Tomasz Kowalski: To najważniejszy medal MP w mojej karierze

Dżudoka KJ AZS Opole po 2,5-letniej przerwie spowodowanej wypadkiem motocyklowym, w wielkim stylu powrócił na krajowe maty, zdobywając srebrny i brązowy medal mistrzostw kraju w Katowicach.
Rozmowa z Tomaszem Kowalskim:

Jacek Konopacki: Po wicemistrzostwie Polski jest zadowolenie, czy raczej niedosyt, że nie udało się zdobyć złota?

Tomasz Kowalski: Mimo tej porażki jestem bardzo zadowolony, choć wiadomo, że kiedy się wchodzi do finału zawsze chce się wygrać. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie zaistniałe okoliczności, czyli moją długą przerwę, fakt, że to pierwszy start w kraju po dwu i pół roku i świetną formę rywala, który jest niepokonany od kilkunastu walk, prezentował się bardzo dobrze i na Pucharach Świata i Pucharach Europy we wrześniu. Biorąc to wszystko pod uwagę, muszę stwierdzić, że był to udany start i cieszę się z drugiego miejsca. To były dla mnie bardzo ważne zawody.

Wrócił pan na mistrzostwa Polski po trzech latach przerwy. Wówczas było srebro, teraz też. Który to już medal MP?

- Wtedy byłem bardziej niepocieszony z tego medalu niż dziś (śmiech). Zdaje się, że to już piąty krążek, ale nie jestem pewien, bo przyznam, że nie przykładam wagi do ilości tych sukcesów, a każdy jest dla mnie bardzo ważny. Zwłaszcza ten. To najważniejszy medal MP w mojej karierze.

Miesiąc temu, w pierwszych zawodach po przerwie, wygrał pan w turnieju w Bańskiej Bystrzycy. Teraz było chyba znacznie trudniej?

- Zdecydowanie. Nawet zawodnicy, z którymi wtedy walczyłem, teraz poodpadali wcześniej, choćby Maciek Zacheja, czy Łukasz Golus. Teraz wystąpili znacznie silniejsi rywale Paweł Zagrodnik, Aleksander Beta, z którym przegrałem w finale, czy Marek Kręcielewski, który, mimo że zakończył wyczynową karierę, to rok w rok walczy na MP. Miałem zresztą okazje się z nim spotkać w zawodach drużynowych, w których zdobyliśmy brązowy medal.

A jak samopoczucie na macie? Jest już tak jak kiedyś?

- Zdecydowanie jeszcze nie, było zupełnie inaczej. To były bardzo ciężkie zawody, jestem naprawdę zmęczony. Brałem zresztą pod uwagę, że nie będę startował w drużynie, założenia były takie, że ostateczna decyzję podejmę dopiero w niedzielę na podstawie dyspozycji porannej, na rozgrzewce. Miałem pewien niedosyt po sobocie, a że były jeszcze rezerwy w przygotowaniu fizycznym, postanowiłem, że będę walczył i okazało się, że wygrałem wszystkie trzy pojedynki. To był udany, ale jednak bardzo ciężki weekend. Najważniejsze, że obyło się bez urazów.

Jakie plany na najbliższy okres? Kolejne starty czy na razie treningi?

- Wstępne ustalenia z trenerem kadry narodowej Piotrem Sadowskim są takie, że na razie skupię się na treningach, a w zawodach będę startował dopiero w przyszłym roku. Zresztą już wcześniej, w trakcie zgrupowań przed MP, to sygnalizowałem. Choć może będzie okazja wystąpić w jakiejś słabiej obsadzonej imprezie? O ile w ogóle, bo wiadomo, że wszystko może zweryfikować mój stan zdrowia. Cały czas jestem pod stałą obserwacją lekarzy i co chwilę wykonuje różne badania.

Jak samopoczucie po starcie. Nic nie daje o sobie znać?

- Wszystko daje o sobie znać (śmiech), bo jestem teraz naprawdę bardzo zmęczony. Ale zawsze kiedy dochodzę do siebie po zawodach, jest taka ocena. Mój organizm nie jest jeszcze przyzwyczajony na takie obciążenia, treningi to jednak co innego, tutaj dochodzi stres, regulacja wagi, to zupełnie inny wysiłek. Ale pokazałem, że nawet na zmęczeniu mogę się pobić w miarę skutecznie. Teraz czas na analizę i wyciągnięcie wniosków co dalej, na czym się trzeba skupić.