Co dalej z żużlowcami Kolejarza Opole?

Historia czarnego sportu pokazuje, że czasem - by pokonać kryzys - trzeba zniknąć na chwilę z żużlowej mapy Polski. Czy taki los czeka wkrótce także opolskiego Kolejarza?
Tak było m.in. w Ostrowie Wlkp. i Krakowie, a kto wie, czy podobnie nie będzie w Opolu. A może nie jest to najgorsze rozwiązanie?

Kibice mówią dość

Jerzy Drozd jest prezesem opolskiego klubu od 2003 roku. Nie można powiedzieć, że w tym czasie nic dobrego w Kolejarzu się nie działo, w końcu w 2004 roku kibice przez chwilę mogli cieszyć się z I ligi. A w ostatnich latach odbyło się kilka dużych międzynarodowych imprez z udziałem zawodników z górnej półki. Nie można więc - jak robi to część kibiców - okresu rządów Drozda oceniać jednoznacznie negatywnie. Nie można też jednak żyć historią. Prawda jest taka, że ostatnie wyniki są mocno rozczarowujące, a Kolejarz jest wręcz czerwoną latarnią polskiego speedwaya.

Miarka się przebrała. Podczas ostatniego spotkania fani machali białymi chusteczkami, domagając się dymisji prezesa i zarządu, a przed stadionem wystawili klubowi nekrolog i zapalili znicze.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: co dalej z opolskim żużlem? Z jednej strony mamy bowiem dwóch młodych wychowanków, którzy mogą okazać się przyszłością klubu, z drugiej nie ma żadnych innych stabilnych podstaw, choćby do budowania składu. Bo trudno wiązać nadzieje z rewelacyjnymi jako młodzieżowcy Marcinem Jędrzejewskim i Marcinem Rempałą, którzy dziś nawet nie pretendują do funkcji liderów, czy choćby starzejącymi się Tomaszem Rempałą i Stanisławem Burzą.

Zresztą polityka kadrowa Kolejarza wydaje się kluczowa w kontekście oceny aktualnej (a trwającej już od kilku lat) kondycji klubu. Można wyliczyć całą grupę zawodników, którzy przewinęli się przez Opole i okazali się zupełnym niewypałem. Dość wymienić Sebastiana Trumińskiego, Krzysztofa Stojanowskiego, Piotra Rembasa, Lubosa Tomicka czy Ilię Bondarenko. A co ciekawe, mimo często słabej jazdy zawodnicy ci potrafili zadomowić się w składzie na dłużej.

Oczywiście trudno przewidzieć, kiedy żużlowiec będzie jeździł lepiej, a kiedy gorzej, jednak w każdym sporcie to wyczucie - i nieco szczęścia - jest kluczowe. Tego, niestety, zabrakło. Wielką nadzieją miał być choćby wspominany Tomicek, który w 2008 roku startował także w cyklu Grand Prix, ale jeździł w Opolu słabo. Podobnie było w przypadku Christiana Ago, który później przeniósł się do Krakowa i tam startował z sukcesami. Takich przykładów jest znacznie więcej.

Przy tej okazji warto przypomnieć dwóch wychowanków - Marcina Sekulę i Tomasza Schmidta. Jako juniorzy zapowiadali się na żużlowców, którzy w przyszłości wezmą na siebie ciężar prowadzenia zespołu. Trudno dziś powiedzieć, czy tak by się stało, faktem jest, że działacze postawili na nich krzyżyk, a teraz zamiast oglądać własnych zawodników, kibice obserwują armię zaciężną.

Najpierw zespół, potem stadion

Ostatnio działacze dużo mówią na temat budowy nowego stadionu, który podniósłby komfort żużlowców i widzów. Czy jest to jednak realne? Pilnych inwestycji jest przecież w Opolu więcej, choćby remont Okrąglaka czy Toropolu, trudno więc liczyć, że miasto wybuduje nowy stadion żużlowy, zwłaszcza że stary wciąż działa.

Miejmy nadzieję, że nowy obiekt kiedyś powstanie, ale najpierw należy chyba się skupić na budowie siły sportowej. Tego nie da się zrobić bez stabilnych podstaw finansowych. Nie ma wątpliwości, że obecni włodarze dużo w tej kwestii wnieśli. Zapewne też w przypadku odejścia prezesa (to zapowiadane jest już w tym roku, ale przecież nie pierwszy raz) odejdzie też część sponsorów. W porównaniu z innymi klubami II ligi Kolejarz dysponuje jednak sporym budżetem i może liczyć na duże wsparcie samorządu, zaś wyników jak nie było, tak nie ma.

Pewne jest, że w klubie sportowym czasem potrzeba zmian: trenera czy czegoś w jego funkcjonowaniu, i nie oznacza to, że praca szkoleniowca jest zła. Dotyczy to zresztą także władz.

A może trzeba pójść dalej? Może konieczna jest w Opolu przerwa w lidze? Tym bardziej że przecież młodzież może jeździć i zdobywać doświadczenie w swoich rozgrywkach. Przy aktualnym kształcie II ligi i tak niewiele możemy się z niej nacieszyć. Może to jest ten moment, kiedy tylko rewolucja da efekt?