Sport.pl

Następca Stanisława Szozdy i Joachima Halupczoka

W przeszłości Opolszczyzna słynęła z wielkich kolarzy, a takie nazwiska jak Szozda, Barcik, Kocot, a później Halupczok znali niemalże wszyscy kibice, nie tylko kolarstwa. Tradycje w tej dyscyplinie sportu nie zginęły, a wielcy mistrzowie doczekali się następców.
Tylko wymieniona czwórka zdobyła w sumie aż pięć medali olimpijskich, dziesięć medali mistrzostw świata, w tym cztery złote, i dziesiątki krążków mistrzostw Polski. A to tylko część dorobku Stanisława Szozdy, Edwarda Barcika, Bernarda Kocota i Joachima Halupczoka.

W ostatnich latach najbardziej znanym naszym kolarzem jest pochodzący z Głuchołaz Jacek Morajko, szosowy mistrz Polski, uczestnik igrzysk w Pekinie i mistrzostw świata, były zawodnik m.in. grupy Vacansoleil-DCM występującej na licencji Pro Tour, czyli w kolarskiej Lidze Mistrzów. Teraz kolejne pokolenie młodych kolarzy z Opolszczyzny powoli atakuje zawodowy peleton, a już wkrótce możemy się spodziewać następnych sukcesów.

Najlepszy w Europie

Swój pierwszy kontrakt z zawodową grupą kolarską podpisał nie tak dawno 19-letni Tobiasz Lis. Sportowiec szczególny, bo mimo młodego wieku już bardzo utytułowany, a dość powiedzieć, że w 2011 roku został uznany za Najlepszego Młodego Zawodnika Europy, czyli "sportowca rokującego największe nadzieje na osiągnięcie przyszłych sukcesów". Wyróżnienie - noszące imię byłego prezesa PKOl śp. Piotra Nurowskiego - jest wyjątkowe, bo przyznaje je Europejski Komitet Olimpijski, a głosują przedstawiciele wszystkich 49 komitetów narodowych Starego Kontynentu.

Nasz kolarz nagrodę odbierał podczas uroczystej sesji MKOl w Soczi, a była ona efektem m.in. świetnego występu na Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy w Trabzon w Turcji, gdzie Lis zwyciężył w wyścigu ze startu wspólnego. Na koncie ma znacznie więcej sukcesów, choćby m.in. medale Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, mistrzostw Polski juniorów i starty w kilku wyścigach zagranicznych.

W tym roku zakończył wiek juniora i jak sam mówi - zaczął "poważne ściganie" w barwach grupy Wibatech Fuji Żory (do niedawna Wibatech Brzeg) występującej na licencji kontynentalnej, czyli w trzeciej dywizji. Tam uczy się m.in. od doświadczonego Sławomira Kohuta, olimpijczyka z Aten i wielokrotnego mistrza Polski. - Co prawda podpisałem kontrakt zerowy, czyli nie będę zarabiał żadnych pieniędzy, ale będzie za to okazja do startu w ciekawych wyścigach - opowiada kolarz. Przez kilka ostatnich miesięcy zawodowe kolarstwo łączy także z nauką w ostatniej klasie Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Świdnicy.

Polska lepsza niż zagranica?

Zanim Lis związał się z Wibatechem, poszukiwał również miejsca w ekipie zagranicznej. Taką opcję u progu swojej dorosłej kariery wybrał m.in. wspomniany Morajko, który jako nastolatek jeździł w młodzieżowych grupach we Francji, a później przez pięć lat był zawodnikiem portugalskiej Boavisty. - Za granicą są pieniądze i możliwość startów w lepszych wyścigach, ale trzeba pamiętać, że dla młodego chłopaka samotność z dala od domu i powrót do rodziny często raz w roku jest bardzo trudna. Pod tym względem w Polsce jest lepiej, a poza tym u nas nie ma aż takiego ciśnienia na wynik, a młodzi kolarze mogą spokojniej się rozwijać, bez zbędnej presji - tłumaczy trener Ziemi Opolskiej, szkoleniowiec Lisa, Marian Staniszewski.

Na przeszkodzie przed wyjazdem za granicę stanął także fakt, że kolarz powrócił do ścigania po niemalże półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. - Tam zwracają szczególną uwagę na wyniki z ostatniego sezonu, a ja z powodu przeciążenia kolana jeździłem niewiele. Na szczęście zastrzyki i rehabilitacja przyniosły efekty, ból przeszedł, a lekarze mówią, że kontuzja jest już całkowicie wyleczona - cieszy się 19-latek.

- Jeśli kontuzja nie będzie się odnawiać, Tobiasz może być naprawdę wielkim kolarzem, ma talent, warunki, ciężko trenuje. Oby tylko zdrowie mu dopisywało - ocenia szkoleniowiec. Nie ma wątpliwości, że Lis mocno pracuje na swój sukces, siódmy rok z rzędu regularnie trenuje w klubie, a z rowerem jest związany przez większą część swojego życia. - Zawsze byłem bardzo ruchliwy, od szóstego roku życia szalałem na BMX-ie, co, niestety, często kończyło się kontuzjami, a nawet złamaniami. Tak się złożyło, że mój sąsiad jeździł w Ziemi Opolskiej i za jego namową też poszedłem na trening, później na kolejny i tak już zostało - wspomina z uśmiechem.

Więcej o: