Bartłomiej Bonk w olimpijskiej formie. Znowu złoto!

Mimo czterech miesięcy przerwy spowodowanej kontuzją i operacją nadgarstka sztangista Budowlanych Opole już w pierwszym starcie pokazał klasę i poprowadził swój zespół do 23. złotego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski.
Osiągnięcie jest tym większe, że Budowlani w tym roku obchodzą swoje 25-lecie.

Przed finałowym rzutem ekstraklasy, który odbył się w sobotę w Mroczy, opolanie zajmowali w tabeli dopiero trzecią pozycję. Dodatkowo zawody fatalnie rozpoczął Kornel Czekiel, jeden z liderów Budowlanych, który spalił wszystkie trzy podejścia w rwaniu. W tej sytuacji pozostałych pięciu sztangistów nie mogło sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Do boju nasz zespół poprowadził Bonk, który podniósł w dwuboju aż 405 kg: 185 kg w rwaniu i 220 kg w podrzucie (443,5 pkt), co było najlepszym wynikiem zawodów. Poza nim punktowali Daniel Dołęga (415,8 pkt), Sebastian Hoim (396,8 pkt), Łukasz Krawczyk (394,1 pkt) i Bartłomiej Barth (361,8 pkt).

Jacek Konopacki: Pierwszy start po przerwie i od razu wynik na światowym poziomie. Tylko 5 kg mniej niż na igrzyskach w Londynie i 1 kg więcej niż na ubiegłorocznych mistrzostwach świata we Wrocławiu.

Bartłomiej Bonk: Bardzo fajnie się wszystko ułożyło. Po tej przerwie nieco zmieniłem plan treningowy, ale cały czas ciężko ćwiczę. Choć na treningach nie wchodziłem jeszcze na tak duże ciężary, na zawodach się udało. Widać, że treningi przynoszą efekty, procentuje też moje doświadczenie. Po tylu latach łatwiej i - co ważne - szybciej mogę dojść do formy i przyzwoitego wyniku.

Czterech miesięcy przerwy w dźwiganiu w ogóle nie było widać.

- Paradoksalnie może właśnie ta przerwa mi pomogła, bo startowałem na świeżości. Organizm też potrzebuje odpoczynku i jak widać, to dało efekt. Teraz przede mną jeszcze cięższa praca, do mistrzostw świata pozostały tylko trzy miesiące i muszę ten okres mocno przetrenować, w końcu to moja praca.

Zawody w Mroczy rozpoczęły się fatalnie, bo Kornel Czekiel spalił trzy podejścia.

- Zaczęło się bardzo źle, ale trzeba powiedzieć parę słów o organizacji zawodów. W telewizji to może dobrze wyglądało, sam pomost startowy był dobry, ale rozgrzewka była w naprawdę spartańskich warunkach i całe szczęście, że nikomu nic się nie stało. Wszyscy mieli z tym kłopot, bracia Zielińscy też słabo wystartowali, bo rozgrzewka była byle jaka, nie dość że było duszno, to jeszcze pomosty dosłownie się załamywały. Ja na szczęście wziąłem pierwszy pomost od wejścia, tam choć trochę zawiewało. Nie chcę tłumaczyć organizatorów, sami byli wściekli na tych, którzy to im przygotowywali.

Z drugiej strony narzekają ci, którzy są słabi, warunki były takie, a nie inne, trzeba było dźwigać. Po spalonych próbach Kornela musiałem się wspiąć na wyżyny umiejętności, bo sytuacja była już bardzo trudna.

Zdobyliście 23. medal w 25-letniej historii klubu. Taka dominacja to rzadko spotykana sytuacja w sporcie.

- Rzeczywiście, zwłaszcza w sportach olimpijskich. Bardzo fajnie, że wywalczyliśmy złoto, to nasz prezent dla trenera, a sukcesy są nam bardzo potrzebne, bo bez sponsorów klub by nie istniał. Tym bardziej się cieszymy, dzięki temu będą pieniądze na nasze funkcjonowanie w przyszłym roku.

Na razie trenujesz w Opolu. Kiedy wyjazd na zgrupowanie?

- Dzięki temu, że w zeszłym roku zdobyłem medal mistrzostw świata, mam indywidualny tok szkolenia, mogę trenować tam, gdzie chcę, więc korzystam z tego i ćwiczę w klubie. Mam tutaj doskonałe warunki, świetnego trenera, mamy swoje cele i wszystko idzie w dobrym kierunku. Jeszcze chyba przed mistrzostwami Polski (23-25 października) włączę się jednak w przygotowania reprezentacji i pojadę w końcu na obóz kadry.

Rozumiem, że na mistrzostwach Polski powalczysz o ósme złoto z rzędu, a na mistrzostwach świata co najmniej o brąz?

- To jest sport i nie można rozdawać medali przed zawodami, na razie na spokojnie trenuję i zobaczę, co z tego wyjdzie. Mogę powiedzieć tylko, że nie odpuszczam i jadę powalczyć.

Czeka cię także kampania wyborcza, bo startujesz na radnego Opola.

- Do tego tematu podchodzę na spokojnie i planuję, że będę robił to, co robię. Na razie wiem tylko tyle, że wystartuję w moim okręgu, czyli w Gosławicach.

Nie obawiasz się, że polityka zepsuje twój wizerunek?

- Nie. Moim celem jest zrobienie czegoś dla sportu opolskiego. Na co dzień ciężko trenuję, ale wiem, że mógłbym robić coś więcej - oczywiście nie tylko dla ciężarów, ale i innych dyscyplin sportu, dla kibiców, zawodników i klubów. Głównie o to mi chodzi i po to chcę zostać radnym.