Trener odmówił udziału w meczu. Nie wytrzymał presji kibiców

Na niedzielny mecz opolscy żużlowcy wyjadą bez trenera. Po spektakularnym blamażu opolskiej drużyny krytyka kibiców była tak wielka, że trener... oświadczył, iż psychicznie nie jest w stanie prowadzić drużyny. A prezes klubu uznał, że nie ma się co trenerowi dziwić.
- Kibice obrażają nas na meczach, wykrzykują obelgi w kierunku prezesa i zarządu, wypisują na forach różne bzdury. Tak jakby to tylko od działaczy zależała postawa zespołu. Staramy się, aby było jak najlepiej, pracujemy społecznie, nikt z nas nie bierze z klubu żadnych pieniędzy, a wręcz odwrotnie: dokładamy z własnej kieszeni, niektórzy wzięli na ten cel pożyczki. A teraz spotyka nas taka krytyka - mówi z żalem prezes Kolejarza Opole Jerzy Drozd.

- W tej sytuacji wręcz boję się iść w niedzielę na mecz, bo wszystko może się zdarzyć - dodaje.

Trener nie wytrzymał presji

Opolscy żużlowcy od dawna nie należą do krajowej czołówki, jednak emocje kibiców sięgnęły zenitu po tym, jak w dwóch ostatnich wyjazdowych spotkaniach z Wandą Kraków i ŻKS-em ROW Rybnik żużlowcy skompromitowali się, przegrywając 30:60 i 25:65.

Kibice - na forach internetowych, ale też z trybun - domagają się więc dymisji prezesa i zarządu. - To nie jest takie proste, nie mogę zrezygnować w trakcie sezonu, mamy podpisane umowy ze sponsorami i z miastem, musimy się z tego rozliczyć, a kto to zrobi, jak nie będzie władz klubu? - pyta retorycznie Drozd.

Na razie wiadomo, że w niedzielnym meczu z Wandą Kraków zabraknie... trenera Kolejarza. - Andrzej Maroszek jest w takim stanie psychicznym, że nie jest w stanie poprowadzić zespołu. Poprosił mnie, abym go zwolnił z tego obowiązku. Oczywiście się na to zgodziłem, musi odpocząć psychicznie od tego wszystkiego, a jego rolę w meczu z Wandą przejmie kierownik drużyny Krzysztof Stachowski - informuje prezes.

Kibice: w Kolejarzu obniża się loty

Kibice mają już dość porażek opolskich żużlowców. - Patrząc w skład Kolejarza, na papierze nie jest zły jak na II-ligowe warunki, dziwne jest tylko to, że praktycznie wszyscy zawodnicy, którzy do nas przyjeżdżają, nagle obniżają loty. Marcin Rempała jest przecież finalistą mistrzostw Polski, czyli teoretycznie w szesnastce najlepszych żużlowców w kraju, Jesper B. Monberg też jeździł bardzo dobrze, a nagle nie zdobywa żadnego punktu. Dziwne to wszystko wygląda - mówi pan Andrzej, wieloletni kibic Kolejarza.

Jego zdaniem rozczarowaniu winne są też zbyt wielkie nadzieje: - Zarząd i prezes już przed sezonem powinni powiedzieć, że nie stać nas na awans i nie będziemy o niego walczyć, tak jak zrobiono w niektórych klubach I ligi. A u nas robi się kibicom nadzieje, początek sezonu jest dobry, a pod koniec w decydujących spotkaniach są wysokie porażki. I tak jest, niestety, praktycznie co roku. To wszystko powoduje, że kibice żużla w Polsce śmieją się z Kolejarza, dwa mecze przegrane tak wysoko z rzędu to wstyd dla drużyny - mówi pan Andrzej.

W niedzielę dzień próby

Niedzielny mecz ma przełamać złą passę. Po ostatnim blamażu klub obciął zawodnikom wypłaty o 30 proc. Działacze rozmawiali także z żużlowcami, został również nieco zmieniony skład. Rafał Fleger zastąpił lidera zespołu Duńczyka Jespera B. Monberga, który w ostatnim meczu pojechał fatalnie i nie zdobył choćby jednego punktu. Sięgnięto także po wzmocnienie w postaci młodzieżowca Szymona Woźniaka z Polonii Bydgoszcz. - Chcemy udowodnić, że nie lekceważymy naszych fanów, traktujemy ich poważnie i chcemy wygrać najbliższy mecz specjalnie dla prawdziwych kibiców żużla, a nie krzykaczy - komentuje Drozd.