Będzie I liga siatkarska w Opolu? Szansa jest wielka

Tak dobrego sezonu w stolicy województwa nie mieliśmy już dawno. Zarówno dziewczyny z SMS LO2, jak i panowie z AZS-u Politechniki idą jak burza w swoich grupach II ligi i wizja awansu w obu przypadkach jest coraz bardziej realna
W ubiegłą sobotę siatkarki wygrały po raz siódmy z rzędu, tym razem pokonując bez problemów rezerwy SMS-u PZPS Sosnowiec 3:0 (w setach do 20, 10 i 15), i zakończą rok kalendarzowy na pierwszym miejscu z przewagą czterech punktów nad najgroźniejszymi rywalkami.

- Patrząc na terminarz, na początku sezonu raczej się tego nie spodziewałem, ale jak widać - nikt nie jest nam straszny - ocenia prezes naszego klubu Maciej Guzik. Poprawę gry swoich dziewczyn widzi m.in. w dokonaniu dobrych transferów. - Do tego zmieniliśmy nasz trening, albowiem wyszliśmy z założenia, że czego mieliśmy nauczyć nasze wychowanki, tego je nauczyliśmy, a trzecia kwestia - mentalnie dorośliśmy do tego, żeby wygrywać - zaznacza.

Szansę trzeba wykorzystać

Jak widać po frekwencji w hali przy ul. Pułaskiego, kibice również są spragnieni żeńskiej siatkówki na wyższym poziomie. W województwie przecież mamy dwa silne ośrodki męskiej odmiany tego sportu, czyli Kędzierzyn-Koźle i Nysę, ale opolanie coraz bardziej przekonują się do SMS-u. - W przypadku awansu zapełnilibyśmy i większy obiekt - zapewnia prezes.

Do tego jednak droga daleka, albowiem faza zasadnicza to dopiero początek, gdyż po sezonie regularnym cztery najlepsze drużyny walczyć będą w play-off, z tego dwie awansują dalej, następnie przejdą one do dwóch turniejów półfinałowych, a potem z czterozespołowego finału awans uzyskają aż trzy. Na razie w całej II lidze jest jeden mocny kandydat - Nike Węgrów z grupy trzeciej, które w 11 meczach nie straciło nawet seta.

- I liga? Organizacyjnie jesteśmy ułożeni, a sportowo ruszyło to mocno do przodu. Trzeba walczyć... Jeśli los nam daje na to szansę, to zrobimy wszystko, żeby z tego skorzystać, tak by później nie pluć sobie w twarz - tłumaczy Guzik.

Wygląda to już fajnie

Podobnego zdania jest trener siatkarzy AZS-u, którzy co prawda przegrali w weekend, ale na wyjeździe z Wartą Zawiercie, czyli faworytem całych zmagań. A przegrali dopiero po tie-breaku (18:25, 31:29, 25:23, 20:25, 14:16).

- Czujemy, że jesteśmy na dobrej drodze, ale też nie wybiegamy z myślami aż tak daleko w przyszłość. Do każdego meczu podchodzimy z nadziejami na zwycięstwo. A jeśli uda się awansować, to wtedy będziemy się zastanawiać, co dalej - podkreśla trener Zbigniew Rektor, dla którego forma jego podopiecznych też jest pewnego rodzaju zaskoczeniem.

- Zanim zaczęliśmy grać mecze kontrolne, nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze, natomiast w sparingach wyglądało to już bardzo fajnie. Co prawda odeszło kilku ważnych zawodników, ale ci, którzy przyszli, świetnie uzupełnili te braki, a nawet podnieśli wręcz jakość zespołu - zaznacza szkoleniowiec akademików.

A w ich przypadku kwestia awansu jest bardziej skomplikowana. Po rundzie zasadniczej bowiem pięć czołowych drużyn utworzy grupę finałową i będą grały między sobą, ale z wyzerowaniem punktów. Będą jednak odpowiednie bonifikaty: ta, która wygra aktualną fazę, otrzyma na starcie dziewięć punktów, wicemistrz sześć i kolejno trzy, jeden i zero. Dwie najlepsze ekipy przejdą dalej, a potem w trzech turniejach złożonych z czterech zespołów walczyć będą o przywilej gry w wielkim finale. W nim zmierzy się sześć ekip, a awans uzyskają trzy.