Opolski król szachów. Woli organizować turnieje niż grać

- Choćbyś nie wiem jak dobrze grał, to zawsze znajdzie się ktoś, kto gra lepiej od ciebie. Choćbyś nie wiem jak grał źle, zawsze znajdziesz kogoś, kto gra gorzej - mówi o szachach ich największy w Opolu propagator Eugeniusz Hanusek
W tym roku mija 30 lat od powstania Społem PSS - największego klubu szachowego w naszym mieście. Przewinęło się przez niego ponad tysiąc graczy, a wszystko funkcjonuje w znacznej mierze dzięki Hanuskowi, czyli człowiekowi instytucji w szachowym światku Opola.

Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek turniej szachowy w naszym mieście bez niego. To wszak wielki fan i zapaleniec "królewskiej gry". A jest nim do tego stopnia, że... sam stara się już nie grać.

- Dlaczego? Nerwy! Ciśnienie skacze, takie to dla mnie emocje - wyjaśnia. Stworzył sekcję szachową Społem, pełnił przez kilka kadencji funkcję prezesa Okręgowego Związku Szachowego, a do dziś jest w nim przewodniczącym Komisji Klasyfikacji i Ewidencji. Przede wszystkim jednak wniósł trwały wkład w rozwój tej dyscypliny sportu w naszym województwie i wychował wiele pokoleń szachistów, sędziów i animatorów tej gry, co zapewni kontynuację rozpoczętego przez niego dzieła.

- Na szczególne wyróżnienie zasługuje praca z dziećmi i młodzieżą popularyzująca szachy wśród najmłodszych, dzięki czemu setki młodych ludzi mogły przeżyć fascynującą przygodę intelektualną i sportową zawierającą także elementy wychowawcze. To wartości nie do przecenienia, których nie sposób zmierzyć, ale dające wiele powodów do dumy i satysfakcji - podkreślał prezes PZSzach. Tomasz Sielicki dziękując Hanuskowi za 30-letnie zaangażowanie na rzecz szachowej społeczności województwa.

Sami w redakcji "Wyborczej" lubimy powtarzać, że gdybyśmy mieli w każdej dyscyplinie takich działaczy i zapaleńców jak pan Gienek, to wszystkie drużyny mielibyśmy w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Co ciekawe, on sam nigdy wielkim szachistą nie był i - co czasem podkreśla - z dużą częścią zawodników, którzy reprezentowali Społem, nie miałby szans rywalizować, dlatego woli organizować turnieje i sędziować. A ma ku temu podstawy, wszak jest sędzią pierwszej klasy.

- Nigdy nie pretendowałem do roli wybitnego gracza. Jestem bardziej animatorem, działaczem, organizatorem, wychowawcą - podkreśla. I pewnie dlatego z całej masy wyróżnień, jakie otrzymał, najbardziej ceni sobie Nagrodę im. Mariusza Gągoli dla najlepszego animatora sportu w 1996 roku, szczególnie pamięta także Złoty Krzyż Zasługi (1986), Złote Odznaczenie Za Zasługi Dla Sportu 2013 oraz Brązowe, Srebrne i Złote Odznaczenie PZSzach (1996).

- 30 lat działalności społecznej popularyzującej szachy to wielka wartość dla naszego miasta i mieszkańców. Tworząc przez ten czas sekcję szachową, stworzył nową jakość w ofercie sportowej dla opolan. Szczególnie wysoko cenimy sobie pracą z dziećmi i młodzieżą, której znaczącym elementem obok walorów sportowych była troska o wychowanie i kształtowanie postawy fair play - mówił wiceprezydent Krzysztof Kawałko, doceniając jego wieloletnią aktywną pracę na rzecz mieszkańców Opola.

W pułku czołgów średnich

W młodości pan Eugeniusz nawet nie podejrzewał, że kiedyś będzie takim zapalonym fanem szachów. Jako dziecko grał - jak niemalże każdy jego rówieśnik - w piłkę nożną w drużynie juniorów KS23, w rodzinnej Czerwionce. Na drodze do kariery i tego, by stać się kolejnym Gerardem Cieślikiem, stanęła jednak ciężka kontuzja kolana, przez którą na długi czas musiał się położyć w szpitalu w Piekarach Śląskich.

