Sport.pl

Prezes żużlowców: Z Kolejarza na pewno nie zrobimy Kolejarzyka

Kilka lat temu Odra Opole uciekła od długów, zakładając nowy klub Oderka. - W żużlu to już jest niewykonalne, nie dostalibyśmy licencji. Dlatego musimy oszczędzać i oddłużać klub - mówi prezes Kolejarza Opole Jerzy Drozd.
Jerzy Drozd od początku działał w obecnym Kolejarzu. Najpierw był członkiem zarządu, później wiceprezesem, a w końcu w maju 2003 roku został prezesem.

Funkcje tę pełnił bez przerwy przez ponad 10 lat, choć przy każdych kolejnych wyborach zapowiadał rezygnację. Zawsze dawał się jednak namówić na następną kadencję (w sumie było ich trzy), tym razem jednak wygląda na to, już się nie da. Na ostatnim walnym zebraniu członków klubu Drozd nie wyraził już zgody na ponowne kandydowanie.

Nic dziwnego; klub od kilku lat każdy kolejny sezon kończy z długiem, który - jak wiadomo nieoficjalnie - szacuje się już na kilkaset tysięcy złotych.

Mówi Jerzy Drozd:

Jan Piotrowski: Nie wyraził pan zgody na kandydowanie na prezesa, nie znaleźli się też inni chętni. Co więc dalej z klubem?

Jerzy Drozd: Zapowiadałem już rok temu, że kadencja obecnego zarządu będzie skrócona i mimo to nie znalazł się nikt, kto chciałby przejąć władzę. W trakcie sezonu zarząd był krytykowany, ale - jak się okazuje - teraz żadna z tych osób, które nas krytykowały, nie pali się do pracy w klubie.

W tej sytuacji podjęliśmy decyzję, że w styczniu spotkamy się ponownie i być może wtedy pojawią się nowi ludzie, którzy będą chcieli działać w Kolejarzu. Taka zmiana, a nawet wstrząs, jest potrzebna dla odświeżenia klimatu wokół żużla w mieście.

A jeśli nikt nowy się nie pojawi?

- Jako zarząd możemy oczywiście odejść w każdej chwili i wtedy problem będzie po stronie prezydenta miasta, który będzie musiał wprowadzić zarząd komisaryczny. Jednak my tak nie działamy. Aktualnie przygotowujemy się do nowego sezonu, a nie jest to proste, bowiem jest nowy regulamin i nowe wymogi. Rozmawiamy też z zawodnikami.

A jeśli w styczniu faktycznie nikt nie będzie chciał wejść do zarządu, wtedy podejmiemy zapewne decyzję o przedłużeniu pracy o kilka miesięcy, ale w ramach tej samej kadencji.

Pewnie ewentualnych kandydatów na prezesa odstrasza dług klubu?

- Długiem kończymy kolejny sezon, tak niestety wyglądały ostatnie lata, ale nie ma co z tego robić tragedii. Teraz będziemy szukać rozwiązań, które pozwolą na zniwelowanie go. Tym bardziej że są nowe wymagania ze strony Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Kiedyś budżet klubów mógł być wirtualny, dziś musimy określić go dokładnie, z rozpisaniem wydatków na każdy miesiąc.

A jaki jest pomysł, aby realnie walczyć z długiem?

- Zostaliśmy z długami m.in. dzięki naszym zawodnikom, którzy wyciągnęli z klubu bardzo dużo pieniędzy. Dziś wiemy, że musimy postawić na młodych, ambitnych żużlowców, którzy chcą się rozwijać, a nie zarabiać duże pieniądze. Rok 2014 będzie więc rokiem stabilizacji finansowej i dlatego nie zapowiadamy walki o awans. Mam jednak nadzieję, że będzie to początek budowania składu, który przyniesie dużo dobrego w przyszłości.

A nie ma możliwości, aby zlikwidować klub i na jego miejscu powołać nowy?

- W żużlu to jest obecnie niewykonalne. Jeśli nowy klub będzie występował na tym samym stadionie, a w naszym przypadku nie byłoby innego wyjścia, GKSŻ po prostu nie da licencji. Dlatego też, jak już mówiłem, przygotowujemy dokumenty licencyjne. Centrala może nam przyznać licencję warunkową i wtedy skontroluje nas na koniec sezonu, albo tzw. kontrolowaną, i wtedy będziemy sprawdzani co miesiąc. Jak wspominałem, GKSŻ od następnego sezonu chce mocniej pilnować klubów, co może doprowadzić do tego, że za rok, a być może i już przed tym sezonem, zmniejszy się ich liczba.

Co przed wami w najbliższej przyszłości?

- Rozmawiamy z zawodnikami, przygotowujemy dokumentację, a pracy jest oczywiście znacznie więcej. Zależy nam na stałej promocji żużla w mieście i regionie. Jednak sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Kiedyś media same dobijały się do naszych drzwi, dziś zainteresowanie jest znacznie mniejsze, m.in. to przekłada się na ilość kibiców i potencjalnych sponsorów.

Poza tym jest jeszcze kwestia stadionu. Potrzebna jest jego modernizacja, może wreszcie miasto podejmie konkretną decyzję, że nie będzie budować nowego stadionu, a zainwestuje w ten. Aktualny stan obiektu jest taki, że nie dość, że sponsorzy nie chcą się na nim wystawiać i nie ma gdzie choćby zaprosić VIP-ów, to jeszcze może dojść do sytuacji, że nie dostaniemy pozwolenia na organizację imprez masowych. I wcale nie straszę, to jest realna perspektywa.

Więcej o: