Nasza nadzieja na igrzyska

Kulomiotka Anna Wloka jest uznawana za przyszłość królowej sportu nie tylko na Opolszczyźnie, ale i w kraju. Choć ma dopiero 21 lat, już może poszczycić się kilkoma medalami seniorskich MP. Obecnie współpracuje z Henrykiem Olszewskim, czyli trenerem Tomasza Majewskiego.
Zawodniczka LUKS Podium Kup od trzech lat regularnie staje na podium seniorskich mistrzostw Polski zarówno na stadionie, jak i w hali. Lista jej osiągnięć jest zresztą znacznie dłuższa i może wywołać mały zawrót głowy.

Gdzie wystartuje, tam medal

Pierwszym poważnym sukcesem Wloki był złoty medal krajowego championatu do lat 15 w Słupsku, kolejne krążki zdobywała później już w każdej kategorii wiekowej.

Tylko w gronie seniorek ma w dorobku po trzy medale mistrzostw kraju: na stadionie dwa srebra (Bydgoszcz 2011 i Toruń 2013) i brąz (Bielsko-Biała 2012), a w hali złoto (Sopot 2014), srebro (Spała 2012) i brąz (Spała 2011). Do tego doliczyć trzeba jeszcze srebrny medal mistrzostw Europy juniorek w Barcelonie oraz brązowy Światowych Igrzysk Młodzieży w Singapurze w 2013.

- I to właśnie ten ostatni sukces cenię sobie najbardziej. To wówczas osiągnęłam mój pierwszy większy wynik, a przy tym zrobiłam rekord Polski - wspomina kulomiotka, która jest przykładem, że nie trzeba wcale urodzić się w wielkim mieście, by wyrosnąć na świetnego sportowca. Ba! Nie trzeba w ogóle pochodzić z miasta. Ania wywodzi się bowiem z małej miejscowości pod Olesnem, liczącego niespełna 200 mieszkańców Brońca. To właśnie w tamtejszej szkole podstawowej nauczycielka WF-u zauważyła, że dobrze gra w szczypiorniaka i ma dużo siły w ręce. z tego powodu pojechała na pierwsze zawody w pchnięciu kulą i szło jej na tyle dobrze, że bez problemu wygrała w gminie i województwie. Gdy zaczęła naukę w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Oleśnie, poznała Artura Chęcińskiego, pod okiem którego raz w tygodniu zostawała po lekcjach i trenowała, do czasu gdy na zawodach wojewódzkich wypatrzył ją trener Jacek Dziuba.

- Od razu wpadła mi w oko. Spodobała mi się, bo to dosyć duża dziewczyna, mocno umięśniona. Miała predyspozycje do tego sportu. Postanowiliśmy, że na wakacje weźmiemy ją na zgrupowanie sportowe i zobaczymy, czy podda się treningowi. Nie miała z tym żadnych problemów i widać było, że robi stałe, systematyczne postępy - wspomina szkoleniowiec.

Czas na krok do przodu

Dzięki jego protekcji przez kilka lat mieszkała w Opolu, gdzie trenowała i uczyła się w VI LO. W międzyczasie otrzymała pierwsze powołanie do kadry i poznała szkoleniowca, który podsyłał jej treningi pomocnicze.

W ubiegłym roku razem z Jackiem Dziubą zdecydowali, by rozpoczęła współpracę z trenerem Henrykiem Olszewskim, tym samym, który prowadzi dwukrotnego medalistę olimpijskiego Tomasza Majewskiego.

Szkoleniowiec ściągnął ją do ośrodka szkolenia młodzieży w Warszawie, który ma się przekształcić w ośrodek przygotowań olimpijskich.

- Podjęliśmy tę decyzję dla jej sportowego rozwoju. Ania ma tam zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie, to jest kwestia 1,5-2 tys. zł miesięcznie, na co naszego klubu nie byłoby stać. Druga sprawa to warunki treningowe, mieszka w hotelu AWF-u, ma do dyspozycji halę z nawierzchnią tartanową, gdzie jest m.in. rzutnia, cały czas może pracować nad techniką. Ma dostęp do siłowni, odnowy biologicznej itd. - wylicza Dziuba i dodaje, że na tym nie koniec, bo kolejną kwestią jest fakt, że nie mógłby się jej całkowicie poświęcić. - Na co dzień jestem nauczycielem WF-u, a trenerem z zamiłowania, to jest moja pasja i dodatkowe zajęcie, a na tym poziomie Ania potrzebuje już znacznie więcej treningów - zauważa. Zaznacza przy tym jednak, że wciąż utrzymuje kontakt ze swoją podopieczną.

Z takiego rozwiązania zadowolona jest także sama Wloka. - W Warszawie trenerzy chyba też nie narzekają - śmieje się. - Dogadujemy się w całej grupie, tak że jest dobrze i oby tak dalej. Moje wyniki zresztą pokazują, że w ostatnim roku zrobiłam spore postępy i idę w dobrą stronę, czyli to był dobry krok. Tutaj mogłam bardziej popracować choćby nad techniką, bo ta w moim wykonaniu nie była rewelacyjna - opowiada Wloka i dodaje, że ma również bliski kontakt z samym mistrzem olimpijskim. - Widzimy się z Tomkiem praktycznie codziennie. Często mi doradza, mówi, co dobrze robię, co źle. Czasami spotykamy się też poza zajęciami i można powiedzieć, że się dogadujemy. Jest naprawdę dobrze - nie kryje entuzjazmu.

