Sport.pl

Od śmierci Halupczoka minęło 20 lat, a oskarżenia o doping wciąż nie milkną

Z okazji 20-lecia śmierci jednego z największych polskich kolarzy Joachima Halupczoka w mediach pojawiło się kilka artykułów wspominkowych. Niemalże wszystkie sugerują, że przyczyną zgonu było EPO. - To bzdura. Nie ma na to żadnych dowodów. Mogę zaświadczyć nawet przed sądem, że nigdy nie brał niedozwolonych środków- mówi oburzony Marian Staniszewski, pierwszy szkoleniowiec Halupczoka.
Pochodzący z podopolskich Niwek Achim, bo taki przydomek nosił w peletonie, był jednym z największych talentów kolarskich w dziejach tej dyscypliny w naszym kraju.

W wieku 19 lat trafił do reprezentacji i wystąpił w Wyścigu Pokoju, a w debiucie zajął doskonałe siódme miejsce. Rok później - wraz z Zenonem Jaskułą, Andrzejem Sypytkowskim i Markiem Leśniewskim - zdobył srebrny medal igrzysk w Seulu w wyścigu drużynowym, a rok 1989 był za jego sprawą jednym z najlepszych w całej historii naszego kolarstwa.

Najpierw był czwarty w Wyścigu Pokoju, później zwyciężył, z ogromną przewagą, niezwykle trudny włoski klasyk Gran Premio della Liberazione, a w końcu w mistrzostwach świata we francuskim Chambery zdobył dwa medale. Rozpoczął od kolejnego srebra w wyścigu drużynowym (biało-czerwoni podobnie jak w Seulu przegrali z ekipą NRD), a w wyścigu ze startu wspólnego zdeklasował rywali. Jeszcze cztery rundy przed końcem miał minutę straty do sześcioosobowej ucieczki, szybko ją jednak dogonił i wygrał z prawie trzyminutową przewagą, co było kolarskim nokautem.



Miał wówczas ledwie 21 lat, a sukces przyniósł mu zwycięstwo w Plebiscycie Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Polski. Niestety, jak się niebawem okazało, był to jeden z ostatnich jego triumfów.

Przedwczesny koniec kariery

W 1990 roku Halupczok trafił do zawodowego peletonu. Po pierwszym sezonie startów z powodu arytmii serca na rok musiał przestać się ścigać. - Powszechna jest opinia, że tą arytmię wykryto dopiero we Włoszech, ale to nieprawda. Już w siódmej klasie podstawówki, kiedy trafił do naszego klubu, wyszło to podczas badań, ale mimo to, nie miał przeciwwskazań do uprawiania sportu - opowiada Staniszewski, trener LKS Ziemia Opolska.



Kolarz powrócił na trasy w 1992 roku, ale jeszcze w tym samym roku - po kolejnych badaniach potwierdzających zły stan serca - zmuszony był na zawsze zrezygnować z wyczynowego sportu, choć rekreacyjnie wciąż uprawiał piłkę nożną.

To właśnie podczas rozgrzewki przed towarzyskim turniejem futbolowym w opolskim Okrąglaku 5 lutego 1994 roku zasłabł, a mimo natychmiastowej reanimacji zmarł w karetce wiozącej go do szpitala. Miał zaledwie 26 lat.

Co ważne, nie była to jego pierwsza zapaść. - Już wcześniej zdarzyło się to kilka razy. Za pierwszym razem, kiedy zasłabł na boisku przy hali Gwardii, sam go reanimowałem, język mu się zapadał, ale kiedy go wyciągnęliśmy, wszystko wróciło do normy. Powtórzyło się to także podczas badań lekarskich w Łodzi i później jeszcze raz na boisku - wspomina trener Staniszewski. Potwierdza to wieloletni przyjaciel Halupczoka Marek Procyszyn, obecnie prezes Opolskiego Związku Piłki Nożnej, który na początku lat 90. wspólnie z nim prowadził firmę JoMa (Joachim i Marek). - Przydarzyło mu się to nawet kiedyś w siedzibie naszej firmy, wtedy na szczęście udało się go uratować. W Okrąglaku zrobił ledwie kilka ruchów i nagle mówi: "Marek, słabo mi". Zmarł na moich rękach - zawiesza głos Procyszyn.

Włosi sugerują EPO, Polacy powtarzają

Trzy lata po śmierci kolarza francuski dziennik "L'Equipe" opublikował - a część polskich mediów do dziś to przedrukowuje - raport włoskiego trenera Sandro Donatiego na temat stosowania dopingu przez kolarzy. Autor stwierdza w nim, że wśród zawodowców bardzo popularnym środkiem jest EPO, dzięki któremu organizm jest lepiej dotleniony i zdolny do większego wysiłku. Może on spowodować zaburzenia pracy serca, uszkodzić je, a długotrwałe przyjmowanie może doprowadzić do śmierci, wskazującej objawy jak przy klasycznym zawale. "Tak właśnie zginął mistrz świata z 1989 roku Joachim Halupczok. Badania wykazały u niego arytmię serca. Oficjalną przyczyną śmierci był zawał" - napisał Donati.

W 20. rocznicę śmierci kolarza wiele mediów, zwłaszcza portali internetowych, powtarza te rewelacje. Tymczasem przyczyną śmierci Halupczoka wcale nie był zawał. - Nie wiem skąd wzięło się twierdzenie. Przyczyną zgonu było zapalenie mięśnia sercowego - powiedział lekarz Zbigniew Szudrowicz. Stwierdził on, że zapalenia mogły powstać w wyniku np. powikłań grypowych. Zaś kłopoty z sercem w 1990 roku mogły spowodować wyczerpujące treningi po przebytej infekcji. Wiadomo, że kolarz miał wówczas stan zapalny stawów, a mimo to trenował.

- Nie mam wątpliwości, że to właśnie arytmia, a nie środki dopingujące, spowodowała śmierć. Od początku jego kariery niemalże do końca życia byłem przy Achimie i jestem przekonany, że nie było możliwości, aby przyjmował EPO. Poza tym, gdyby to było przyczyną śmierci, umarłby podczas długotrwałego wysiłku, a nie przy lekkiej rozgrzewce. Wraz z jego ojcem czekałem na korytarzu w trakcie sekcji zwłok i lekarz, który ją prowadził, to potwierdził. Tych, którzy sugerują, że to EPO, powinno się pozwać do sądu i na pewno przegraliby tę sprawę, bo po prostu nie ma na to żadnych dowodów - mówi trener Staniszewski.

Z kolei Procyszyn zwraca uwagę na jeszcze inny fakt. - Moim zdaniem kłopoty sercowe odziedziczył w genach. Problemy z sercem mieli przecież także m.in. jego ojciec i siostra - zauważa i dodaje: - Wielokrotnie rozmawiałem z Joachimem na temat dopingu, nawet pytałem go o to wprost i zawsze zaprzeczał. A przecież znaliśmy się bardzo dobrze i wiedział, że może się przyznać, bo nikt się o tym nie dowie. Poza tym był przecież wielokrotnie badany i nigdy nic takiego nie wyszło. Nie chce mi się wierzyć, że mógł przyjmować doping.



Pewnej odpowiedzi nie poznamy

Sporu nie sposób już jednoznacznie rozstrzygnąć, bo nie istnieją próbki krwi kolarza. - Według obecnych standardów próbki są przechowywane przez osiem lat, więc nawet teraz dawno zostałyby już zniszczone. A przecież 20 lat temu było zupełnie inaczej, nie było jeszcze WADA [Międzynarodowa Agencja Antydopingowa - przyp. red.] ani takich restrykcyjnych przepisów - tłumaczy Michał Rynkowski, dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Więcej o: