Nagroda Fair Play dla olimpijki, która nie wzięła miliona euro

Beata Stremler z Lewady Zakrzów, która w ubiegłym roku odrzuciła propozycję sprzedaży swojego konia Martini za milion euro, otrzymała od Polskiego Komitetu Olimpijskiego nagrodę Fair Play. - Cieszymy się podwójnie, bo to pierwsze takie wyróżnienie w historii polskiego jeździectwa - podkreśla trener Andrzej Sałacki.
"Po zakwalifikowaniu się do udziału w igrzyskach olimpijskich w Londynie odrzuciła niezwykle intratną ofertę sprzedania za granicę swego konia - uznała, że ważniejsze od miliona euro, jakie oferowano za konia, jest godne reprezentowanie Polski na igrzyskach" - czytamy w uzasadnieniu nagrody.

Historia miliona za konia

A było to tak; Beata Stremler, na co dzień trenująca w Niemczech, w ub. roku była już jedną z najlepszych specjalistek w ujeżdżeniu w Polsce. Rok wcześniej zajęła 12. miejsce w Grand Prix Freestyle i 13. miejsce w Grand Prix Special na mistrzostwach Europy seniorów w Rotterdamie.

Była pewna startu na igrzyskach w Londynie, które miały się odbyć za kilka miesięcy. Międzynarodowa Federacja Jeździecka (FEI) ogłosiła bowiem w marcu ub. roku ostateczny ranking olimpijski, w którym było nazwisko Stremler (w rywalizacji indywidualnej).

I wtedy to Stremler dostała ofertę sprzedaży swego wierzchowca Martini. - Nie mogę zdradzić kwoty, ale zaproponowano mi dużo ponad milion dolarów - mówiła wówczas zawodniczka. Ostatecznie okazało się, że chodzi milion euro.

Przyjęcie oferty oznaczałoby jednak rezygnację z olimpiady, bo zgodnie z przepisami kwalifikację olimpijską zdobywa para - jeździec i koń. - Cenię sobie inne wartości w życiu niż pieniądze. Chcę startować na olimpiadzie - mówiła Stremler. - Dla mnie Martini to nie jest zwykły koń. Pracujemy od ośmiu lat. Gdy go kupiłam, nie miał nigdy siodła na grzbiecie, a wszystko, co teraz umie, nauczyłam go z pomocą trenerów. Udało mi się praktycznie od źrebaka wytrenować konia olimpijskiego. Wyobraziłam sobie sytuację, że go sprzedam, mam na koncie te pieniądze, ale nie mam konia. Z drugiej strony, że go nie sprzedam i będę miała takie życie, jakie mam, i nie będę miała tych pieniędzy. Stwierdziłam, że jestem i będę szczęśliwa bez nich - wyjaśniała powody odmowy.

Dodała, że trochę się nad propozycją zastanawiała. - Ale naprawdę nie musiałam ze sobą walczyć.

Wiadomo, że Martini chciał kupić jeździec z USA. - Powiem tylko, że to bardzo dobry zawodnik - ucinała Stremler. Prezes klubu Lewada Zakrzów, szkoleniowiec kadry olimpijskiej w ujeżdżeniu Andrzej Sałacki, dodał, że jeździec ów nie miał kwalifikacji olimpijskiej. - Z Martini z pewnością wypełniłby minimum olimpijskie i pojechałby do Londynu - uważał Sałacki.

W Londynie Stremler zajęła 36 miejsce. Była najlepszą z polskiej ekipy.

Drużyna wdzięczna Beacie

Warto podkreślić, że gdyby Stremler sprzedała wówczas swojego wierzchowca, to nie tylko ona nie mogłaby wystąpić na olimpiadzie, lecz także przekreśliłaby szanse na start reprezentacji w konkursie drużynowym w ujeżdżeniu.

- To naprawdę wielki czyn, a dzięki temu po raz drugi w powojennej historii igrzysk, po olimpiadzie w Moskwie, wystąpiliśmy w drużynówce - podkreśla Sałacki, który był w Londynie menedżerem reprezentacji polskich jeźdźców. - Osiągnęliśmy tym samym to, co nie udało się m.in. tak silnym ekipom jak Austria, Hiszpania, Rosja, Ukraina, Francja czy Włochy, które nie zakwalifikowały drużyn na olimpiadę. A tam pokonaliśmy silne zespoły Kanady i Australii. Dla zwykłego śmiertelnika to może nic wielkiego, ale dla naszej dyscypliny to ogromne osiągnięcie [ósme miejsce drużynowo - red.].

To właśnie klub zgłosił Stremler do prestiżowej nagrody Fair Play, a kapituła konkursu uznała, że jej czyn zasługuje na odpowiednie uhonorowanie. Wyróżnienie z rąk prezesa PKOl Andrzeja Kraśnickiego odebrał ojciec amazonki.

- Córka jest w Niemczech, gdzie na stałe trenuje, a ponieważ sezon zbliża się wielkimi krokami nie mogła pojawić się w Centrum Olimpijskim - tłumaczy Bogdan Stremler i dodaje, że dla całej rodziny jest to ogromne zaskoczenie. - Owszem, słyszeliśmy, że klub zgłosił taki wniosek, ale nie spodziewaliśmy się, że kapituła wyróżni właśnie Beatę - stwierdza.

Warto dodać, że to już 46. edycja konkursu Fair Play (nagroda jest przyznawana od 1963 roku), a wyróżnienia rozdawane są w kilku kategoriach. W tym roku kapituła konkursu poza naszą amazonką odznaczyła także m.in. żeglarzy Piotra Myszkę i Zofię Noceti-Klepacką, byłych bokserów Mariana Kasprzyka i Zbigniewa Pietrzykowskiego, trenera wioślarstwa Jerzego Brońca oraz Muzeum Sportu i Turystyki w Łodzi.