfakcję i radość, bo to środowisko jest trochę zapomniane na co dzień. Choć nie jestem już kapelanem, sportowcami niepełnosprawnymi nadal będę się opiekował - zaznacza i dodaje, że kiedyś organizował dla nich także olimpiady letnie i zimowe, spotkania, msze czy pielgrzymki.

Od kilkudziesięciu lat Lubieniecki przyjaźni się ze Stanisławem Szozdą i nie jest to przypadek, bo zanim trafił do opolskich Szczepanowic, przez lata był proboszczem w Jarnołtówku koło Prudnika (tam mieszka były kolarz). To właśnie on wymyślił, aby na polanie na szlaku na Biskupią Kopę w lipcu i sierpniu organizować msze dla turystów. - Dzięki temu dzieciaki odpoczywające w okolicznych ośrodkach nie musiały iść kawał drogi do kościoła, a mogły uczestniczyć w mszy, a przy okazji spędzać czas na powietrzu - opowiada. Najcieplej - choć bywało wyjątkowo zimno - wspomina jednak pasterki pod gołym niebem, które organizował na tej samej polanie w noc wigilijną. - A zimy nie były wówczas takie łagodne jak dzisiaj. Bywały lata, że był mróz po -10 st. C, a i tak zawsze były tłumy, nawet po dwa tysiące ludzi. Nie tylko zresztą z Jarnołtówka czy Pokrzywnej, lecz także z pobliskich miejscowości oraz Głuchołaz i Prudnika - wspomina ksiądz. Zapoczątkowana przez niego tradycja nie umarła, a na tej samej polanie do dziś odbywają się zarówno msze wakacyjne, jak i pasterki.

Sport to tylko jedna z wielu dziedzin, w które zaangażowany jest ksiądz Lubieniecki. Nie można bowiem zapomnieć o tym, że organizuje on wiele innych dużych przedsięwzięć, jak choćby największą w regionie Wigilię dla Samotnych, Bezdomnych i Potrzebujących czy tradycyjne Opolskie Kolędowanie w parafii św. Józefa. Warto również dodać, że to właśnie tam budowane są co roku żywe szopki.