Orlik Opole wraca do ekstraklasy

Dziesięć długich lat czekali hokeiści i kibice opolskiego Orlika na powrót do elity. Rozpoczynający się w niedzielę sezon zapowiada się jako bardzo trudny, a wiele zależeć będzie od... fanów tego sportu w naszym mieście.
Przypomnijmy, że dekadę temu hokeiści Orlika byli prawdziwą rewelacją zmagań, zakończyli swój debiutancki sezon w ekstraklasie na doskonałym piątym miejscu, a ich spotkania na Toropolu oglądały tłumy widzów. Kontynuacji niestety nie było, bo niedługo potem z powodów finansowych klub został wycofany z rozgrywek. Orlik na kilka lat zupełnie zniknął z hokejowej mapy Polski, a później grał w I lidze.

Co prawda w ostatnim sezonie opolanom nie udało się wywalczyć awansu do elity (przegrali w finale play-off do trzech zwycięstw z Naprzodem Janów 2:3), ale zarząd PZHL niespodziewanie złożył klubowi propozycję wykupienia - za 100 tys. zł - tzw. dzikiej karty. Aby to zrobić, trzeba było jednak znaleźć dodatkowe pieniądze nie tylko na samą opłatę startową, ale i oczywiście wzmocnienie kadry zespołu.

Ostatnie miesiące działacze spędzili więc na intensywnym poszukiwaniu pieniędzy. Na szczęście ich wysiłki przyniosły efekty, projekt wsparły urząd miasta (bezpośrednia dotacja w kwocie 150 tys. zł) i urząd marszałkowski (170 tys. zł), udało się znaleźć także kilku sponsorów, dzięki czemu już w niedzielę orlicy podejmą aktualnego mistrza kraju - Ciarko PBS Bank KH Sanok.

Kibice przyjdą...

Mimo zaangażowania samorządów i sponsorów nie jest tajemnicą, że opolski klub nie należy do finansowych potentatów, a za sukces będzie można uznać już samo zakończenie sezonu bez długów. W tej sytuacji niezwykle ważna będzie więc frekwencja na meczach na Toropolu. Nie chodzi tylko o wpływy z biletów, choć to też jest ważne, ale i udowodnienie, że w mieście jest zainteresowanie hokejem na lodzie i warto inwestować w tę dyscyplinę. Dodatkowym atutem jest oczywiście fakt, że mecze PHL są transmitowane w TVP Sport.

Brak widzów na trybunach może niestety spowodować, że tak szybko, jak ekstraklasa w Opolu się pojawiła, tak szybko zniknie i nie pomoże nawet to, że zgodnie z regulaminem w tym sezonie żadna drużyna nie spada do I ligi. Orlik ma więc de facto zapewnione co najmniej dwa lata gry w ekstraklasie, pod warunkiem oczywiście, iż będą na to pieniądze, a nie ma wątpliwości, że aby tak się stało, konieczne jest hojne wsparcie samorządów.

...jeśli będą wyniki

Aby przyciągnąć ludzi na trybuny, może nie wystarczyć niestety tylko fakt, że opolanie będą grali z tuzami polskiego hokeja, bo wysokie porażki mogą odstraszyć nawet największych fanów. Oczywiście trudno spodziewać się, że nasz beniaminek będzie od razu wygrywał z krajową czołówką: wspomnianym Ciarko Sanok, GKS-em Tychy, JKH Jastrzębie, Unią Oświęcim, Comarch Cracovią Kraków czy Podhalem Nowy Targ. Ważne jednak, aby toczył zacięte boje z zespołami będącymi teoretycznie w jego zasięgu: Polonią Bytom, ubiegłorocznym I-ligowcem Naprzodem Janów i GKS-em Katowice, który boryka się z ogromnymi kłopotami finansowymi. Te mecze, przynajmniej u siebie, koniecznie trzeba wygrywać.

Najbardziej zagraniczny klub w Opolu

Aby była na to szansa, latem poczyniono spore wzmocnienia, a niemalże połowa kadry to zawodnicy, którzy dopiero niedawno dołączyli do zespołu. Działacze Orlika postawili na cudzoziemców, a kibice będą mieli okazję zobaczyć aż sześciu hokeistów z zagranicy: Kanadyjczyka, dwóch Amerykanów i trzech Rosjan. Być może to nie koniec, bo zgodnie z regulaminem może ich być nawet ośmiu.

Numerem jeden wśród opolskich stranieri może okazać się 27-letni bramkarz z USA John Murray, w przeszłości występujący w ligach amerykańskich i kanadyjskich, ale mający także spore doświadczenie w Europie. Na koncie ma bowiem m.in. mistrzostwo Serbii z Partizanem Belgrad, jest również aktualnym mistrzem Polski, bo jeszcze kilka miesięcy temu był podstawowym bramkarzem klubu z Sanoka i miał spory wkład w zdobycie przez niego złotego medalu. W niedzielę będzie miał więc okazję, aby ponownie spotkać się z byłymi kolegami.

W przedsezonowych sparingach z bardzo dobrej strony pokazał się ponadto 25-letni napastnik z Rosji Stanisław Wirolainen, który do Opola trafił z SKA-Karelia St. Petersburg. Szczególną uwagę warto zwrócić także na jego rodaka, 24-letniego potężnie zbudowanego skrzydłowego Antona Tichomirowa. W przeszłości miał on okazję grać m.in. w drugiej najsilniejszej lidze świata KHL, jego kłopotem jest niestety fakt, że miał dłuższą przerwę w treningach, a dopiero niedawno wrócił na lód. Jeśli uda mu się odzyskać optymalną formę, może być czołowym zawodnikiem nie tylko Orlika, ale i całej ekstraklasy. Trzecim graczem zza wschodniej granicy, który trafił niedawno do Opola, jest 26-letni obrońca Nikita Semiannikow, który poza rodzimą ligą występował m.in. w ekstraklasie Kazachstanu.

Doświadczenie w Rosji ma również drugi z opolskich Amerykanów, 26-letni center Joseph Harcharik, który występował w II-ligowym Jermak Angarsk, wcześniej grał w ligach w USA, a ostatni sezon spędził w niemieckim Crocodiles Hamburg. Ostatnim zagranicznym zawodnikiem zakontraktowanym przez Orlika jest kanadyjski obrońca 25-letni Kyle Mariani, który do Opola trafił z ekstraklasy brytyjskiej. Warto dodać, że testowano znacznie więcej hokeistów z zagranicy, m.in. ze Słowacji i Finlandii, ostatecznie jednak zdecydowano się na tę szóstkę. - Chcemy zostawić sobie dwa miejsca wolne, gdyby już w trakcie rozgrywek pojawili się jeszcze jacyś ciekawi zagraniczni hokeiści chętni do gry w Opolu - tłumaczy prezes klubu Dariusz Sułek.

Wróciła zdolna młodzież

Poza sześcioma stranieri Orlika wzmocniło latem także trzech wychowanków, którzy powracają do nas po kilku latach nieobecności: obrońcy 23-letni Bartłomiej Bychawski (ostatnio Polonia Bytom, wcześniej JKH Jastrzębie i GKS Katowice) i 20-letni Mateusz Sordon (JKH Jastrzębie) oraz jego rówieśnik napastnik Filip Stopiński, który miniony sezon spędził w niemieckiej drużynie z Duisburga.

Tak duże zmiany sprawiły, że największym kłopotem opolan na początku sezonu może być brak zgrania. - Zagraniczni zawodnicy trenują z nami dopiero od dwóch tygodni. W okresie przygotowawczym mieliśmy tylko cztery, a w zasadzie trzy sparingi, potrzeba więc jeszcze trochę czasu, aby wkomponowali się w zespół. Muszą się przyzwyczaić i poznać schematy naszej gry - komentuje trener Jacek Szopiński.

Minimum 48 meczów

Skład opolskiego zespołu uzupełniają hokeiści, którzy występowali w ubiegłym sezonie I lidze, a w sumie kadra liczy 26 zawodników, w razie kontuzji lub spadku formy szkoleniowiec ma więc pewne pole do roszad. Jest to o tyle ważne, że nadchodzący sezon będzie wyjątkowo długi. Runda zasadnicza składa się z dwóch etapów, w pierwszym hokeistów czeka aż 36 pojedynków, w drugim 10 lub 12. A to nie koniec, bo osiem najlepszych drużyn czeka jeszcze faza play-off.

Na początek orlicy zagrają dwumecz z mistrzem Polski (w niedzielę w Opolu, w przyszły piątek w Sanoku), a tylko we wrześniu i październiku odbędzie się aż 14 pojedynków (siedem w Opolu i tyle samo na wyjazdach).

Mecze rozgrywane są we wtorki, piątki i niedziele. Na Toropolu spotkania będą rozpoczynać się tradycyjnie o godz. 18.30. Warto jeszcze dodać, że ceny biletów ustalono na: 12 zł (normalny) i 8 zł (ulgowy).

Orlik Opole - Ciarko PBS Bank KH Sanok

niedziela, lodowisko Toropol, godz. 18.30

Więcej o: