Na igrzyskach w Londynie był dziewiąty, po czym... stracił stypendium i mało nie zakończył kariery

Na szczęście z pomocą Piotrowi Kulecie, bo o nim mowa, przyszedł Polski Związek Kajakowy, dzięki temu na kolejnej olimpiadzie w Rio de Janeiro będzie miał szansę powalczyć o medal.
- Gdyby o awansie do finału olimpijskiego decydował czas, to wystąpiłbym w finale A i nie byłoby problemu. W naszej dyscyplinie decydują jednak miejsca, a miałem pecha, że w półfinale startowałem z późniejszymi złotym, srebrnym medalistą i czwartym zawodnikiem. Na pocieszenie wygrałem finał B i zająłem dziewiąte miejsce. Myślałem, że to niezły wynik, osobiście byłem zadowolony z debiutu olimpijskiego, tymczasem w klubie było... rozczarowanie - opowiada kanadyjkarz, który właśnie przeniósł się z Zawiszy Bydgoszcz do AZS-u KU Politechnika Opolska.

- Stypendium ministerstwa należy się tylko za miejsce punktowane, straciłem też stypendium klubowe i myślałem już nawet o zakończeniu kariery. Szkoda by było 13 lat ciężkich treningów, na szczęście pomógł mi związek, dzięki temu mogę trenować dalej - opowiada 24-latek.

Kontynuuje tradycje

Do przenosin z Bydgoszczy do Opola namówił go kolega Jacek Skowroński, były kajakarz, a obecnie trener sekcji AZS-u. Kuleta łączy sport z nauką na politechnice, gdzie jest studentem drugiego roku wychowania fizycznego. - Pochodzę z Chrzanowa i za Opolem przemawiało też to, że stąd mam bliżej do domu. Nigdy wcześniej tutaj nie byłem, ale bardzo polubiłem miasto, a najlepsze jest to, że nie jest takie duże i wszędzie można dojść czy dojechać rowerem - zauważa.

Przygodę z kajakami rozpoczynał w MKS-ie Trzebinia, a kontynuuje rodzinne tradycje, bo kajakarstwo uprawiał także brat jego ojca. - Choć popularniejsze są kajaki niż kanadyjki, tak się złożyło, że w Trzebini jest akurat sekcja tylko kanadyjkowa. Zawsze mi się wydawało, że kajakarze mają łatwiej: stabilniej na wodzie, machają w dwie strony, ale jak parę razy spróbowałem, to wcale tak nie jest. Kanadyjka jest, niestety, sportem asymetrycznym, mocno nadwyrężającym zdrowie, bo cały czas wiosłujemy tylko w jedną stronę - opowiada.

Po ukończeniu gimnazjum Kuleta trafił do SMS-u Wałcz, gdzie mieści się główny ośrodek kajakarstwa w naszym kraju, a po maturze przeniósł się do Zawiszy, czołowego klubu w tej dyscyplinie sportu w Polsce. Od 2005 regularnie jest członkiem kadry narodowej: juniorów, młodzieżowców, a w końcu seniorów.

W kajakarstwie są dwa główne dystanse 200 i 1000 metrów, on startuje na tym dłuższym. - To sport drogi, łódki są zbudowane z włókna węglowego, a kosztują 10-12 tys. zł. Na szczęście sprzęt zapewniają w zasadzie kluby i związek - dodaje Kuleta.

Na koncie ma liczne sukcesy, już jako junior i młodzieżowiec osiągał doskonałe wyniki, zdobywając m.in. złote medale mistrzostw Europy w obu kategoriach, ma także kilkanaście krążków mistrzostw Polski, stawał również na podium zawodów Pucharu Świata, Akademickich Mistrzostw Świata, a w tym roku zdobył brąz Uniwersjady w Kazaniu w C-4. - Startuję głównie w jedynce, ale tak się złożyło, że tam wystąpiłem w czwórce. Porównując zawody w Kazaniu do igrzysk w Londynie, muszę stwierdzić, że nie było wielkiej różnicy. Rosjanie mocno się postarali, widać było, że to takie przetarcie przed Soczi - wspomina.

Najbardziej obawiał się Odry

- Nie lubię pływać na rzekach, gdzie zdarzają się wiry, duży nurt itp., zdecydowanie bardziej wolę jeziora i tory. Miałem okazję pływać w Warcie w Poznaniu i Gorzowie Wlkp. czy w Odrze w Szczecinie i nie mam miłych wspomnień. Na szczęście Odra w Opolu mocno mnie zaskoczyła, pływa się tutaj doskonale, niemalże jak na jeziorze - opowiada. Kolejnym zaskoczenie była popularność tego sportu w Opolu. - Nie zdawałem sobie sprawy, że macie aż tyle klubów, owszem słyszałem o OTK, ale że jest ich aż pięć, nie miałem pojęcia - dziwi się.

Obecnie jest w okresie roztrenowania i jak sam mówi pływa mało, bo tylko trzy do czterech razy w tygodniu po 12 km. - To niewiele, w sezonie mam treningi na wodzie dwa razy dziennie, nawet po 30 kilometrów. Teraz chodzę głównie na siłownię, basen, biegam, przygotowania na poważnie ruszą na przełomie lutego i marca - tłumaczy. Wówczas czeka go wyjazd na zagraniczne zgrupowanie, zresztą kajakarstwo to sport, gdzie głównie trenuje się na kadrze. - Poza domem spędzam około 260 dni w roku, zimą i wiosną są zgrupowania klimatyczne we Włoszech, Hiszpanii albo Portugalii. W Polsce trenujemy zazwyczaj w Wałczu albo na Malcie w Poznaniu.

W przyszłym roku ma w planach starty m.in. w trzech Pucharach Świata, mistrzostwach Europy i świata oraz Akademickich Mistrzostwach Świata. - Planuję, że może uda się stanąć na podium w ME, a w MŚ będę co najmniej w finale, a najlepiej w pierwszej szóstce. Moim głównym celem są oczywiście igrzyska w Rio de Janeiro, liczę na to, że powalczę tam o medal - kończy.