Ratownik z Opola zdobył pływacki Mount Everest

Grzegorz Radomski pokonał wpław najsłynniejszy europejski kanał - La Manche. Zmagał się z falami, prądami morskimi, zmienną aurą oraz... śmieciami przez 11 godzin
W środowisku pływackim pokonanie kanału dzielącego Anglię i Francję to wyczyn porównywalny do zdobycia Mount Everestu wśród himalaistów. Śmiałków, którzy się tego podejmują jest wielu, ale udaje się nielicznym.

Dość powiedzieć, że dotychczas ten wyczyn ma na koncie nieco ponad 1,3 tys. osób na całym świecie, podczas gdy najwyższy szczyt globu zdobyło już ponad 5 tys. ludzi.

Marzenie życia udało się więc spełnić 29-letniemu opolaninowi tylko dzięki własnej pracy i wsparciu rodziny. A koszty nie są małe: samo wpisowe na listę Channel Swimming and Piloting Federation - firmy, która organizuje przedsięwzięcie - to 2,5 tys. funtów, a do tego trzeba doliczyć podróż i zakwaterowanie w Anglii przed próbą i we Francji po niej. W sumie to kwota rzędu 40 tys. zł.

Do dwóch razy sztuka

Próbę pokonania dystansu 18 mil morskich w linii prostej (niespełna 40 km) z Dover do Calais Radomski podejmował już po raz drugi. Przed rokiem płynął rewelacyjnie, w czasie w granicach rekordu świata (6 godzin 55 minut), niestety, niespełna 10 km przed metą załamała się pogodaPrzed rokiem płynął rewelacyjnie, w czasie w granicach rekordu świata (6 godzin 55 minut), niestety, niespełna 10 km przed metą załamała się pogoda . - Pojawiły się ogromne fale i to z wielu stron, przyjąłem kilka uderzeń z boku, nie miałem szans płynąć dalej i musiałem wejść na łódkę eskortującą - opowiadał wówczas.

Teraz Grzegorz pojechał do Anglii samochodem wraz z bratem i narzeczoną, by spokojnie czekać na odpowiednią pogodę. A ma ona kluczowe znaczenie, bo kilkanaście godzin w zimnej wodzie jest w stanie pokonać każdego. Zwłaszcza że zgodnie z przepisami pływak nie może mieć na sobie kombinezonu piankowego, a jedynie kąpielówki (powyżej kolan), czepek i okularki. Obok płynie łódka eskortująca, ale choćby krótkie jej dotknięcie wiąże się z dyskwalifikacją, a dodatkowo śmiałek musi wyjść na brzeg o własnych siłach.

A gdzie się wypłynie nigdy nie wiadomo, o czym przekonał się opolanin, bowiem mniej więcej w połowie trasy mocno zboczył z kursu i wypłynął nie jak planował w Calais, lecz w okolicach niewielkiej miejscowości Escalles, kilkanaście kilometrów na południowy zachód.

W łódce zabezpieczającej eskortował go starszy brat, również pływak i ratownik. Zresztą pływanie to rodzinna tradycja, ratownikiem jest także ojciec Grzegorza, a on sam pływa od najmłodszych lat. W podstawówce trafił do Zrywu Opole, którego zawodnikiem jest do dziś, obecnie jest także trenerem klubowym, instruktorem nauki pływania i ratownikiem wodnym.

Trzeci, czwarty, a może piąty?

Co ciekawe nie jest do końca jasne, ilu Polaków dotychczas pokonało kanał La Manche. Pewna jest trójka: Teresa Zarzeczańska w 1975 roku, Romuald Szopa trzy lata później oraz Teraz Grzegorz Radomski. To jednak nie koniec.

W 2010 roku kanał przepłynął również Paweł Nowak, od wielu lat mieszkający na stałe w Anglii i mający podwójne obywatelstwo. Płynął jednak w barwach klubu z Londynu i wówczas na oficjalnej liście CS&PF figurował jako Anglik. Obecnie jest tam jednak umieszczony jako reprezentant Polak. Do tego dochodzi jeszcze Katarzyna Frąckowska, której nie udało się co prawda przepłynąć kanału samotnie, ale pokonała go w sztafecie.

Faktem niepodważalnym jest, że opolanin zrobił to najszybciej ze wszystkich Polaków, jego poprzednicy płynęli ponad 11, 12, a nawet 13 godzin, a czas Radomskiego to równe 11 godzin. W tym roku kanał pokonało jak dotychczas tylko 28 osób, w tym gronie Grzegorz także jest najszybszy.