Sport.pl

Opolska piłka: ilość nie idzie w jakość

Choć Opolszczyzna jest regionem o jednej z największych liczbie klubów piłkarskich w Polsce, a co za tym idzie - liczbie futbolistów - na piłkarskiej mapie kraju znaczymy niewiele. Dlaczego?
Czasy, kiedy w ekstraklasie występował klub z naszego regionu, to już odległa historia, a dla młodszych kibiców futbolu wręcz prehistoria.

Dość powiedzieć, że od spadku Odry Opole z krajowej elity minęły już ponad 32 lata, a od tego czasu żadnej z naszych drużyn nie udało się już tam znaleźć. To nie koniec, bo ledwie kilka miało okazję grać na zapleczu elity (Odra, Włókniarz Kietrz, MKS Kluczbork), a większą liczbę opolskich klubów można znaleźć dopiero w trzeciej klasie rozgrywkowej. Co najgorsze, wygląda na to, że w najbliższych latach to się nie zmieni, a wręcz przeciwnie - może być jeszcze gorzej.

Potencjał ogromny, a wyniki słabe

Ledwie trzy województwa - lubuskie, opolskie i podkarpackie - nie mają swojego przedstawiciela w jednej z dwóch najwyższych klas rozgrywkowych. A jeśli wziąć pod uwagę liczbę klubów w II lidze, to gorsza od Opolszczyzny jest tylko ziemia lubuska, która ma ledwie jednego reprezentanta na tym szczeblu. Tam, w odróżnieniu od naszego regionu, futbol nigdy nie był jednak najpopularniejszą dyscypliną sportu, w Gorzowie Wlkp. i Zielonej Górze niepodzielnie króluje bowiem żużel.

A przecież pod względem liczby nasze województwo jest prawdziwym ewenementem w skali kraju. Choć jesteśmy najmniejszym z wszystkich regionów, mamy ponad 400 klubów piłkarskich, w których istnieje ponad 840 drużyn (w kategoriach od żaka do seniora), co sytuuje nas w ścisłej czołówce w Polsce. Samych piłkarzy zarejestrowanych w Opolskim Związku Piłki Nożnej jest około 32 tys., a o popularności półamatorskiego czy amatorskiego futbolu w regionie świadczyć może choćby fakt, że jeszcze niedawno toczyły się u nas rozgrywki klasy C (dziewiąta liga), a obecnie jest u nas aż 18 grup klasy B. Pod tym względem bardziej rozbudowane są jedynie rozgrywki w województwach śląskim, dolnośląskim i podkarpackim.

Statystyka jest jeszcze bardziej korzystna, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Opolszczyzna liczy tylko około miliona mieszkańców, więc w przeliczeniu na osobę jesteśmy liderem zarówno pod względem liczby klubów, jak i piłkarzy.

Zresztą dotyczy to nie tylko futbolu, ale i wszystkich dyscyplin sportu. W zestawieniu średniej mieszkańców przypadających na jeden klub sportowy bijemy na głowę inne regiony: u nas średnia to około 2 tys. osób/klub, podczas gdy w zajmującej drugie miejsce w tym zestawieniu Małopolsce to 8 tys. osób/klub, czyli cztery razy więcej! Jeśli porównać to do średniej krajowej, która oscyluje w granicach 20 tys. osób/klub, można powiedzieć, że dzieli nas przepaść.

Cóż z tego, skoro nasze kluby piłkarskie od wielu lat nie potrafią - z nielicznymi wyjątkami - przebić się choćby do drugiej klasy rozgrywkowej. Zaś do miana jednego z najważniejszych piłkarskich wydarzeń w regionie urastają "ledwie" II-ligowe derby Opolszczyzny, które odbyły się w miniony piątek. W rywalizacji o miano najlepszych w regionie Odra Opole bezbramkowo zremisowała z MKS-em Kluczbork.

Nie ma pieniędzy, nie ma piłki

Odpowiedź na pytanie, dlaczego opolski futbol, mimo tak dużego potencjału ilościowego stoi na tak niskim poziomie, wydaje się prosta.

- Moim zdaniem decyduje fakt, że w porównaniu z innymi regionami Opolszczyzna jest stosunkowo niebogata. Nie ma u nas wielkich firm, a w dzisiejszych czasach bez wielkich pieniędzy nie ma wielkiej piłki - stwierdza jeden z najlepszych polskich sędziów piłkarskich w historii, biznesmen, właściciel grupy kapitałowej Sindbad Ryszard Wójcik. On sam jest jednym z niewielu wyjątków - zdecydował się zaryzykować i zainwestować w futbol, a konkretnie w Odrę.

Trudno się z nim nie zgodzić, wszak wielkie firmy, które są w stanie udźwignąć finansowanie klubu piłkarskiego na wyższym poziomie, można w naszym regionie policzyć na palcach jednej ręki. A te, które istnieją, albo nie są zainteresowane wspieraniem sportu, albo inwestują niewielkie pieniądze lub łożą na inne dyscypliny, jak choćby Zaksa na siatkówkę.

Podobnego zdania jak Wójcik jest prezes OZPN Marek Procyszyn. - W obecnym sporcie komercyjnym główne znaczenie mają pieniądze. Proszę zauważyć, że piłkarska czy bardziej ogólnie sportowa mapa Polski praktycznie pokrywa się z mapą gospodarczą, a siła ekonomiczna poszczególnych regionów ma decydujący wpływ na siłę lokalnego sportu. Ogromne znacznie w tym przypadku mają również duże spółki skarbu państwa, a także liczba dużych, ale i średnich oraz małych firm. Niestety, jesteśmy w ogonie gospodarki naszego kraju i tak jest również z piłką nożną - mówi z żalem w głosie, choć zwraca także uwagę na inne przyczyny.

- Ważną rolę odgrywają również kwestie organizacyjne, wiele zależy od ludzi mieszkających w danym województwie oraz od samorządów, bo od kilku lat to właśnie one są jednymi z głównych sponsorów klubów piłkarskich - zauważa.

Z drugiej strony podkreśla on także, że choć potencjał ludzki Kluczborka i Zdzieszowic jest nieduży, oba kluby występują w rozgrywkach centralnych. - Przecież te miasta są stosunkowo niewielkie, a mimo to z powodzeniem od kilku lat grają w II lidze - zaznacza.

Sobota - wyjątek potwierdzający regułę

Niewiele lepiej jest także, jeśli spojrzymy na nasz futbol indywidualnie, pod kątem poziomu naszych piłkarzy. W ostatnich latach ledwie jeden z nich - Waldemar Sobota - na stałe zadomowił się w reprezentacji Polski, a niewielu jest graczy, którzy występowali w niej incydentalnie czy choćby byli do niej przymierzani. Poza Sobotą można wymienić jeszcze Tomasza Bandrowskiego (wychowanek Zrywu Pawłowiczki), Grzegorza Kaliciaka (Chemik Kędzierzyn-Koźle) czy Pawła Olkowskiego (Małapanew Ozimek) oraz kilku graczy mających na koncie występy w reprezentacjach młodzieżowych. Jak choćby Lukas Klemenz, który - podobnie jak Sobota - trafił niedawno do ekstraklasowego klubu zagranicznego. To niestety tylko nieliczne wyjątki.



Więcej o: