Sport.pl

Mgliste nadzieje Bonka na medal mistrzostw świata

Trzech zawodników Budowlanych Opole wystartuje dzisiaj w mistrzostwach świata w podnoszeniu ciężarów, rozgrywanych we Wrocławiu. Wśród nich Bartłomiej Bonk, brązowy medalista z Londynu. - W naszej sytuacji finansowej, już to, że wystąpi trzech zawodników, jest sukcesem. Na medal nie ma niestety większych szans - ocenia trener Ryszard Szewczyk.
Opolanie jak zwykle stanowią o sile biało-czerwonych w najcięższych kategoriach. W wadze 105 kg wystartuje brązowy medalista igrzysk w Londynie Bartłomiej Bonk, a w grupie najsilniejszych (+105 kg) Kornel Czekiel i Daniel Dołęga.

Obaj mogą mówić o pechu, na co dzień bowiem dźwigają w tej samej wadze co Bonk. Jednak w każdej kategorii może wystartować tylko po dwóch reprezentantów kraju. Opolanie przegrali rywalizację nie tylko z klubowym kolegą, ale też z najsilniejszym Polakiem ostatnich lat, trzykrotnym mistrzem świata, starszym bratem Daniela - Marcinem Dołęgą.

Pozostało im więc miejsce w najcięższej kategorii, gdzie rywale wydają się być poza zasięgiem. Ale Marcin Dołęga zmaga się z serią kontuzji: najpierw barku, później kolana, kręgosłupa i mięśni brzucha. W tej sytuacji jego występ stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Długa lista (nie)obecnych

Co ciekawe, na liście startowej w tej kategorii 105 kg aż roi się od wielkich nieobecnych. We Wrocławiu nie zobaczymy m.in. złotego i srebrnego medalisty z Londynu Ukraińca Oleksiya Torokhtiya i Irańczyka Navaba Nasirshelala, zabraknie także piątego na igrzyskach Uzbeka Ivana Efremova oraz groźnego Gruzina Gia Machavariani. To nie koniec, bowiem nie przyjadą również dwaj Rosjanie: mistrz i wicemistrz świata z 2011 roku Khadzimurat Akkaev i Dmitry Kłokov.

- W sezonie poolimpijskim wiele reprezentacji próbuje odmłodzić skład, wystawiać mniej doświadczonych zawodników, by za trzy lata w Rio de Janeiro zdobywali medale. W Polsce nie ma, niestety, młodych na takim poziomie, dlatego startujemy tym, co mamy - tłumaczy Szewczyk.

Długa lista nieobecnych nie zwiększa jednak szans Polaków na medal. Najpoważniejszym kandydatem do złota - obok Dołęgi - jest powracający do dźwigania po przerwie Białorusin Andriei Aramnau. To mistrz olimpijski z Pekinu i mistrz świata z 2007 roku, a także rekordzista globu w rwaniu i w dwuboju.

Bardzo groźny będzie także czwarty w Londynie Uzbek Rusłan Nurudinov, który na liście startowej ma zgłoszony najwyższy ciężar. Jak zwykle wśród faworytów są Rosjanie: rekordzista świata w podrzucie i aktualny mistrz Europy David Bedzanyan oraz Andrey Demanov, a także kolejny Białorusin Aleh Loban. Tradycyjnie liczyć się będą również dwaj Irańczycy oraz Gruzin Albert Kuzilov. Kandydatów do medalu jest więc co najmniej kilku. - Poziom wcale nie będzie niższy niż na olimpiadzie - uważa trener Szewczyk.

Zostawi serce na pomoście

Przed naszymi sztangistami już tylko kilka dni przygotowań na zgrupowaniu w Spale, gdzie bacznie przygląda się im m.in. opolski trener. - Trzeba spojrzeć realnie. Dziś Bartek jest, niestety, za słaby na medal. Nie miał szans na dobre przygotowanie, dopiero od niedawna trenuje z kadrą. W tej sytuacji jeśli podniesie pięć, dziesięć kilo mniej niż w Londynie, to i tak będzie dobrze. Ale to na medal nie wystarczy. Nikt nie może mieć jednak do niego pretensji - ocenia formę swego podopiecznego trener Szewczyk. - Choć sport ma to do siebie, że wszystko może się zdarzyć - dodaje.

Sam Bonk także nie mówi o medalu. Przestał trenować w listopadzie ubiegłego roku, po dramatycznych wydarzeniach na opolskiej porodówce. Jedna z jego córeczek urodziła się z poważnym niedotlenieniem mózgu. Do treningów z kadrą narodowa wrócił dopiero na ostatnim zgrupowaniu przed mistrzostwami, ledwie kilka tygodni temu.

- Dla mnie już to, że wystartuję, jest sukcesem. Po tych wszystkich kłopotach i przerwie w treningach nawet nie analizuję, które miejsce mogę zająć. Skupiam się na tym, aby zaliczać kolejne podejścia. Będę walczył z całych sił, a na pomoście zostawię serce - zapewnia.

Nasi sztangiści wystartują w ostatnim dniu MŚ, w niedzielę 27 października. Najpierw na pomost wyjdzie Bonk (godz. 13), a później Czekiel i młodszy z braci Dołęgów (godz. 16). - Oni wśród tych wielkich chłopów nie mają niestety czego szukać - przyznaje Szewczyk.

Więcej o: