Ekstremalne pływanie w lodowatej wodzie. Opolanin jednym z tych, którzy dotarli do mety

Co dwa lata odbywają się mistrzostwa świata w pływaniu w lodowatej wodzie. To ekstremalne zawody, w których sztuką jest już dotarcie do mety. Wśród tych, którym się udało w tym roku, był m.in. opolanin Michał Moś
Tegoroczna edycja odbyła się w fińskim Rovaniemi. Wystartowało prawie 1300 pływaków z 34 krajów.

Warunki były ekstremalne: w nocy temperatura spadała do -23 st. C, w dzień było maksymalnie -10 st. C. W takich warunkach wszystko jest skute lodem, a dla pływaków wycięto jedynie 25-metrowy przerębel, podzielony na dziewięć torów. Co ciekawe, w trakcie zawodów woda miała temperaturę od -2 do 0,6 st. C.

Jak to możliwe? - Basen był wycięty w najdłuższej rzece w Finlandii: Kemijoki, zaś płynąca woda, choć ma poniżej zera stopni, nie zamarza - tłumaczy Moś. - Co gorsza, tory były wyjątkowo wąskie, a zaplątanie się w liny albo uderzenie w krawędzie basenu kończyło się w najlepszym razie przecięciem skóry - dodaje.

Dwa zawały pierwszego dnia

Bywały sytuacje znacznie groźniejsze. Pierwszego dnia mistrzostw wyścig na najdłuższym dystansie, 450 metrów, dla dwóch pływaków zakończył się zawałem serca. - Jeden z nich nawet nie dopłynął do mety i ratownik musiał wyciągnąć go z wody, drugi wyszedł z basenu o własnych siłach, ale chwilę później złapał się za serce i upadł. Wyraźnie przeliczyli swoje siły i zlekceważyli warunki - zauważa Michał Moś.

On sam pływał na krótszych dystansach 25 i 50 metrów, a także - wraz z trzema zawodniczkami z Danii - w sztafecie 4 x 25 metrów. - Wszystko było doskonale zorganizowane, przebieraliśmy się w ciepłych barakach, a 10 minut przed startem przechodziliśmy do namiotu tuż przy basenie. Potem tylko szybka prezentacja, zdjęcie ubrań [zgodnie z przepisami pływacy mogą mieć na sobie jedynie kąpielówki, okulary i jeden czepek - przyp. red.] i w 10 sekund później byliśmy już w wodzie. Samego pływania nawet nie pamiętam, a jedynie moment, kiedy dotykam ścianę i wyskakuję z basenu - przyznaje Moś.

Debiut udany

Pływak Zrywu Opole nie ukrywa, że temperatura wody była dla niego szokiem. - Dotychczas pływałem, gdzie najniżej było +2 st. C, w Morzu Północnym, a tam było znacznie zimniej. Ale zdziwiłem się, bo - pewnie z uwagi na adrenalinę - mój organizm całkiem nieźle się zaadoptował - opowiada.

Choć nie udało mu się zdobyć medalu, ze startu jest bardzo zadowolony. W najsilniej obsadzonej i najliczniejszej kategorii wiekowej (do 39 lat) zajmował w poszczególnych startach miejsca: 15. (sztafeta), 20. (25 m żabką), 27. (50 m kraulem) i 36. (25 m kraulem). - W tym ostatnim wyścigu linka oddzielająca tory mocno podrapała mi twarz - opowiada. To był mój debiut w tych zawodach, więc ogólnie z wyników jestem zadowolony. Mam nadzieje, że następnym razem, za dwa lata na Syberii w Rosji, będzie lepiej. Może uda się stanąć na podium - mówi. Wcześniej opolanin ma zamiar przepłynąć milę w wodzie poniżej 5 st. C.