Sport.pl

Gwardia przerasta rywali co najmniej o klasę [WYWIAD]

Mecz na szczycie I ligi pomiędzy Gwardią Opole, a Siódemką Miedź Legnica miał być największą weryfikacją możliwości naszego zespołu. Opolanie ten test zdali celująco i teoretycznie najtrudniejszego rywala pokonali różnicą aż 19 goli.
Od początku spotkanie było jednostronne. Po sześciu minutach gry było 4:0 dla gospodarzy. Opolanie w pełni kontrolowali wydarzenia na parkiecie i na przerwę schodzili, mając dwa razy więcej bramek na koncie niż legniczanie (18:9). Po zmianie stron gwardziści jeszcze podkręcili tempo i kwadrans przed końcem było jasne, że goście nie unikną kompromitacji. Podopieczni Rafała Kuptela prowadzili już 29:11, a ostatecznie wygrali 35:16. Nasz zespół z kompletem zwycięstw umocnił się na pozycji lidera.

Drugi opolski zespół - Olimp Grodków - zremisował we własnej hali z Viretem Zawiercie 29:29 i zajmuje aktualnie piąte miejsce w tabeli. Dla naszej ekipy zagrali: Romatowski, Wasilewicz, Łągiewka - Chmiel 5, Kolanko 5, Gradowski 4, Ogorzelec 4, Bujak 3, Maciejewski 3, Żubrowski 2, M. Biernat 1, T.Biernat 1, Piech 1, P. Biernat.



Rozmowa z rozgrywającym Gwardii Remigiuszem Lasoniem:

Łukasz Baliński: To był mecz idealny czy jednak coś wam nie wyszło?

Remigiusz Lasoń, rozgrywający Gwardii: Właściwie to tylko końcówka spotkania. Mieliśmy chyba w podświadomości założenie, że chcemy przekroczyć barierę 40 goli. Wszystko wskazywało na to, że się uda, bo 30 bramek zdobyliśmy na kwadrans przed końcem. I wtedy coś się zacięło. Czasami tak bywa, że gdy zespół ma zdecydowaną przewagę, to przychodzi lekkie rozprężenie.

Wcześniej graliście wręcz koncertowo.

- To był dla nas bardzo ważny mecz, dlatego podeszliśmy do niego niezwykle skoncentrowani i właśnie tak chcemy grać z każdym rywalem. Wcześniej, nie ukrywam, problemy z koncentracją bywały. Teraz przepracowaliśmy ciężko cały tydzień specjalnie pod legniczan i, jak widać, nie mieli nic do powiedzenia.

Trener był równie zmobilizowany. Prowadziliście wysoko, a on i tak cały czas was poganiał...

- I bardzo dobrze. Trenujemy po to, żeby potem przez 60 minut grać na maksymalnych obrotach. Mobilizacja trenera jest potrzebna, bo w głowie zawodników siedzi taka duża przewaga. Ale tym razem nie odpuszczaliśmy mimo wszystko i skończyło się wysokim zwycięstwem.

Do przerwy prowadziliście już dziewięcioma bramkami. Co szkoleniowiec mówił wam w szatni?

- W takim momencie trener tłumaczy, że zaczynamy od zera. Bo przy dużym rozprężeniu czasem taka przewaga może stopnieć i zaczyna się robić nerwowo. Trener uczulał nas, żebyśmy do tego nie dopuścili.

Pan i Adam Malcher byliście kluczowymi zawodnikami Gwardii w tym meczu. Kto jeszcze zasługuje na szczególne wyróżnienie?

- Indywidualne oceny nie mają tu żadnego znaczenia. Brawa należą się całemu zespołowi. To, że ja rzucałem, a Adam bronił, to przede wszystkim zasługa obrony, bo dziś funkcjonowała tak, jak chcieliśmy. Ja tylko kończyłem akcje i to była sama przyjemność.

To spotkanie sędziowały panie. Czy w takim meczu gra się inaczej?

- Dla mnie nie czyni to żadnej różnicy, a kibicom się podobało (śmiech). Otrzymały od publiczności ogromne brawa.

Więcej o: