Sport.pl

Sebastian Świderski: Nic nas nie usprawiedliwia [WYWIAD]

Katastrofa - tak jednym słowem można określić początek sezonu w wykonaniu siatkarzy Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Bilans czterech porażek w pięciu spotkaniach mówi sam za siebie. Co gorsza, rozgrywki pędzą, a na treningi nie ma czasu.
Tak słabego startu rozgrywek nie spodziewali się chyba nawet najwięksi pesymiści wśród fanów Zaksy. Zespół wskazywany przed sezonem na jednego z faworytów na razie zupełnie zawodzi, choć na jego usprawiedliwienie przemawia fakt, że kłopotów kadrowych u progu sezonu było w klubie co niemiara.

Wystarczy przypomnieć, że ze składu "wypadło" trzech podstawowych zawodników: Grzegorz Bociek, Marcin Możdżonek i Michał Ruciak. Pierwszy zawiesił karierę z powodu choroby nowotworowej, drugi przeniósł się do tureckiego Halkbanku Ankara, a trzeci jest kontuzjowany. Zastępcy Boćka i Możdżonka - Kay van Dijk i Wojciech Kaźmierczak - dopiero dołączyli do zespołu, a trzeba także pamiętać, że w ostatniej chwili przed sezonem z Zaksą zaczęli trenować nasi mistrzowie świata: Paweł Zagumny i Paweł Zatorski.

To, niestety, odbija się na formie drużyny. W niedzielę kędzierzynianie przegrali czwarty mecz z rzędu, ze Skrą Bełchatów 0:3, a przed nimi pojedynki z nie mniej trudnymi rywalami - Asseco Resovią Rzeszów (w środę) i Jastrzębskim Węglem (w sobotę).

Rozmowa z trenerem Zaksy Kędzierzyn-Koźle Sebastianem Świderskim:

Jacek Konopacki: Falstart to chyba zbyt mało powiedziane. Co jest przyczyną tak słabej gry pańskiego zespołu?

Sebastian Świderski: Powtórzę to, co wielokrotnie już mówiłem: inaczej budowaliśmy zespół, a zupełnie inaczej wygląda on teraz; co za tym idzie - inaczej musimy się przygotowywać do meczów. Musimy zmienić styl naszego grania, cały czas szukamy tego nowego stylu, bo w zespole były ogromne rotacje. Niestety, nie ma już czasu na szybkie zbudowanie drużyny. Staramy się coś zmieniać na bieżąco, ale czas goni, trzeba grać, a nie ma kiedy trenować.

Terminarz, niestety, nie sprzyja; właśnie graliście ze Skrą, a teraz przed wami Resovia i Jastrzębski. Nie dość, że mecze są co trzy dni, to jeszcze po drugiej stronie siatki trójka po kolei głównych faworytów w ciągu tygodnia.

- To prawda, ale nic nas nie usprawiedliwia, nie szukamy żadnego tłumaczenia. Niestety, stało się tak, jak się stało, teraz gramy z najtrudniejszymi drużynami i nic na taki terminarz nie poradzimy. Pozostaje nam tylko walczyć, bo jedynie przez walkę buduje się charakter zespołu. Miejmy nadzieję, że ten trudny początek paradoksalnie będzie dla nas wzmocnieniem i zahartuje nas przed resztą sezonu.

Z pana słów wynika, że na razie spokojnie podchodzicie do porażek.

- To dopiero początek rozgrywek, jest więc czas na nadrobienie strat, przecież i tak najważniejsze będzie play-off. Choć wiadomo, że trzeba do niego przystąpić z jak najlepszej pozycji, bo to ułatwia grę w pierwszej rundzie. Widać, że zespoły, które były może nie tyle skazywane na pożarcie, co uważane za średnie, odrobiły lekcje. Okazało się, że przedsezonowe treningi przyniosły efekty, bo chyba nikt nie spodziewał się, że niektóre ekipy będą zajmowały tak dobre lokaty w tabeli już na początku sezonu.

Po meczu ze Skrą zawodnicy dostali czas na odpoczynek czy przeciwnie - ciężko trenują?

- Trenujemy normalnie. W niedzielę graliśmy wcześnie, więc była chwila na regenerację sił. Teraz nie ma już czasu na odpoczynek, a wręcz przeciwnie: szukamy okazji do treningów, bo ćwiczyć musimy i zawodnicy o tym doskonale wiedzą, nie ma tu żadnego problemu. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to niedziela będzie wolna i wtedy siatkarze odpoczną. Na razie trzeba skupić się na pracy przed dwoma ważnymi meczami.

A może trzeba jeszcze wzmocnić zespół? Szukacie kogoś nowego, jest na to szansa?

- Nie ukrywam, że rozpoznajemy rynek, bo na pewno przydałoby się jakieś wzmocnienie. Ale będzie z tym kłopot, bo trzeba pamiętać, w jakim okresie jesteśmy: praktycznie wszystkie zespoły zamknęły już swoje składy, więc trudno znaleźć kogoś wolnego. Ale mogę powiedzieć, że pewne rozmowy są prowadzone.

Więcej o: