Opolski żużel stoi nad przepaścią. Może to lepiej?

To był jeden z najgorszych sezonów w historii opolskiego żużla. Będzie następny? Może lepiej, żeby nie było
Kolejarz Opole zajął ostatnie miejsce w II lidze, czyli tej najniższej. O awans do I ligi walczyło w tym sezonie tylko sześć ekip, w dwóch poprzednich było ich zaledwie pięć.

To jeden z głównych problemów II ligi. Niewiele jest spotkań, więc i okazji do ściągnięcia kibiców na stadion. A tych przy słabych wynikach Kolejarza jest coraz mniej.

Zamknięte koło

Jeszcze kilka lat temu żużel mógł się poszczycić największą liczbą fanów w mieście, wyprzedzając znacznie szczypiornistów Gwardii czy piłkarzy Odry. Dziś to już przeszłość. Podczas niedzielnego meczu na stadionie przy ul. Wschodniej pojawiło się około 500 osób, a kilka lat temu regularnie przychodziło 2-3 tysiące kibiców.

Takie zainteresowanie to znacznie mniejsze wpływy do kasy klubu. Kolejarz ma więc olbrzymi problem, bo jego zadłużenie z roku na rok rośnie.

A już przed sezonem działacze zapowiadali oszczędności, co przełożyło się na wynik sportowy. Zabrakło wielkich transferów, a nawet solidnych wzmocnień składu. I tu koło się zamyka. Kolejarz nie ma pieniędzy, więc nie ma wzmocnień. Nie ma wzmocnień, to nie ma wyników. Bez wyników nie ma kibiców, a bez kibiców nie ma pieniędzy. Wielkich nadziei, że w przyszłym sezonie mogłoby być lepiej, dziś także nie ma.

Nie wystarczy być

A jest bardzo źle. Kolejarz zakończył sezon, osiągając jeden z najgorszych wyników w historii opolskiego żużla. Wygrał tylko jeden mecz. Od 1961 roku, kiedy klub wystartował w rozgrywkach ligowych, równie fatalny wynik osiągał zaledwie cztery razy. W pierwszym roku startów, zajmując w II lidze jedenaste miejsce, w 1988 roku, gdy zespół zapisał na swoim koncie trzy punkty (wtedy przyznawano punkty minusowe za przegrane powyżej 25 punktów), w 1996 roku z dwoma punktami zajmując ostatnie miejsce w II lidze oraz w 2005 roku, kiedy to spadając z I ligi opolanie również zdołali wygrać zaledwie jedne zawody.

Od tamtego czasu Kolejarz już się nie podniósł. W 2008 roku zajął przedostatnie miejsce w kraju, rok później trzecie od końca, a w poprzednim sezonie znów był przedostatni.

Już od kilku lat jasne jest niemal dla wszystkich, że bez rewolucji w opolskim żużlu jeszcze długo nic dobrego się nie wydarzy. By oddać sprawiedliwość - nie można oczywiście nie doceniać tego, co zrobił dla klubu obecny zarząd z prezesem Jerzym Drozdem na czele. Przede wszystkim utrzymał drużynę i mimo wielu problemów ratował funkcjonowanie żużla w Opolu. Ale - powiedzmy to sobie szczerze - tylko tyle, że żużel w ogóle mamy, to dla kibiców za mało.

Kolejarz - reaktywacja?

Gdzie szukać ratunku? Od pewnego czasu mówi się o możliwości powrotu do czarnego sportu Andrzeja Hawryluka, który był wymieniany już nawet jako następca Drozda na stanowisku prezesa Kolejarza. Może więc warto zrealizować ten pomysł i stworzyć sekcję żużlową pod auspicjami klubu Hawi Racing Team? Klubu, który organizacyjnie radzi sobie dobrze, a jego zawodnicy należą do krajowej czołówki motocyklistów crossowych.

A może kierując się wzorem m.in. Krosna, należy poszukać wśród kibiców zapaleńców, którzy przejmą ciężar prowadzenia klubu na swoje barki. To oczywiście sukcesów nie gwarantuje, ale bez wątpienia w klubie musi się coś zmienić i nowej drogi należy szukać. To jest jakaś droga.

Czy w przyszłym roku zobaczymy w Opolu zawody żużlowe? Dzisiaj na to pytanie nikt, łącznie z działaczami Kolejarza, nie potrafi odpowiedzieć.

Bez dwóch zdań. Żal byłoby patrzeć na upadek klubu zwłaszcza wobec tak długiej historii i tradycji żużla w Opolu. Ale żal też było patrzeć na to, co w tym sezonie z opolskim żużlem się działo. Jeżeli klub jeszcze nie upadł, to na pewno stoi na krawędzi.

Może więc lepiej zamiast robić krok ku przepaści, zdecydować się na krótszą lub dłuższą przerwę w marszu i szukać pomysłu na uratowanie opolskiego żużla? Nawet jeżeli miałaby to być reaktywacja po kilku latach.