Nawet doskonałe wyniki nie pomagają najlepszym piłkarzom w regionie [WYWIADY]

Kapitalnie sezon rozpoczęli futboliści MKS-u Kluczbork. Wygrali trzy pierwsze mecze i usadowili się na pierwszym miejscu tabeli II ligi. To wszystko jednak nie wpływa niestety na poprawę sytuacji finansowej najlepszego klubu na Opolszczyźnie.
Warto nadmienić, iż każde zwycięstwo biało-niebiescy wywalczyli w przekonujący sposób. Na inaugurację odprawili u siebie Legionovię Legionowo 2:0, w takim samym stosunku pokonali na wyjeździe spadkowicza Okocimskiego Brzesko, a ostatnio rozbili w Kluczborku - i to w meczu na szczycie - Błękitnych Stargard Szczeciński 5:0! Doliczając cztery wygrane z poprzedniego sezonu, to uzbierało się już siedem triumfów z rzędu na trzecim poziomie. Jakby tego było mało, ich lider Piotr Burski prowadzi w klasyfikacji strzelców.

Tymczasem przed piłkarzami kolejny sprawdzian: walka na trudnym terenie w Limanowej z miejscową Limanovią, która jeszcze w zeszłym sezonie - pod szyldem Kolejarz Stróże - występowała w I lidze. Do tego rywal zajmuje aktualnie trzecie miejsce w tabeli. Początek tego spotkania o godz. 17.

Zanim jednak dojdzie do tej rywalizacji, na temat sytuacji sportowej, organizacyjnej i finansowej klubu wypowiedzieli się trener Andrzej Konwiński i prezes Zdzisław Sarnicki. I to w różnym tonie. Bo o ile ten drugi stara się do sprawy podejść bardziej optymistycznie, o tyle szkoleniowiec mocno się niepokoi.

Rozmowa z trenerem MKS-u Kluczbork:

Łukasz Baliński: Zeszłą jesień mieliście bardzo słabą. Teraz wystartowaliście wspaniale. Skąd taka przemiana?

Andrzej Konwiński: Piłka nożna ma charakter falowy, czasem jest lepiej, czasem jest gorzej. Sporo zależy od tego, z kim się gra, jakie są możliwości klubu, kto dołączył do klubu, jak długo zawodnicy ze sobą grają. Patrzyłbym na to szerzej. To się nie wzięło tylko z tego, co robimy teraz, ale i też z tego co wcześniej.

To 5:0 z Błękitnymi w meczu na szczycie II ligi to wykładnik waszych możliwości, czy też raczej pojedynek ustawiły ta dwa szybkie gole?

- Na początek trzeba pamiętać, iż graliśmy z przeciwnikiem, który trzy dni wcześniej rozegrał bardzo ciężki mecz w Pucharze Polski z I-ligową Chojniczanką Chojnice. Z mojego skromnego doświadczenia wiem, że tak często pojedynki nie sprzyjają drużynom z niższych szczebli rozgrywkowych, choćby dlatego, że maja wąskie kadry. My z kolei mieliśmy tydzień, żeby się przygotować, byliśmy świeżsi, choć tutaj też nie ma reguł. Zdarza się przecież, że jest na odwrót. Na pewno jednak nie chciałbym umniejszać moim zawodnikom, bo zagrali niezwykle zaangażowanie, chcieli tego rywala stłamsić od pierwszych sekund meczu, co im się udało, a potem do końca spotkanie kontrolowali to, co się działo na boisku. Czy jednak to jest aktualna forma, to trzeba poczekać do siódmej, ósmej kolejki. Wtedy będziemy wiedzieli, czy to wszystko jest ustabilizowane.

Zadziwiacie jednak wszystkich i coraz więcej kibiców zastanawia się, czy będziecie walczyć o I ligę?

- Na dzień dzisiejszy MKS ma budżet III-ligowy i nie ma pieniędzy praktycznie na nic. Tak że mówienie w tym momencie o awansie byłoby ogromną przesadą. Mamy 18 zawodników razem z bramkarzami w kadrze i gramy na miarę naszych aktualnych możliwości. Wole nie sięgać myślami zbyt daleko.

Aż tak źle?

- Jesteśmy jedyną drużyną na Opolszczyźnie, która gra na tym poziomie rozgrywkowym, natomiast wiele deklaracji potencjalnych sponsorów, które padały wiosną, teraz nie mają pokrycia. Jedyne czego bym sobie teraz życzył to to, żeby zabiegi działaczy naszego klubu i środowiska kluczborskiego były potraktowane przychylnym okiem przez tych, którzy mogliby nawet niewielkie pieniądze w ten klub zainwestować. Dzięki temu też mógłbym inaczej podchodzić do swojej pracy z chłopakami. Sportowo wyprzedziliśmy to, co się dzieje.