Po maturze wybrał się do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych, gdzie grał w koszykówkę w reprezentacji szkoły m.in. wraz z wybitnym polskim koszykarzem Mieczysławem Łopatką. W tym kierunku również jednak nie poszedł, za to w 1964 roku przyjechał do Opola jako młody podporucznik i rozpoczął służbę w 13. Pułku Czołgów Średnich, z którym był związany aż do jego likwidacji. Doszedł tam nawet do stopnia majora, ale musiał zakończyć służbę w 1977 roku po wypadku na poligonie przy forsowaniu Odry.

Miał wówczas 35 lat, dostawał wojskową rentę, a energia wciąż go rozpierała. I właśnie wtedy wciągnął się w szachy. Duży udział w tym miał również jego syn Grzegorz, który od dziecka grał i zaczął szybko osiągać sukcesy [był nawet m.in. akademickim mistrzem Polski - przyp. red.]. Pan Eugeniusz jeździł z synem na zawody i starał się jak najwięcej pomagać. A potem... został wybrany do władz Okręgowego Związku Szachowego.

- To bardzo ciekawa gra, wymagająca od uczestników dużego wysiłku intelektualnego, dająca możliwość różnych wariantów, w której dodatkowo ponosi się natychmiastowe konsekwencje swoich dobrych lub złych decyzji. Szachy uczą także wytrwałości, ponoszenia konsekwencji za swoje decyzje, ponieważ - tak jak często w życiu bywa - decyzja podjęta zbyt pochopnie przynosi katastrofalne skutki - tłumaczy.

Związki, także miłosne, przy szachownicy

Klub Społem, który funkcjonuje nieprzerwanie już od 30 lat, założył właściwie przypadkiem. W 1984 roku związki zawodowe przy PSS zorganizowały turniej dla pracowników. Przyszedł sędziować, a po zawodach zaczął rozmawiać na temat możliwości utworzenia przy SDH Opolanin sekcji.

- Ówczesny prezes Społem Jan Rożynek zgodził się i zabraliśmy się do pracy, od początku stawiając na młodzież. Dla mnie nigdy nie liczyły się wyniki, a bardziej to, co dany zawodnik osiągnie w życiu. Bo szachy pomagają w nauce, kształtują charakter i wytrwałość. To przecież nie przypadek, że w większości szachiści bardzo dobrze się uczą. Kiedy dzieci nic nie robią, to robią głupstwa, a "królewska gra" zawierają elementy sportu, nauki i sztuki - podkreśla pan Eugeniusz i równocześnie dodaje: - Najważniejsze jednak, by dziecko chciało samo grać, rodzice nie mogą zmuszać.

Hanusek jest też wielkim orędownikiem wprowadzenia do szkół obowiązkowych zajęć z szachów. - Wynikłoby z tego mnóstwo korzyści. To gra rozwijająca wiele cech, które warto kształtować od najmłodszych lat. Najważniejsze z nich to: pamięć, uwaga, zdolność koncentracji, logiczne myślenie, wyobraźnia przestrzenna, a także myślenie perspektywiczne, które uczy przewidywania konsekwencji podejmowanych działań. Ważny jest również aspekt wychowawczy szachów - tłumaczy. A jakby na potwierdzenie tego wylicza, iż szachy zaszczepił także u swoich wnuków: 22-letniego Piotra i siedmioletniego Michała. Pierwszy ma tzw. II kategorię, czyli prezentuje całkiem przyzwoity poziom, a drugi dopiero się wdraża.

Również jego zasługą jest to, że Społem to od początku klub niemalże rodzinny. Swego czasu kojarzono go z klanem Czerkawskich, gdyż grali w nim trzej bracia Zdzisław, Leszek i Zbigniew, a potem ich dzieci Paweł, Grzegorz, Aleksandra i Violetta. Doczekali się tam również małżeństwa, gdyż wspomniana Violetta poślubiła poznanego przy szachownicy Mirosława Bekieszczuka.

Świątki - piątki na szachy

Hanusek zawsze powtarza, że w szachach najważniejsze jest to żeby się dobrze bawić, czerpać satysfakcję, to wtedy zwycięstwo przyjdzie samo. - Szachista może przegrać sto meczów, ale nigdy takich samych. Bo jeśli tak to znaczy, że niczego się nie nauczył, a w tej grze człowiek uczy się cały czas - wyjaśnia swoją filozofię szachów. - Trzeba też pamiętać, że choćbyś nie wiem jak dobrze grał, to zawsze znajdzie się ktoś, kto gra lepiej od ciebie. I że choćbyś nie wiem jak grał źle, zawsze znajdziesz kogoś, kto gra gorzej - dodaje.

Jak przystało na prawdziwego animatora sportu i integracji jako pierwszy w mieście organizował olimpiady szachowe dla niepełnosprawnych, co okazało się znacznie trudniejsze, niż początkowo się spodziewał. - W takich przypadkach naprawdę trzeba niesłychanie ostrożnie postępować, bo np. kiedyś miałem taką sytuację, że gdy grał niewidomy z głuchym, to ten pierwszy podejrzewał, że pokazuję rywalowi, jaki ruch ma wykonać, a ten drugi, że podpowiadam - wspomina.

Do legendy przeszły także "wakacje z szachami", kiedy to entuzjaści tej gry spotykali się na rynku co niedziela przez siedem lat i grali w swoją ukochaną grę. Jedyny raz zawody odwołano podczas powodzi w 1997.

To wszystko pochłaniało panu Gienkowi bardzo dużo czasu. - Piątki, soboty, niedziele i poniedziałki miałem wówczas praktycznie zajęte, ale żona zdążyła się przyzwyczaić do tej mojej wielki pasji - podkreśla i zaznacza, że teraz poświęca na to znacznie mniej czasu, choć wciąż wcale niemało. Tym bardziej że cały czas prowadzi imponujące kroniki, gdzie skrzętnie odnotowuje każdy, najmniejszy choćby turniej organizowany przez niego i Społem przez te 30 lat.

Chce iść na mecz waterpolo

I taki też jest w życiu prywatnym. - Trzeba mieć zdolności organizacyjne. Jak coś się robi, to trzeba to robić dobrze i do końca - podkreśla, choć od razu zaznacza też, że szachy to nie jest cały jego świat. Interesuje się bowiem sportem niemalże we wszystkich odmianach, ale najbardziej hołubi gry zespołowe, nawet tak egzotyczne jak waterpolo, i zaciera ręce na wieść o tym, że być może sekcja tej dyscypliny powstanie w Opolu.

- Najbardziej jednak lubię piłkę nożną i żużel. Poza tym mam zamiłowanie do geografii, trudno mnie zagiąć z tej dziedziny - śmieje się.

Choć jak sam często przyznaje, szachy nie są tak rozpropagowywaną i komercyjną grą, to wciąż popularną wśród opolskiej młodzieży dyscyplina sportu. Przykładem może być choćby ośmioletni Oskar Ogłaza, który w grudniu zajął drugie miejsce w szachowych mistrzostwach świata juniorów w grze błyskawicznej. To pierwszy opolanin w historii, który wystąpił w tak prestiżowych zawodach i od razu stanął na podium!

Młodzieży nie odstrasza nawet fakt, że to bardzo trudna dyscyplina, wymagająca skupienia i wysiłku psychicznego. - Taki Gary Kasparow schudł 11 kilo podczas turnieju trwającego 11 dni - opowiada Hanusek. I może w tym tkwi tajemnica jego wyglądu, bo mimo że ma 72 lata, to wygląda znacznie młodziej. Sam jednak w tym przypadku lubi przypominać słowa kobiety pracującej z "Czterdziestolatka": - Na wygląd trzeba sobie zapracować.