Początek drogi do Soczi opolskich łyżwiarek [ZDJĘCIA]

W czwartek w Szanghaju Aida Bella i Marta Wójcik rozpoczęły udział w pierwszych w tym sezonie zawodach Pucharu Świata w short-tracku. To pierwszy krok, a w zasadzie kroczek, w kierunku przyszłorocznych igrzysk w Soczi. Przed nimi jeszcze jednak daleka droga.
W styczniu tego roku opolanki odniosły największy sukces w dotychczasowej karierze i jedno z największych osiągnięć w dziejach tej dyscypliny sportu w naszym kraju, zdobywając brązowy medal mistrzostw Europy w sztafecie.

- To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Wchodziłam na podium i trzymałam się za głowę z niedowierzania. Tego się nie da opisać, duma połączona ze szczęściem. Płakałam, zresztą wszystkie płakałyśmy, bo jak by nie było, przeszłyśmy do historii - wspomina Wójcik.



Medal spowodował, że w perspektywie igrzysk w Soczi w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego zaczęto zwracać szczególną uwagę na sztafetę kobiet. A łyżwiarki, w odróżnieniu od łyżwiarzy, pod koniec ubiegłego i na początku tego sezonu dostały kolejną szansę na starty w kosztownych zawodach Pucharu Świata.

Teraz panowie znów zostali w domach, a panie (Bella i Wójcik oraz Barbara Kobylakiewicz wszystkie AZS KU Politechnika Opolska, a także siostry Patrycja i Natalia Maliszewskie z Juvenii Białystok) na ponad dwa tygodnie poleciały do Azji, gdzie startują w PŚ w Chinach i Korei. W czwartek rozpoczęła się rywalizacji w Szanghaju.

Niestety, pierwszy dzień zmagań nie był zbyt udany dla Wójcik i Belli, bowiem opolanki odpadły już w eliminacjach. Ostatecznie ta pierwsza została sklasyfikowana na 42. pozycji na dystansie 1500 metrów, a druga była 36. na 500 metrów. Najważniejszy start - w eliminacjach sztafet - czeka je w piątek. Cel minimum to awans do półfinału, łatwo jednak nie będzie, bo Polki walczyć będą z Rosjankami i Kanadyjkami.

Najlepiej w sztafecie

Pamiętając o medalu ME, nie może dziwić fakt, że to właśnie w starcie drużynowym trenerzy i działacze upatrują największą szansę na kwalifikację olimpijską. Zwłaszcza że wiąże się z tym pewien handicap.

- Jeżeli podczas kwalifikacji znajdziemy się w pierwszej ósemce, a w zasadzie w siódemce, bo Rosjanki jako gospodynie mają zapewniony start w Soczi, wszystkie automatycznie uzyskamy prawo startu w igrzyskach. Jeżeli to się nie uda, każda z nas musi walczyć indywidualnie i na kilku dystansach być w czołówce - tłumaczą łyżwiarki.

Co prawda kwalifikacje olimpijskie odbędą się dopiero na początku listopada w Turynie i podmoskiewskiej Kołomnie, ale dobra pozycja w Szanghaju i w przyszły weekend w Seulu da rozstawienie podczas tych kwalifikacji. A to, z kim bezpośrednio walczyć będzie nasza sztafeta, może być kluczem do sukcesu.

Trzecia szansa na olimpiadę

O ile niespełna 21-letnia Wójcik jest dopiero u progu poważnej kariery seniorskiej, 28-letnia Bella to jedna z najbardziej doświadczonych łyżwiarek w kraju, a dzięki temu zwiedziła już niemal cały świat. Od lat startuje w największych imprezach międzynarodowych: pucharach świata, mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata.



Do kompletu brakuje jej tylko udziału w igrzyskach, choć osiem lat temu zdobyła już kwalifikację do Turynu. - Związek postanowił wówczas jednak, że jestem jeszcze za młoda i ostatecznie tam nie pojechałam, a zamiast mnie wystartowała zawodniczka z Izraela - wspomina. Cztery lata później przed olimpiadą w Vancouver było znacznie gorzej. - Ówczesny Chiński trener kadry narzucił nam zbyt duże obciążenia na początku sezonu i już w październiku byłam tak zmęczona, że przestałam się liczyć w walce o wyjazd na igrzyska - dodaje.

Teraz nowy trener kadry, Kanadyjczyk John Monroe, tego błędu nie popełnił. - Można powiedzieć, że jesteśmy aktualnie w najwyższej formie, jednak mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej, podczas kwalifikacji olimpijskich - opowiada Wójcik.

A co jeśli mimo wszystko się nie uda? - Na pewno będzie mi szkoda, ale świat nie kończy się na jednych igrzyskach. Pojadę na długie wakacje, a później zacznę trenować do następnej olimpiady.

Bella jest w nieco trudniejszej sytuacji, bo - jak sama mówi - to być może jej ostatnia szansa na igrzyska. - Z drugiej strony nie wiadomo, co będzie za cztery lata. Po Vancouver też myślałem, że to już koniec i do Soczi nie dotrwam. Urodziłam dziecko, miałam przerwę w treningach i startach, jeden sezon zupełnie mi przepadł, ale po roku wróciłam na lód i znów jeżdżę - zauważa łyżwiarka.

Połączenie treningów, startów i obowiązków rodzinnych nie jest łatwe, na szczęście pomaga jej mąż Jakub, także sportowiec, były bramkarz m.in. Odry Opole.



Zresztą także Wójcik, studentka drugiego roku zarządzania na Politechnice Opolskiej, ma z tym kłopoty. - Najgorsze są dla mnie zimowe semestry, wtedy w ogóle nie ma mnie na uczelni. Wracam i okazuje się, że mam do zaliczenia tyle rzeczy, że chce mi się płakać. Ale później przychodzi semestr letni i jest czas na nadrabianie. Bardzo pomagają mi w tym koledzy i koleżanki ze studiów - opowiada łyżwiarka.

Lata wyrzeczeń i bólu

Jak w każdym sporcie, aby osiągnąć sukces, niezbędne są ciężkie treningi i litry potu wylane na zajęciach. - Trenujemy od poniedziałku do soboty, dwa razy dziennie. Czyli minimum dwanaście treningów w tygodniu. Codziennie około pięciu godzin: rano dwie na sucho - siłownia, biegi, skoki, a po południu kolejne trzy, po części spędzone już na lodzie. Najważniejsze są u łyżwiarza nogi i one muszą być najbardziej przygotowane - opowiada Wójcik. - Choć short-track to sport zimowy, kluczowe są tak naprawdę przygotowania letnie. Właśnie wtedy budujemy kondycję na cały sezon, a później na tym bazujemy - dodaje.

Wbrew pozorom short-track to bardzo niebezpieczny i kontuzjogenny sport. Na torze zawodniczki niejednokrotnie muszą się przepychać, walczą z rywalkami bark w bark, pełno jest upadków, a lód jest przecież twardy jak beton. Do tego dochodzi fakt, że płozy łyżew są ostre jak brzytwa. Nic dziwnego, że na filmie promującym akcję "X dni do Soczi 2014" Aida i Marta rozcinają łyżwą arbuza.



- W ten sposób chciałyśmy pokazać, że tak jak płozy tną arbuza, tak samo przecinają ludzką skórę - tłumaczy Aida Bella.

Telefony się urywają

Rozpoczęta kilka miesięcy temu akcja ma na celu pomóc naszym łyżwiarkom, a także panczeniście Zbigniewowi Bródce, snowboardziście Piotrowi Janoszowi i narciarzowi Szczepanowi Karpiel-Bułecce zebrać dodatkowe środki na przygotowania do igrzysk.

- Nie chodzi o to, że nie mamy na wyjazdy na zawody, kwalifikacje czy olimpiadę, to jest zapewnione ze środków związku. Potrzebujemy jednak dodatkowych pieniędzy na lepsze przygotowania, zaplecze, odnowę biologiczną, sprzęt, odżywki itp. Na naszym poziomie każdy szczegół może decydować o wyniku - podkreślają zgodnie dziewczyny.

Akcja zaczęła się od fanpage'u na Facebooku, później była m.in. sesja fotograficzna do specjalnego kalendarza, a z pomocą portalu polakpotrafi.pl ruszyła zbiórka internetowa (w ten sposób udało się zgromadzić już ponad 14 tys. zł).

Sportowcy nagrali także filmy promujące akcję, w końcu zorganizowano specjalną imprezę charytatywną (sama licytacja gadżetów przekazanych przez sportowców przyniosła zysk 5,8 tys. zł).

Zainteresowanie mediów akcją przerosło zresztą wszelkie oczekiwania, a o łyżwiarkach, które same zbierają środki na olimpiadę, zaczęło być głośno w całym kraju. Rozdzwoniły się telefony, dziennikarze prosili o wywiady, a dziewczyny zaczęły pojawiać się w różnych programach telewizyjnych. Niedawno dostały także zaproszone na sesję do magazynu "Playboy". Zdjęcia wykonano tuż przed wylotem opolanek na Puchary Świata do Azji, a Aida i Marta pojawią się na okładce, i nie tylko, listopadowego numeru czasopisma.