Żadnej pracy się nie boi

Treningi zajmują jej wyjątkowo dużo czasu, bo gdy przygotowuje się do sezonu letniego, ma zajęcia nawet dwa razy dziennie po dwie godziny, nie licząc siłowni. - Albo idę na rzutnię i robię milion rzutów i pchnięć piłkami. W moim sporcie najlepszym przepisem na sukces jest ciężka praca. No i trzeba też mieć małą kapkę talentu - tłumaczy z uśmiechem.

Poza tym w weekendy uczy się zaocznie w studium na specjalizacji technik masażysta. Nic dziwnego, że rzadko ma czas, by odwiedzić rodzinne strony, choć się od nich nie odcina, będąc przykładem, że wiara w siebie i ciężkie treningi przynoszą efekty.

- Ania jest córką kowala i ciężkiej pracy się nie boi. Ma do niej szacunek. Wiadomo, jak każda kobieta miewała swoje humory, ale praca z nią była i jest przyjemnością. Tym bardziej że jest otwartą, szczerą, pogodną dziewczyną - wspomina Dziuba, z czym w pełni zgadza się Wloka. - Moje rówieśniczki z reguły nie lubią się przemęczać, ja mam inaczej. Zaczęłam się w to bawić już w podstawówce. Od zawsze byłam silniejsza niż rówieśnicy, spodobało mi się, tym bardziej że szybko było widać, że praca przynosi efekty i może wyjść z tego coś więcej - wspomina.

Rok 2013 był dla niej bardzo udany, zdobyła bowiem srebrne medale mistrzostw kraju w kategorii seniorów i młodzieżowców. Wystartowała także w młodzieżowych mistrzostwach Europy w Finlandii, gdzie zajęła siódme miejsce. Osiągnięcia te są tym większe, że w 2012 roku praktycznie w ogóle nie startowała, gdyż miała problemy z dopingiem, co odbiło się na jej karierze, bo wykluczyło ją m.in. z udziału w mistrzostwach świata juniorów w Barcelonie.

Nie ma wątpliwości, że był to ciężki okres zarówno dla niej, jak i jej trenera. - Mocno to odczułam, bo przez rok nie dostawałam stypendium i żyłam tylko z tego, co moi rodzice mi wysłali. Czasem pomogli znajomi. Co gorsza, niektórzy się ode mnie odwrócili, bo od razu przypięli mi łatkę "koksiary", na szczęście moi bliscy byli przy mnie. Teraz wszystko jest już dobrze - mówi Wloka.

Swoją dopingową "wpadkę" wspomina jako przypadek. Do zdarzenia doszło w styczniu 2012 roku podczas Halowych Mistrzostw Polski Juniorów, gdy trener Dziuba podał swojej podopiecznej odżywkę. Miał to być zwykły "pobudzacz", a po badaniach okazało się, że we krwi zawodniczki wykryto niedozwolone substancje.

Nigdy się nie poddaje

Nie poddała się i do sportu wróciła jeszcze silniejsza, o czym świadczyć może wyliczanka jej osiągnięć. Niestety, choć zdobyła kwalifikację, ostatecznie nie mogła wystąpić w niedawnych halowych mistrzostwach świata seniorów w Sopocie. Dopadł ją pech, a ściślej mówiąc angina, i zamiast startować w zawodach, musiała leżeć z wysoką - ponad 38-stopniową - gorączką. Próbowała przemóc chorobę i trenować, ale dwa dni przed startem, gdy uzyskała wynik nieco ponad 16,60 metra, wspólnie z trenerem postanowili, że nie pojedzie do Sopotu.

Szybko jednak pozbierała się i wróciła do zajęć, a nawet poleciała do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez trzy tygodnie ostro trenowała, doskonaląc technikę, ale także nie odpuszczając siłowni. Po powrocie nie spuściła z tonu i udała się na kolejny obóz przygotowawczy, tym razem do Spały.

Niestety, po jego zakończeniu przytrafił się jej następny uraz, bowiem pojawiły się problemy z łokciem, przez co nie mogła startować i robić pełnego treningu. To zablokowało jej możliwość występu w memoriale Kusocińskiego w Szczecinie. Niebawem jednak będziemy mogli ją ponownie zobaczyć na stadionie, bowiem weźmie udział w trójmeczu Polska - Czechy - Słowacja w Ostrawie.

Myśli o igrzyskach

Można by się zastanawiać, po co Wloka poleciała ćwiczyć aż do USA? - Chcieliśmy zobaczyć, jak się tam trenuje. No i była ciężka praca, ale też przyjrzeliśmy się specjalistycznym ośrodkom, a przy tym na Florydzie jest podobny klimat do tego, jaki panuje w Rio de Janeiro, gdzie za dwa lata będzie olimpiada - wyjaśnia znacząco zawodniczka.

Ambitnie, ale skoro w tak młodym wieku ma się już takie sukcesy, to trzeba mierzyć wysoko. - Przed nią jeszcze wiele startów, łącznie z wyjazdem na igrzyska, w co bardzo wierzę - podsumowuje Dziuba.