Sport.pl

Zmarł wielki kolarz Stanisław Szozda

Jeden z najlepszych kolarzy w dziejach tej dyscypliny sportu w naszym kraju, dwukrotny mistrz świata i dwukrotny srebrny medalista olimpijski, zwycięzca Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne. Miał 63 lata.
Pochodził z Dobromierza, od wielu lat mieszkał jednak w Prudniku, gdzie prowadził m.in. własny sklep. Od kilku miesięcy zmagał się z poważną chorobą.

Był idolem kibiców lat 70., w 1973 roku zajął drugie miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najpopularniejszego sportowca Polski. Przez całą karierę rywalizował z innym wielkim kolarzem Ryszardem Szurkowskim.

Dwa razy stawał na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata, był także srebrnym i dwukrotnie brązowym medalistą MŚ. Na igrzyskach olimpijskich w Monachium i Montrealu zdobył srebrne medale w wyścigu drużynowym. Karierę zakończył po upadku w Wyścigu Pokoju w 1978 roku.

- Jeszcze kilka miesięcy temu rozmawialiśmy podczas wyścigu w Chrząstowicach. Obiecywał, że spotkamy się wkrótce na Tour de Pologne, niestety choroba uniemożliwiła mu przyjazd - mówi prezes Opolskiego Związku Kolarstwa Marek Truchan.

- Do ostatniego momentu żył jednak kolarstwem, zawsze bardzo żywiołowo reagował na sukcesy naszych kolarzy, taki już miał charakter. To był wielki człowiek i sportowiec, kontaktowy i otwarty, wspaniały człowiek - zawiesza głos Truchan.

- To ogromna strata nie tylko dla środowiska kolarskiego, czy sportowego, ale dla całego kraju. Był wielką osobowością, jako kolarz w pełni zaangażowany w to, co robi. Nigdy się nie oszczędzał, słońce, deszcz, czy śnieg, zimno, czy gorąco zawsze był na treningu. Zresztą jeśli już coś robił, to zawsze w pełni się w to angażował - wspomina z kolei trener LZS-u Ziemia Opolska, w barwach którego jeździł Szozda, Marian Staniszewski.

Co ciekawe, po zakończeniu kariery nie lubił opowiadać o swoich sukcesach. - Zawsze podkreślał, że to, co miał zrobić, to już zrobił, a co miał opowiedzieć, już powiedział. Był człowiekiem bardzo skromnym i trudno było namówić go na wspomnienia. Jego śmierć to dla mnie wielkie zaskoczenie, bo kiedy widziałem go po raz ostatni na wyścigu w Chrząstowicach, w ogóle nie dawał po sobie poznać, że coś się dzieje, że jest chory.

Szozda mieszkał w Prudniku, miał 63 lata. Zmarł w szpitalu we Wrocławiu.

JAK WYGRYWAŁ STANISŁAW SZOZDA - PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ

Zapal znicz, napisz wspomnienie

Więcej o: