Skandal podczas gali bokserskiej w Opolu. Sędziowie trzy razy zmieniali werdykt! [WIDEO, ZDJĘCIA]

W atmosferze skandalu zakończyła się gala Wojak Boxing Night w hali Gwardii w Opolu. Po walce wieczoru sędziowie sami nie wiedzieli już kto wygrał. Najpierw wyczytano zwycięstwo Marcina Rekowskiego, a sędzia ringowy wskazał... Oliviera McCalla. Później werdykt zmieniono, a po kilku minutach bokserów wezwano ponownie na ring i wprowadzono kolejną zmianę.
Większość z około 1,5 tys. kibiców, którzy zdecydowali się obejrzeć widowisko na żywo, nie poznała jednak werdyktu, bo zanim sędziowie ostatecznie zdecydowali, kto był lepszy, ludzie zdążyli już... wyjść z hali.

Sędziowie nie wiedzą, kto wygrał

Zamieszanie było ogromne, bezpośrednio po zakończeniu pojedynku wyczytano bowiem, że dwóch sędziów wskazało na Polaka, a jeden na Amerykanina. Sędzia ringowy wyraźnie nie usłyszał jednak tego werdyktu i uniósł w górę rękę McCalla, by za chwilę zorientować się, że popełnił błąd i szybko zmienić werdykt.

Wywołało to dezaprobatę części kibiców zgromadzonych w hali Gwardii, bo na ringu lepiej prezentował się weteran, niemalże 49-letni były mistrz świata federacji WBC, który dziesięć lat temu pokonał legendarnego Brytyjczyka Lennoxa Lewisa. Co prawda Amerykanin był wolniejszy i momentami mniej aktywny od Polaka, ale widać było ogromną różnicę w doświadczeniu i technice. Nic dziwnego, wszak McCall walczy już od prawie 30 lat, a był to dla niego 70. pojedynek w karierze! W Opolu pokazał doskonałe umiejętności, dał się wyszaleć Rekowskiemu w pierwszych rundach, a później świetnie skracał dystans, balansował ciałem i spokojnie punktował. Walczył nawet z opuszczoną gardą, czym momentami wręcz prowokował i ośmieszał Polaka. Umiejętnościami i zachowaniem (rozpłakał się podczas hymnu, a po walce mimo początkowo niekorzystnego werdyktu długo dziękował publiczności) McCall podbił serca opolskiej publiczności.

Dla Rekowskiego była to dopiero 13. walka w karierze, dotychczas nie przegrał, a co ciekawe - w maju ubiegłego roku pokonał Elijaha McCalla, czyli syna Olivera. Jak się okazało, teraz ojciec się zemścił, bo kilka minut po zakończeniu pojedynku sędziowie po raz kolejny przeliczyli głosy, ponownie wezwali bokserów na ring i zmienili werdykt - ostatecznie przyznali zwycięstwo Amerykaninowi. Wygląda zresztą na to, że będzie ciąg dalszy, bowiem promotorzy obu zawodników podobno już rozmawiają na temat rewanżu, do którego ma dojść już w czerwcu.

Nokautów nie zabrakło

Ostatnia walka wieczoru była ozdobą sobotniej gali, ale wcześniej kibice także mieli okazję zobaczyć sporo niezłego boksu, kilka ciekawych walk i m.in. dwa nokauty. W drugim pojedynku wieczoru jeden z najlepszych Polaków w wadze ciężkiej Andrzej Wawrzyk znokautował już w pierwszej rundzie 40-letniego Brytyjczyka Danny'ego Williamsa, który, co ciekawe, dziesięć lat temu pokonał słynnego Mike'a Tysona.



Tym razem w starciu z Polakiem nie miał nic do powiedzenia. Dla Wawrzyka było to 28. zwycięstwo w karierze, przegrał tylko raz - w ubiegłym roku w walce o mistrzostwo świata WBA z Rosjaninem Aleksandrem Powietkinem.

Nokautem - również w pierwszej rundzie - zakończyła się także walka Niemca Vincenta Feigenbutza z Andrzejem Sołdrą. 18-letni Niemiec potwierdził, że jest niemalże ekspertem od słania rywali na deski, była to dla niego 11. walka w karierze, a aż dziewięć z nich wygrał właśnie przez nokaut.

Wcześniej Marek Matyja zwyciężył z Serbem Harisem Colakoviciem przez dyskwalifikację w czwartej rundzie. Serb kilkakrotnie faulował, uderzając Matyję nasadą rękawicy i ściągając jego głowę, a po kolejnym nieczystym ciosie sędzia postanowił przerwać pojedynek. Dla Polaka było to czwarte zwycięstwo w karierze (jeszcze nie przegrał), Serb po pięciu wygranych z rzędu po raz pierwszy zszedł z ringu pokonany.

Jedyną walką, poza pojedynkiem wieczoru, która toczyła się przez pełnych sześć rund, było starcie Łukasza Janika z Przemysławem Runowskim, które wygrał na punkty ten drugi.

Hala zdała egzamin

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o hali Gwardii, w której po raz pierwszy odbyła się impreza bokserska. Dotychczas opolskie gale organizowano w Okrąglaku, ale z powodu fatalnego stanu obiektu, przygotowań do remontu generalnego i - najważniejsze - zakazu organizacji imprez masowych bokserzy pojawili się przy ul. Kowalskiej.

Świeżo wyremontowany obiekt doskonale spełnił swoje zadanie. Co prawda wielkością zdecydowanie ustępuje Okrąglakowi, ale ma za to niepodważalny atut, jakim jest bliskość widowni i parkietu. To sprawiło, że kibice - nawet ci, którzy kupili najtańsze bilety - mieli doskonały widok na ring. Jedyne, czego mogli żałować widzowie, to fakt, że niektóre walki zbyt szybko się kończyły, przez co - z powodu bezpośredniej transmisji telewizyjnej - na kolejne starcia trzeba było nieraz długo czekać.