No właśnie. Do tego jesteście piłkarską siłą Opolszczyzny. Jaka jest recepta?

- Ja z seniorami pracuje już trzeci sezon, miałem ciężkie chwile, ale cierpliwość i zimna krew tych panów, którzy mnie zatrudniali, spowodowała, że daliśmy razem radę. To nas wzmocniło. Każdy klub ma swoją specyfikę i każdy jest inny. My przede wszystkim sportowo funkcjonujemy na przyzwoitym poziomie. Od dwóch lat mamy trzon zespołu niezmieniony. Do tego mamy zawodników, którzy budują świetną atmosferę w drużynie, oni się bardzo dobrze znają i funkcjonują ze sobą nie tylko na boisku, ale i poza nim. Nie ma tu osób przypadkowych. Jeden za drugiego wskoczy w ogień, co było zresztą widać choćby pod koniec ubiegłego sezonu.

Jesteście też takim klasycznym potwierdzeniem formuły "połączenie rutyny z młodością".

- Przede wszystkim to na newralgicznych pozycjach mamy z reguły zawodników doświadczonych, a jeśli chodzi o tych młodych, to największą sztuką jest, by odpowiednio ich wprowadzać. Z reguły bywa tak, że nie od razu junior wychodzi w formacji kreującej grę. Musi najpierw trochę podejrzeć tych starszych, a my tych takich starszych w zespole mamy, którzy potrafią pokazać energię i zapał, to ci młodzi z chęcią grają. U nas ci młodzieżowcy są wyrównani i to mnie cieszy.

Piotr Burski też się chyba odblokował?

- On już się odblokował znacznie wcześniej, bo w zeszłym roku zaczął regularnie punktować, ale kontuzja wyeliminowała go na blisko osiem miesięcy. Pod koniec minionego sezonu wrócił i się rozstrzelał. U napastnika też potrzebny jest spokój i czasami jedna bramka spowoduje, że się zawodnik odblokuje. Piotr to też zawodnik bardzo silny osobowościowo. Czuje się pewnie i w pewien sposób "zmusza" resztę chłopaków, żeby na niego grali, a oni mu ufają i to się przekłada na pozytywny bilans.

Rozmowa z prezesem MKS-u Kluczbork:

Łukasz Baliński: Wyniki coraz lepsze, a pieniędzy coraz mniej. Jak bardzo jest źle?

Zdzisław Sarnicki: Z długami klubu walczymy już mniej więcej dwa lata. Jest ciężko na ten moment. Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Gdyby tak było i gdybym nie miał wiary i możliwości, to byśmy nie rozmawiali teraz.

Pojawiają się plotki, że możecie nie dotrwać w rozgrywkach do końca jesieni.

- Aż tak czarnego scenariusza nie przewiduję. Jesteśmy tutaj, żeby walczyć o środki na działalność klubu. Nasi piłkarze dostają wynagrodzenia na bieżąco, realizujemy nasze zobowiązania, a ciągle tych pieniędzy brakuje.

Sytuacji nie poprawia zwiększenie kosztów w związku z nową II ligą.

- To też jest fakt. Proszę zwrócić uwagę, że nasi młodzieżowcy występują w CLJ i paradoksalnie oni mają 10 tys. km w rundzie w grupie zachodniej, a seniorzy niecałe 9. Wydatki na juniorów też mają wpływ, bo przecież np. do Szczecina nie możemy wysłać w jednodniową wyprawę.

Co się musi zmienić?

- Musimy pozyskać sponsorów, o co cały czas walczymy. I użyłem tego słowa nie bez powodu. Patrząc na czasy, gdy MKS był w I lidze, to miesięczne wpłaty od sponsorów - nie licząc gminy czy Urzędu Marszałkowskiego - to było od 80 do 100 tys. zł, teraz to jest ok. 20 tys. Mam na myśli tylko biznes, który nas wspiera. Urząd Marszałkowski ma całe województwo i mimo tego, że marszałek wywodzi się z Kluczborka, to nie mielibyśmy ani krzty poczucia przyzwoitości, gdybyśmy wymagali czegoś więcej od tego, co dostają inne drużyny. Prosimy o to, co przysługuje jedynej drużynie piłkarskiej reprezentującej nasz region na tym poziomie.

Wielu było jednak takich, co obiecywali, a teraz siedzą cicho.

- To przykre, że są takie sytuacje, ale ja wolę patrzeć na to z tej strony, że są tacy sponsorzy, którzy obiecywali i dotrzymali słowa. I w dalszym ciągu są z nami. A ci, którzy nie chcą do nas przyjść, to tracą, bo MKS jest naprawdę rozpoznawalną marką na piłkarskiej mapie Polski. Nie tylko biorąc pod uwagę piękne obiekty wybudowane przez gminę. Ludzie nam zazdroszczą, bo wygrywamy mimo tego, że tych pieniędzy nie mamy zbyt wiele.