Mniejszość niemiecka świętowała już przed ostatnim gwizdkiem [WIDEO, ZDJĘCIA]

Tuż po golu Mario Goetzego kibice z Mniejszości Niemieckiej zgromadzeni przed wielkim telebimem na polanie w Chrząstowicach wybiegli przed ekran, by tam wspólnie tańczyć, powiewać niemieckimi flagami i machać ogromną, tekturową wersją piłkarskiego Pucharu Świata.
Wspólne kibicowanie przedstawicieli MN w specjalnej strefie kibica w podopolskich, dwujęzycznych Chrząstowicach - Chronstau, ale także w Nowej Kuźni, ma już wieloletnią tradycję, a na meczach reprezentacji naszych zachodnich kibiców pojawiają się tam zawsze tłumy fanów. Nie inaczej było w niedzielny wieczór podczas finału brazylijskiego mundialu, a wspólna zabawa rozpoczęła się już dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem.

Idol Miro Klose

Ze znajomymi wybrałam się do Chrząstowic. Przyjechaliśmy tuż po godz. 20, a polana w pobliżu lokalnego pubu, na której ustawiono wysoki na cztery metry ekran, była już pełna kibiców. W znakomitej większości byli to oczywiście fani Niemiec. Ich strój nie pozostawiał żadnych wątpliwości - ubrani w koszulki niemieckiej reprezentacji (najwięcej osób ubrało koszulkę z napisem "Klose"), z czapkami lub perukami w niemieckich barwach na głowie. Wiele osób miało również na policzkach wymalowane barwy Niemiec, a dziewczynki przystrojone były w czarno-czerwono-żółte wianki. No i flagi. Niemieckich flag nie sposób było w niedzielę w Chronstau policzyć. Kibice przyczepiali je do samochodów, proporców albo się nimi nakrywali.

Przed meczem kibiców do walki zagrzewał m.in. Norbert Rasch Szef Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim, który przed meczem w Chrząstowicach wraz z lokalnym zespołem śpiewał piosenki po niemiecki, polsku i po śląsku.

A przez cały mecz, tuż przy telebimie stała naturalnej wielkości makieta urodzonego w Opolu reprezentanta Niemiec Miroslava Klosego i przez cały mecz piłkarza oświetlał snop światła, tak jak w teatrze oświetla się aktorów. A gdy Niemcy zdobyli bramkę kibice porwali makietę i wraz z nią zaczęli tańczyć. Wcześniej, gdy trener Joachim Loew zdecydował o zmianie Miro, kibice w Chrząstowicach nagrodzili piłkarza schodzącego z długimi, gromkimi oklaskami. Niektórzy bili brawo na stojąco.

Zic-polki dla ukojenia nerwów

To, co najbardziej podobało mi się w niemieckiej strefie kibica to... spokój fanów mniejszości. Bez przekleństw, bez mędrkowania w stylu "ja bym to zrobił lepiej" albo "on powinien to, czy tamto". Pierwszą połowę sympatycy Niemiec oglądali w dużym skupieniu jedynie zbiorowo wzdychając po atakach Argentyny, czy podnosząc się z miejsc i krzycząc "Nein" po nieskutecznych strzałach Klosego, które z okrzyków szybko przekształcały się w motywujące piłkarzy pieśni kibiców (śpiewano oczywiście po niemiecku).

Podczas przerwy z telebimu puszczano z kolei tzw. zic-polki (niemiecki odpowiednik naszego disco polo) dla rozładowania napięcia, a wiele osób tańczyło wtedy z niemieckimi flagami.

Podczas drugiej połowy, a potem dogrywki kibice nie byli już tak opanowani. Coraz częściej, gdy niemieccy napastnicy byli przy piłce, krzyczeli "kommen" albo "schnella" załamując ręce po paradach argentyńskiego bramkarza. Gdy w końcu w 113. minucie spotkania padła bramka, wszyscy oszaleli. Kibice zaczęli klaskać, skakać, tańczyć, machać flagami. Wielu z nich ruszyło z ustawionych ławek pod telebim. To wtedy porwano "Klosego" do tańca, wtedy kibice zwycięsko unosili tekturowy puchar i mimo że mecz wciąż trwał, a rozegrano jeszcze kilka akcji, nikt ich już nie oglądał.

- Warto było czekać na to zwycięstwo. Mecz był według mnie ciekawy. Jeśli ktoś spodziewał się tak łatwego pojedynku jak spotkanie z Brazylią, to znaczy, że nie zna się na piłce. Spotkanie finałowe to mecz dwóch najlepszych drużyn świata i wiadomo było, że obie drużyny będą walczyć do ostatniej szansy - komentował Adrian Gogolin, jeden z kibiców.

Więcej o: