LZS Piotrówka - najbardziej zagraniczny klub w kraju [WIDEO, ZDJĘCIA]

Trening III-ligowego LZS-u Piotrówka pod Strzelcami Opolskimi. Na boisku kilkunastu ciemnoskórych piłkarzy. Głównie Brazylijczycy, ale też Nigeryjczycy, Kameruńczyk, piłkarze z Zimbabwe. No i dwaj Polacy.
Od kilku tygodni trenerem tej niezwykłej drużyny jest pierwszy czarnoskóry szkoleniowiec w polskim klubie piłkarskim, 34-letni Brazylijczyk Rodrigo Goncalves do Nascimento.

To były gracz m.in. Pogoni Szczecin i ŁKS-u Łódź, który wcześniej pełnił w Piotrówce rolę asystenta. Nic dziwnego, bo w zespole jest aż 13 piłkarzy z tego kraju. Grającym asystentem szkoleniowca jest inny zagraniczny piłkarz znany z polskich boisk - Emmanuel Ekwueme, były reprezentant Nigerii, mistrz Polski z Polonią Warszawa, także gracz Widzewa i Wisły Płock (ponad 100 meczów w ekstraklasie). Jest jednym z pierwszych futbolistów z Afryki, którzy cztery lata temu trafili do Piotrówki. Był tam już asystentem i tymczasowym trenerem. Też z powodów praktycznych, bo w ciągu kilku lat przez LZS Piotrówka przewinęło się kilkudziesięciu graczy z Czarnego Lądu.

Gdy Ireneusz Strychacz, właściciel międzynarodowej firmy transportowej oraz firmy zajmującej się budową i renowacją boisk, został sześć lat temu prezesem klubu, znajdował się on w klasie B, czyli na najniższym szczeblu.

Cztery lata później, po czterech awansach rok po roku, był już w III lidze. Wyższy poziom rozgrywek sprawił, że potrzeba było coraz lepszych piłkarzy, ale skąd ich brać?

Najlepiej z Afryki

- Ściągnęliśmy jednego na próbę, później następnego, okazało się, że potrzeba więcej, więc przyjeżdżali kolejni. Pomysł się sprawdził, piłkarze się przyjęli i tak się to wszystko zaczęło - wspomina prezes. Wśród tych pierwszych był właśnie m.in. wspomniany Ekwueme, jego rodak Roland Emeka John (później grał m.in. w I-ligowym MKS Kluczbork), ale także piłkarze z Zimbabwe: Patmore Shereni (później w I-ligowym Podbeskidziu Bielsko-Biała) czy Dżikija Andre Gwaze (występował w I-ligowej Pogoni Szczecin).

Nie wszyscy zrobili jednak w Polsce karierę, wielu przyjeżdżało tylko na chwilę, po czym wracali do domów, do Zimbabwe, Kamerunu, Senegalu, Ghany czy Nigerii. Albo odchodzili do innych klubów, nie występując nawet w jednym meczu Piotrówki.

O klubie zaczęło być głośno jako o drugiej Pogoni Szczecin Antoniego Ptaka, który kiedyś też próbował zbudować zespół oparty na zagranicznych piłkarzach, choć może nie aż w takiej skali. Czy to się opłaca? Prezes Strychacz na to pytanie tylko wzrusza ramionami. - Panie! A czy piłka w Polsce może się w dzisiejszych czasach opłacać?! Po prostu muszę jakoś promować naszą Piotrówkę. Chyba mało która wieś w Polsce jest teraz taka znana - podkreśla z uśmiechem.



Nie ma wątpliwości, że afrykańscy piłkarze nie dość, że są tańsi, to często lepsi technicznie i motorycznie niż III-ligowi gracze z Polski. A z kolei dla czarnoskórych piłkarzy Piotrówka jest szansą na start do lepszego życia i najczęściej przystankiem przed wyższą ligą. Senegalczyk Idsrissa Cisse jest obecnie podstawowym graczem występującego na zapleczu ekstraklasy Energetyka Rybnik. Nigeryjczyk Sani Goringio Abubakar gra w I-ligowym Okocimskim Brzesko. Ale najlepszą reklamą LZS-u Piotrówka jest Frank Adu Kwame. Latem o piłkarza z Ghany biły się dwa kluby z ekstraklasy: Piast Gliwice i Podbeskidzie Bielsko-Biała, gdzie ostatecznie trafił.



W zespole z Piotrówki nie brakowało także ogranych już w Polsce Afrykanów, a takie nazwiska jak Lucky Ekwueme, Daniel Onyekachi, Abel Salami czy Sunday Ibrahim z pewnością nie są obce kibicom futbolu.

Czas na Brazylijczyków

Dwa lata temu Strychacz nawiązał kontakt z Brazylijczykiem Rodrigo i wkrótce klub zaczęli zasilać jego rodacy. Aby przygotować grunt, najpierw pojawili się Brazylijczycy ograni już w naszym kraju: Jean Paulista (były mistrz Polski z Wisłą Kraków), a później Galdino i Filipe Felix (były gracz Górnika Zabrze, Zagłębia Lubin i Odry Opole). Ale przed rozpoczęciem tego sezonu przyjechało aż 15 ciemnoskórych Brazylijczyków! - To młodzi chłopcy, mają po 19-20 lat, większość po raz pierwszy jest w Europie. Poziom ich jest bardzo różny, więc kilku wróciło już do domów, niektórzy po zakończeniu pierwszej rundy rozgrywek też tam wrócą, a w ich miejsce sprowadzimy kolejnych - zapowiada Strychacz.

To, co chłopcy z Rio i innych brazylijskich metropolii zastali na miejscu, dla wielu było szokiem. Niewielka wieś, niespełna 10 kilometrów do Strzelec Opolskich, liczy ledwie tysiąc mieszkańców. Jest zaledwie kilka ulic, szkoła podstawowa, przedszkole, kościół, trzy sklepy, bar, biblioteka, firma Strychacza i stadion, choć to bardzo szumna nazwa.

- Sześciu z nich mieszka w domu w Piotrówce, reszta w dwóch mieszkaniach w Strzelcach. O tej godzinie idą zazwyczaj na trening, więc powinniście zaraz ich spotkać - zapowiada prezes, gdy zbliża się godz. 16.

Rzeczywiście, niedługo później na horyzoncie pojawia się dwóch czarnoskórych chłopaków z torbami sportowymi.



- Welcome Piotrówka, nice to meet you - zagadują na przywitanie.

- Mówicie już coś po Polsku?

- Troszeszke, ale malo [oryginalna wymowa - przyp. red.].

Wkrótce pod stadion podjeżdżają kolejne samochody, wysiadają z nich Brazylijczycy, Nigeryjczycy, Kameruńczyk...

Czekają na pierwszy śnieg

- Dla nich to zupełnie inny świat; kraj, kultura, ludzie, język - mówi świetną jak na Brazylijczyka polszczyzną trener Rodrigo. - Ale dla nich jest ważne tylko to, że przyjechali grać w piłkę, a tu warunki są dobre, miejscowi ludzie fajni, tylko się cieszyć i trenować - dodaje.

Ciemnoskórzy piłkarze w krótkich rozmowach potwierdzają, że w Piotrówce jest OK. Nie bardzo jest tylko pogoda. - Jak zobaczą śnieg, to dopiero im szczęki poopadają, bo niektórzy w życiu go nie widzieli - śmieje się Rodrigo. Mieszka ze swoimi podopiecznymi w Piotrówce, jest dla nich nie tylko szkoleniowcem, ale też opiekunem i tłumaczem. Wspólnie chodzą na treningi, wspólnie gotują. - Są oczywiście brazylijskie potrawy, ale staramy się też jeść polskie. Ja z waszej kuchni najbardziej lubię żurek - opowiada.

Poza treningami piłkarze codziennie przez dwie godziny uczą się polskiego. - Oni mają to szczęście, że przyjechało ich tak dużo, mieszkają ze sobą, a dzięki temu łatwiej się zaaklimatyzowali. Ja przyjechałem do Polski tylko z Galdino i było ciężko - wspomina Filipe Felix, który mieszka w Polsce od wielu lat, a w zespole jest także dodatkowym tłumaczem. Narzeka w Piotrówce tylko na nudę. - Co tu w takiej małej wiosce robić? Czasami chłopaki przyjeżdżają do nas do Strzelec Opolskich, tam jest przynajmniej trochę większe miasto - opowiada.

Polska mniejszość

- To my jesteśmy tutaj mniejszością - śmieją się dwaj polscy piłkarze obecni na treningu. - Normalnie jest nas o kilku więcej, ale dzisiaj koledzy mają egzamin w Katowicach i nie przyjechali na trening - tłumaczą. W tym sezonie w podstawowym składzie zazwyczaj jest mniej więcej po równo Polaków i zagranicznych graczy, choć bywały mecze, w których grali głównie Brazylijczycy i Afrykanie, a sytuacje, gdy na boisku jest np. czterech Polaków, nie są rzadkością.



Wchodzimy do szatni, kilkunastu czarnoskórych piłkarzy wita nas uśmiechem. Z głośników leci egzotyczna muzyka. - Zawsze mamy w szatni Brazylię, ale akurat dzisiaj do didżejki dosiadł się chłopak z Zimbabwe - mówią Polacy. - Trzeba przyznać, że klub jest wyjątkowy, egzotyka na maksa, takiego czegoś nie ma nigdzie indziej. Jest jeszcze pewien kłopot z dogadaniem się, Brazylijczycy nie znają angielskiego, my i Afrykanie portugalskiego, ale wszyscy trochę mówią po polsku. Poza tym nauczyliśmy się podstawowych słów portugalskich, więc można się dogadać.

Idziemy na trening. Jest 10 st. C i dżdżyście. Brazylijczycy i Afrykanie po wyjściu z szatni już czują się przemarznięci. Trener wydaje polecenia po polsku, jednocześnie Ekwueme tłumaczy na angielski, a Filipe na portugalski, a czasem odwrotnie. Przy takiej wieży Babel nie może dziwić, że liczenie - na treningu grali w siedem podań - wyglądało mniej więcej tak: one, dwa, tres, four, pięć - w zależności od tego, kto kopał piłkę.



Miejscowi przyzwyczajeni, gorzej na wyjazdach

- Na początku, kilka lat temu, był trochę szok w wiosce, że przyjechali egzotyczni piłkarze, teraz nikt nie zwraca już na nich uwagi, wszyscy się przyzwyczaili - opowiada pani Stefania z jednego z trzech spożywczaków we wsi. I dodaje: - A jeden z nich [Nigeryjczyk Chidi Obaka - przyp. red.] to nawet ożenił się tutaj z jedną naszą dziewczyną, mieszka z teściami, mają ślicznego synka.

Piłkarze nieraz przychodzą do jej sklepiku po treningu, po słodycze albo napoje. - Fajne chłopaki, sąsiedzi jak inni. Rasistów u nas nie ma, nie uchowaliby się - śmieje się sprzedawczyni.

- Nikomu tutaj nie zawadzają, o rasizmie, okrzykach na stadionie czy czymś takim nie może być mowy. W końcu w drużynie często jest więcej zagranicznych niż Polaków - dodaje z uśmiechem pan Sebastian z warsztatu stolarskiego. - Nawet dobrze, że u nas grają, przynajmniej mamy III ligę i jest na co popatrzeć - zauważa.

Większy szok przeżywają kibice klubów, które mierzą się z Piotrówką. Na wyjazdach czasem dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. Rasistowskie okrzyki z trybun, niestety, się zdarzają dość często, a bywały i gorsze sytuacje. W Bielsku-Białej podczas meczu z BKS-em Stalą dwóch 18-latków publicznie znieważyło czterech czarnoskórych piłkarzy, a w Strzelcach dwóch młodzieńców pobiło Nigeryjczyka i Senegalczyka. Obiema sprawami zajęła się prokuratura. - Na szczęście takie nieprzyjemne sytuacje nie są zbyt częste - mówi Strychacz.

Strzelają jak w hokeju

Pojawienie się w Piotrówce piłkarzy z Afryki i Ameryki Południowej największy popłoch wywołało wśród piłkarzy i kibiców z okolicznych wiosek. Klub bowiem z myślą o aklimatyzowaniu nowych piłkarzy zgłosił do rozgrywek trzecią drużynę (LZS III), którą tworzyli w komplecie Brazylijczycy. Na dzień dobry rozbili LZS Zimna Wódka 12:1, w kolejnym meczu Błękitni II Jaryszów przegrali aż 2:20, później przyszło kolejne hokejowe zwycięstwo 13:0. - Nie mają z nimi szans - opowiada pan Sebastian z B-klasowego LZS-u II Piotrówka. - My trenujemy raz w tygodniu, gramy dla przyjemności, a przychodzi mecz i nie da się pokopać. Piłki im nie odbierzesz, nie przytrzymasz - opowiada.

Przed Brazylijczykami ostatni miesiąc w Polsce, w połowie listopada kończy się pierwsza runda, a później wrócą do domów na przerwę zimową. Część powróci w lutym, przyjadą także kolejni. - Będziemy ich szukać na miejscu, bo w planach jest wyjazd na zgrupowanie naszej drużyny do Brazylii - opowiada trener Piotrówki.



Trzeba przyznać, że polscy piłkarze III-ligowca mają szczęście, bo tak egzotyczny wjazd to rzadkość nawet w klubach ekstraklasy. Poza tym czeka ich także wyjazd na obóz do Italii, bo Piotrówką zainteresowali się przedstawiciele klubów z tamtego kraju. - Na ostatnim sparingu z Górnikiem Zabrze pojawili się agenci z Włoch. Porozmawialiśmy, spodobał im się nasz pomysł sprowadzania Brazylijczyków i zaprosili nas do siebie - kwituje prezes Strychacz.