Olimpijski hokej w cieniu nieobecnych

W środę rozpoczną się najważniejsze zawody drużynowe igrzysk w Soczi - turniej hokejowy. I choć wkrótce minie miesiąc od czasu, jak selekcjonerzy ogłosili składy kadr narodowych, to nie cichną zażarte dyskusje zarówno o tych, którzy wezmą udział w turnieju, jak i o tych, którzy powołania nie dostali.
W przypadku tych drugich głośno jest przede wszystkim o składach Kanady i USA. Szczególnie że niejednokrotnie ci hokeiści, co igrzyska obejrzą z domu, spisują się w obecnym sezonie znacznie lepiej od tych, którzy wystąpią w Soczi.

Wielcy nieobecni

W przypadku Kanady niesmak może budzić sytuacja, jaka spotkała wszechstronnego i dobrze punktującego w tym sezonie Martina St. Louis, doświadczonego kapitana drużyny Tampa Bay Lightning. Otóż co prawda pojedzie on na igrzyska, ale tylko dlatego, że Steven Stamkos - jego drużynowy kolega i partner z pierwszej linii - nie wyleczył kontuzji na czas.

Zdziwienie budzi też nieobecność kapitana i centra ekipy San Jose Sharks - Joe Thorntona, jednego z najczęściej asystujących w NHL. Innym kapitanem, który nie weźmie udziału w turnieju w Soczi, jest Claude Giroux z Philadelphia Flyers, który jak mało kto potrafi tchnąć ducha walki w kolegów.

W ekipie Stanów Zjednoczonych mocno komentowany jest natomiast brak powołania dla skrzydłowego Bobby'ego Ryana z Ottawa Senators, jednego z najbardziej bramkostrzelnych Amerykanów w lidze. Sztab drużyny tłumaczył, że zostawienie Ryana w domu było decyzją ciężką, ale w opinii szkoleniowców nie jest dość wszechstronny i silny, by grać na olimpijskich taflach. Te są bowiem nieco większe od tych za oceanem. Mimo to w sondażu dla portalu tsn.ca blisko 60 proc. osób wskazało, że to właśnie jego nieobecność może się negatywnie odbić na osiągnięciach kadry USA w turnieju.

Wciąż słychać też narzekania na brak w kadrze USA bramkarza Bena Bishopa z Tampy. Bo w dużej mierze dzięki niemu ekipa z Florydy znajduje się na jednym z czołowych miejsc konferencji wschodniej. Tymczasem do Rosji poleci Jimmy Howard, bramkarz Detroit Red Wings, który gra bardzo nierówno, podobnie jak i cała jego drużyna.

Głośno jest też o tym, kogo do Soczi nie powołał czeski selekcjoner Alois Hadamcik. Na igrzyskach nie zobaczymy solidnych defensorów w osobach Jana Hejdy (Colorado Avalanche) i Romana Polaka (St. Louis Blues). Zamiast tego trener naszych południowych sąsiadów - pełniący swą funkcję już ósmy rok - zaprosił do kadry Lukasa Krajicka (Dynamo Mińsk z ligi KHL) czy Tomasa Kaberle (z czeskiego HC Kladno), którzy swoje najlepsze lata mają już za sobą.

Jak widać, status gwiazdy powołania na igrzyska nie gwarantuje. Podobnie jest z doświadczeniem. Bo do Soczi nie przyjedzie też spora grupa weteranów, którzy występowali w barwach swoich krajów przez wiele lat. Poza Thorntonem i Giroux to także rosyjski obrońca Sergiej Gonczar (z Dallas Stars) i fiński center Saku Koivu (Anaheim Ducks).

O nieobecności tego drugiego najpewniej zdecydował nie tyle zaawansowany wiek (39), ale to, że w swoim klubie w NHL nie jest centrem pierwszej formacji, a jego zadania na lodzie mają bardziej charakter defensywny, przez co nie może się pochwalić imponującymi zdobyczami punktowymi. Gonczar natomiast, swego czasu jeden z najgroźniejszych ofensywnych defensorów na planecie, w tym sezonie kompletnie zatracił pazur, a szefostwo rosyjskiej kadry uznało, że na igrzyskach nie ma miejsca na sentymenty.

Rutyniarze i żółtodzioby

Ale wiekowych hokeistów w Soczi bynajmniej nie zabraknie. W składzie Finlandii jest bowiem słynny 43-letni Teemu Selanne (Anaheim), dla którego będą to już szóste zimowe igrzyska. W lidze NHL jest jednym z najgroźniejszych napastników w historii, szczególnie podczas gry w przewadze. Jest też rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę punktów zdobytych podczas turniejów olimpijskich - ma ich na koncie 37.

42 lata podczas igrzysk w Soczi skończy ikona czeskiego hokeja - Jaromir Jagr. Zawodnika New Jersey Devils czas zdaje się nie imać. Wciąż często trafia do bramki lub otwiera do niej drogę kolegom z drużyny, na dodatek imponuje kreatywnością. To najbardziej utytułowany czeski hokeista w historii, otoczony prawdziwym kultem w swojej ojczyźnie. Jego brak w kadrze mógłby się skończyć w Czechach zamieszkami. Szczególnie że nasi południowi sąsiedzi zgłaszają aspiracje do medalu.

Co ciekawe, Jagr nie jest najstarszym zawodnikiem ich drużyny, bo o dwa miesiące starszy jest Petr Nedved. Wprawdzie od kilku lat nie gra już w NHL, tylko w rodzimej lidze, ale czeski selekcjoner Hadamcik powołanie uzasadnił tym, że Nedved nigdy go wcześniej nie zawiódł.

Kolejnym uczestnikiem turnieju w Soczi mającym czwarty krzyżyk na karku będzie Szwed Daniel Alfredsson. To żywa legenda klubu Ottawa Senators, która w stolicy Kanady ma liczną grupę wyznawców (tzw. Church of Alfie). I to pomimo że po kilkunastu latach w obecnym sezonie reprezentuje barwy Detroit Red Wings. Ale w Szwecji wierzą, że poprowadzi drużynę Trzech Koron do złota, tak jak w 2006 roku w Turynie.

Na przeciwnym biegunie są zawodnicy, dla których turniej w Soczi będzie pierwszym w ich życiu. I nie zawsze są to zawodnicy młodzi. 29-letni szwedzki napastnik Alexander Steen z drużyny St. Louis Blues, który przez lata był ligowym przeciętniakiem, w bieżącym sezonie wprost eksplodował formą. Obecnie co piąty krążek posłany przez Steena w kierunku bramki ląduje w jej wnętrzu.

Nie brak też zawodników naprawdę młodych. Do tego grona zalicza się 19-letni fiński defensor Olli Maatta z Pittsburgh Penguins oraz ledwie 18-letni skrzydłowy Waleri Niczuszkin z Dallas Stars. O ile Mattaa najpewniej na taflach w Soczi się pojawi, to wątpliwe jest, by spotkało to Rosjanina. Bo w kadrze sbornej nie brak znacznie bardziej renomowanych zawodników.

Plejada gwiazd. Głównie z NHL

Rosjanie liczą przede wszystkim na bramkostrzelnego i twardo grającego Aleksandra Owieczkina, utalentowanego centra Jewgienija Małkina, potrafiącego wyczyniać cuda z krążkiem Pawła Daciuka czy zawsze groźnego pod bramką Ilię Kowalczuka. W przypadku reprezentacji gospodarzy nie można przy tym nie zauważyć, że w jej składzie dominują zawodnicy z NHL. Owieczkin to gwiazda Washington Capitals, Małkin Pittsburgh Penguins, a Daciuk Detroit Red Wings.

Wśród najważniejszych członków kadry Rosji tylko Kowalczuk gra w KHL, czyli europejskim odpowiedniku ligi amerykańskiej, zdominowanym przez drużyny rosyjskie. A gra tam tylko dlatego, że zaoferowano mu więcej, niż mógł zarobić za oceanem.

Inne reprezentacje też przywożą gwiazdorów z NHL. W ekipie Klonowego Liścia najważniejszą postacią bez wątpienia jest Sidney Crosby, center Pittsburgh Penguins. Obecnie ma na koncie najwięcej punktów spośród wszystkich zawodników NHL. Wielu upatruje w nim następcy legendarnego Wayne'a Gretzkiego.

Obok niego w Soczi zagrają czołowy strzelec NHL John Tavares z New York Islanders oraz duet napastników z Anaheim - Ryan Getzlaf i Corey Perry. Ten pierwszy to świetny podający, który jednocześnie potrafi posłać krążek do bramki swoim firmowym strzałem z nadgarstka, drugi to niezwykle niebezpieczny strzelec imponujący walecznością.

W drużynie USA liczą szczególnie na Patricka Kane'a z Chicago Blackhawks, który był liderem reprezentacji na igrzyskach w Vancouver. Istotnym ogniwem w Team USA powinien też być Paul Stastny z Colorado Avalanche.

Spory cios spotkał ostatnio Szwedów. Bo oprócz wspomnianego Alfredssona i Steena motorem napędowym drużyny Trzech Koron mieli być bracia bliźniacy z Vancouver Canucks - Daniel i Henrik Sedinowie. Obaj rozumieją się bez słów i stanowią duet niemalże nie do zatrzymania. Niestety, Henrika położyła kontuzja. Przez lata filarem Szwedów jest też bramkarz Henrik Lundqvist z New York Rangers. W tym sezonie Strażnicy mocno zawodzili, czasami z jego winy, ale ostatnio ekipa z Madison Square Garden radzi sobie lepiej.

Będąc przy bramkarzach - to na ból głowy od nadmiaru mogą narzekać Finowie. Zarówno Kari Lehtonen (Dallas Stars), Antti Niemi (San Jose Sharks) oraz Tuukaa Rask (Boston Bruins) to zawodnicy, których każda ekipa chętnie widziałaby w swoim składzie.

Czesi obok Jagra mogą się zaś pochwalić solidnym golkiperem w osobie Ondrieja Pavelca (Winnipeg Jets) oraz napastnikami, którzy grają pierwsze skrzypce w ataku swoich drużyn w NHL: Tomas Pleklanec (Montreal Canadiens), Patrik Elias (New Jersey Devils) oraz David Krejci (Boston Bruis). Mimo to trudno nie odnieść wrażenia, że skład Czechów mógłby być mocniejszy, niż jest. Właśnie z powodu braku powołań dla wspomnianych wcześniej zawodników.

Czarne konie?

Pozostałych sześć drużyn biorących udział w turnieju olimpijskim - Austria, Łotwa, Norwegia, Słowacja, Słowenia i Szwajcaria - wielkich szans na medale nie ma. Co nie znaczy, że nie mogą sprawić niespodzianki.

Najgroźniejsze spośród nich powinny być ekipy Słowacji i Szwajcarii. Największą gwiazdą Słowaków jest ponaddwumetrowy defensor Zdeno Chara z Boston Bruins, dysponujący piekielnym uderzeniem z linii niebieskiej; krążek po jego strzale leci z prędkością ponad 175 km/godz.

W bramce Słowacy mogą pochwalić się Jaroslawem Halakiem z rewelacyjnych St. Louis Blues, w ataku zaś mogą liczyć na bramkostrzelnego Mariana Hossę z Chicago Blackhawks. Problemem Słowaków jest jednocześnie inny Marian - Gaborik z Columbus Blue Jackets. Gaborik jest kontuzjowany, ale nie da się nie zauważyć, że w ostatnich miesiącach zatracił instynkt strzelecki.

Helweci z kolei już podczas poprzednich igrzysk pokazali, że nie można ich traktować jak popychadła. W ubiegłym roku zaskoczyli zaś wszystkich, zdobywając wicemistrzostwo świata. Owszem, zawody te odbywają się co roku w czasie, gdy za oceanem trwa faza play-off ligi NHL, przez co kadry narodowe nie są tak silne jak na olimpiadzie, ale i tak jest to nie lada osiągnięcie. Talentu Szwajcarom nie brakuje. Opoką w bramce jest Jonas Hiller z Anaheim Ducks, podstawą ataku zaś kąśliwi Nino Niederreiter (Minnesota Wild) i Damien Brunner (New Jersey Devils).

Najciekawszy turniej igrzysk

Gospodarze na pewno zrobią wszystko, by dobrze wypaść przed swoją publicznością. Szczególnie że oczekiwania w Rosji są ogromne i nie brak głosów, że medale inne od złotych będą porażką. A brak jakichkolwiek byłby już katastrofą.

To samo słychać w mediach kanadyjskich, jako że drużyna Klonowego Liścia będzie bronić tytułu mistrzowskiego. Amerykanie liczą na to, że finał z Vancouver nie był niespodzianką. W ekipach Czech, Finów i Szwecji są weterani, dla których olimpijskie złoto byłoby pięknym zwieńczeniem kariery. Pozostali zaś liczą na niespodzianki i to, że faworyci ugną się pod presją oczekiwań.