Sport.pl

Wielki kolarz i człowiek. Przyjaciele z peletonu wspominają Stanisława Szozdę

W poniedziałek w szpitalu we Wrocławiu zmarł jeden z największych kolarzy w dziejach tej dyscypliny sportu w naszym kraju - Stanisław Szozda, dwukrotny mistrz świata, dwukrotny wicemistrz olimpijski, idol kibiców lat 70. Jutro miał obchodzić 63. urodziny
- Powiedzieć, że to ikona polskiego kolarstwa, to mało - wspomina kolegę z peletonu Czesław Lang, inny wielki kolarz, obecnie propagator jazdy na rowerze i dyrektor Tour de Pologne. - Wszędzie, gdzie się pojawiał, odnosiliśmy sukcesy w naszej dziedzinie. Miałem szczęście, że mogłem z nim startować. Tym bardziej że był nie tylko świetnym sportowcem, lecz także cudownym człowiekiem. O ludziach takich jak on mówi się, że mają serce na dłoni. Będzie go nam bardzo brakowało - mówi z żalem.

Wojownik peletonu

Lang przypomina przy tym maksymę Szozdy. - Zawsze powtarzał, że aby odnieść sukces, trzeba dać z siebie wszystko i jeszcze trochę. Był osobą, która potrafiła dać z siebie właśnie to "jeszcze trochę". Był wielkim wojownikiem peletonu, nigdy nie mógł jechać spokojnie, ciągle chciał coś robić, atakować, uciekać, rozerwać peleton. Gdy tylko miał siły, wyrywał do przodu. Kolarz niezwykle waleczny, niewielu takich jest - podkreśla.

Natura wojownika przynosiła efekty w postaci triumfów. Szozda dwa razy stał na najwyższym podium mistrzostw świata, zdobył także dwa srebrne medale olimpijskie w Monachium i Montrealu, srebrny i brązowy medal MŚ, wygrywał Wyścig Pokoju i Tour de Pologne. To wszystko w czasach, kiedy kolarstwo było jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportu w naszym kraju, uprawiało je nieporównywalnie więcej zawodników niż dziś, a na trasach pojawiały się tłumy fanatycznych wręcz kibiców. Nic dziwnego, że w 1973 r., gdy został mistrzem Polski i świata, zajął drugie miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najpopularniejszego sportowca kraju.

Pierwszy był wówczas największy rywal i kolega Szozdy - Ryszard Szurkowski. Wczoraj Szurkowski nie potrafił nic powiedzieć o swoim wielkim przyjacielu. - Przepraszam, ale muszę trochę ochłonąć, by cokolwiek mówić na temat Staszka. Może porozmawiamy za kilka dni - powiedział łamiącym się głosem i odłożył słuchawkę.

Do końca żył kolarstwem

Szozda pochodził z Dobromierza pod Świdnicą, ale jako dziecko przeniósł się wraz z rodzicami do Prudnika. To właśnie tutaj, w miejscowym LZS, rozpoczynał swoją przygodę z kolarstwem. Później krótko jeździł w Legii Warszawa, a największe sukcesy święcił w barwach LKS Ziemia Opolska.

- To ogromna strata nie tylko dla środowiska kolarskiego czy sportowego, lecz także dla całego kraju. Był wielką osobowością. Jako kolarz nigdy się nie oszczędzał, słońce, deszcz, śnieg, zimno czy gorąco, zawsze był na treningu. Jeśli już zdecydował się, że coś robi, to zawsze w pełni się w to angażował - wspomina trener Ziemi Opolskiej Marian Staniszewski.

Karierę kolarską zakończył stosunkowo wcześnie, w wieku 28 lat, po upadku w Wyścigu Pokoju w 1978 r. Co ciekawe, później niespecjalnie lubił opowiadać o swoich sukcesach. - Zawsze podkreślał, że to, co miał zrobić, to już zrobił, a co miał powiedzieć, już powiedział. Był człowiekiem bardzo skromnym i trudno było namówić go na wspomnienia. Jego śmierć to dla mnie wielkie zaskoczenie, bo kiedy widziałem go po raz ostatni na wyścigu w Chrząstowicach, w ogóle nie było widać, że coś się dzieje, że jest chory - wspomina Staniszewski.

- Do ostatniego momentu żył kolarstwem, zawsze bardzo żywiołowo reagował na sukcesy polskich zawodników, taki już miał charakter. To był wielki sportowiec, a przy tym kontaktowy i otwarty, wspaniały człowiek - zawiesza głos prezes Opolskiego Związku Kolarstwa Marek Truchan. - Kilka miesięcy temu w Chrząstowicach obiecywał, że spotkamy się wkrótce na Tour de Pologne. Niestety, choroba uniemożliwiła mu przyjazd - wspomina.

Szozda od kilku miesięcy zmagał się z poważną chorobą. Jedną z osób, które wspierały go w chorobie, był inny wielki kolarz z lat 70., Henryk Charucki, właściciel firmy rowerowej z Wrocławia. - Wraz z rodziną namawiałem go, aby przeniósł się na leczenie z Głubczyc do Wrocławia. Tu spędził ostatnie cztery miesiące, ale niestety leczenie nie przyniosło rezultatu - opowiada.

Charucki dodaje: - To był wspaniały człowiek, uczciwy i słowny. Mogę powiedzieć, że słowo było dla niego ważniejsze niż pieniądze, a takich ludzi jest niewielu.

Stanisław Szozda miał żonę i dwoje dzieci. Poza Prudnikiem mieszkał również we Wrocławiu i to właśnie tam zostanie pochowany.

Więcej o:
Komentarze (6)
Wielki kolarz i człowiek. Przyjaciele z peletonu wspominają Stanisława Szozdę
Zaloguj się
  • stanisso

    Oceniono 4 razy 2

    Szozda, Szurkowski, Mytnik, Hadasik, Jasiński, Matusiak, Nowicki, Sujka, Stec, Kowalski, Jankiewicz, Kierzkowski, Halupczok, Lang, Piasecki. A wcześniej - Królak, Gazda, Grabowski, Kudra, Zieliński, Beker, Gawliczek, Bławdzin, Podobas, Fornalczyk. To były złote czasy polskiego kolarstwa z lat 50. i 60. minionego wieku. Łza się w oku kręci......

  • przemek32_1

    Oceniono 1 raz 1

    Do zobaczenia na trasie!
    Gdzieś w niebie!
    [*]

  • jozek48

    Oceniono 1 raz 1

    Kiedy będzie wiadomo proszę podać szczegóły o pogrzebie.

    Każdy był Szozdą na podwórku.

  • naprawdetrzezwy

    Oceniono 4 razy -2

    „Przyjaciele z peletonu wspominają Stanisława Szozdę”

    Z którego? Bo Staszek jechał w kilkuset...

  • k-x

    Oceniono 9 razy -7

    Co jest, że te nasze okazy zdrowia umierają przedwcześnie.?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX