19-latek z Kędzierzyna-Koźla podwójnym wicemistrzem świata!

Bartłomiej Mróz (MMKS Kędzierzyn-Koźle) jest jedynym sportowcem w Polsce grającym zawodowo w parabadmintona. Właśnie zdobył dwa srebrne medale mistrzostw świata, wcześniej stoczył - kto wie, czy nie jeszcze trudniejszy - bój o zdobycie środków, żeby w ogóle tam wystąpić.
Na szczęście pomocną dłoń podały mu władze Polskiego Związku Badmintona, który za pośrednictwem Fundacji PZBad prowadził specjalną zbiórkę charytatywną i pomógł w otrzymaniu dofinansowania z Ministerstwa Sportu. Pieniądze zbierali zresztą także sam badmintonista, jego trener, rodzina, znajomi, klub oraz kilku znanych sportowców, m.in. chodziarz Robert Korzeniowski i szczypiornista Artur Siódmiak.

- Nie wyobrażam sobie, że nie uda się zdobyć tych pieniędzy. Choćbym miał się zapożyczyć, chcę tam wystartować - mówił kilka tygodni temu zdeterminowany Mróz. Na szczęście wszystko zakończyło się powodzeniem, a dzięki temu nasz parabadmintonista oraz jego trener Tomasz Zioło mogli pojechać do Dortmundu, gdzie odbyły się MŚ. - Szansa na sukces w zawodach jest duża, ale nie chcę zapeszyć - oceniał wówczas krótko 19-latek. Jego optymizm był uzasadniony, bowiem w światowym rankingu parabadmintonistów (PBWF) zajmował trzecią pozycję w singlu, a dodatkowo w deblu zagrał z drugim w tym zestawieniu Ilkerem Tuzcu z Turcji. Wszyscy, którzy pomogli niepełnosprawnemu chłopakowi, mogą być z niego dumni, bowiem w niemieckich zawodach spełnił pokładane w nim nadzieje i spisał się wyśmienicie.

Nie zwykł przegrywać

W grze pojedynczej w rozgrywkach grupowych pokonał rywali z Anglii i Korei Płd., a w fazie pucharowej odprawił z kwitkiem kolejno parabadmintonistów z Niemiec, Japonii i w półfinale z Singapuru. Co ciekawe dopiero w tym ostatnim spotkaniu Mróz przegrał pierwszego seta w turnieju, wszystkie wcześniejsze pojedynki wygrywał bowiem 2:0. W finale przyszło mu się zmierzyć z największym faworytem zmagań Cheak Liek Hou z Malezji, niestety rywal okazał się za mocny i zwyciężył 2:0 (21:18, 21:13).

W deblu było bardzo podobnie, bowiem para polsko-turecka wygrała trzy spotkania w grupie z rywalami z Indii, Hongkongu i duetem francusko-izraelskim, zaś w fazie pucharowej ograła Wietnamczyków i Japończyków, by w finale znów spotkać się z rywalami z Malezji: wspomnianym Cheak Liek Hou oraz Suhaili Laimanem. Niestety także i w tym przypadku górą okazali się faworyzowani przeciwnicy, którzy ponownie zwyciężyli 2:0 (21:18, 21:17). Tym samym 19-letni Bartłomiej Mróz powraca z Dortmundu z dwoma srebrnymi krążkami mistrzostw świata.

Przecierał szlaki

Co ciekawe, Mróz i jego trener Tomasz Zioło w tym sporcie musieli zaczynać wszystko od początku, bo w naszym kraju przed nim nikt wcześniej go nie uprawiał. Dość powiedzieć, że Bartek jest pierwszym Polakiem, który zdobył zawodową licencję parabadmintonisty i równocześnie pierwszym reprezentantem naszego kraju, który wziął udział w imprezie rangi mistrzowskiej. W ubiegłym roku, w tej samej hali, gdzie teraz odbyły się MŚ, zdobył bowiem srebrny medal mistrzostw Europy, a nie przeszkodził mu w tym nawet fakt, że był najmłodszym z wszystkich startujących. Niewiele zabrakło, a wywalczyłby także wówczas dwa krążki, jednak w deblu (grał ze Szwedem Magnusem Veigasem), zajął ostatecznie pechowe, czwarte miejsce. Od tego czasu stawał już na podium niemalże w każdych zawodach, w których startował, na koncie ma m.in. dwa złote medale międzynarodowych mistrzostw Hiszpanii, złoty i srebrny mistrzostw Turcji, a w październiku na Para Games Breda dosłownie zdeklasował rywali. Nie tylko wygrał wszystkie swoje spotkania, ale w całych zawodach nie stracił nawet seta (dziewięć zwycięstw 2:0), zresztą w singlu dopiero w finale jego rywalowi udało się zdobyć więcej niż 10 punktów, a w deblu (grał w parze z Holendrem Parickiem Vrouwenvelderem) było podobnie.

- To była szczególna impreza, można powiedzieć, że taka namiastka paraolimpiady. Zawody odbywają się tam co dwa lata, a przyjeżdżają przedstawiciele ponad 20 parasportów. To największy taki turniej na świecie po paraolimpiadzie - opowiada Mróz. Jego celem sportowym jest właśnie zdobycie medalu na igrzyskach niepełnosprawnych, niestety, na razie nie ma na to szans, bo... badmintona nie ma w jej programie. - Na szczęście gra staje się coraz bardziej popularna, jest coraz więcej zawodników i mam nadzieję, że w końcu będzie sportem paraolimpijskim. Może dzięki temu w 2020 roku będę miał szansę na medal olimpijskim - marzy 19-latek.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Bartek urodził się bez prawego przedramienia, ale mimo niepełnosprawności od najmłodszych lat był bardzo aktywny fizycznie, trenował m.in. lekkoatletykę i piłkę nożną. Na zajęcia badmintona trafił przypadkiem pod koniec 2005 roku, a jak sam mówi, od początku zakochał się w tym sporcie. - Pod koniec podstawówki był w naszej szkole nabór do sekcji badmintona. Spróbowałem razem z kuzynem, który jest w moim wieku, bardzo mi się spodobało i tak już zostało - wspomina z uśmiechem.

Zaczął regularnie trenować w MMKS-ie Kędzierzyn-Koźle, gdzie od początku prowadzi go Tomasz Zioło. Po ukończeniu gimnazjum uczył się w najlepszej szkole badmintona w kraju - SMS-ie Głubczyce, a obecnie studiuje na pierwszym roku Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Nieprzypadkowo wybrał właśnie stolicę, bo dzięki temu może trenować swój ukochany sport w ośrodku kadry narodowej. Tam ćwiczy z pełnosprawnymi zawodnikami, na co dzień zresztą startuje w turniejach pełnosprawnych.

- Jestem bardziej badmintonistą niż parabadmintonistą - śmieje się. - W zawodach niepełnosprawnych gram dopiero drugi rok, a poza tym takie imprezy odbywają się stosunkowo rzadko. Zresztą w mojej grupie SU 5 - czyli zawodników z bezwładem górnej kończyny - zasady gry niczym nie różnią się od normalnego badmintona - tłumaczy Mróz.