Gwardia gromi w Opolu... choć mogła wygrać jeszcze wyżej [ZDJĘCIA]

Prawdziwy pokaz siły urządziła sobie w piątek wieczorem Gwardia Opole. Nasi piłkarze ręczni rozbili bowiem na swoim parkiecie SPR Tarnów 40:25 i umocnili się tym samym na pozycji lidera grupy B I ligi.
Tak naprawdę jednak podopieczni Rafała Kuptela mogli i powinni wygrać znacznie wyżej, a na pewno mieli na to ochotę kibice zebrani przy ul. Kowalskiej. Podstawy ku takiemu myśleniu przecież było. Ich pupile bowiem mecz zaczęli znakomicie i po niespełna czterech minutach prowadzili 5:0, a potem wcale nie spuszczali z tonu. Jakby tego było mało na jeszcze większe pochwały zasługiwali w defensywie, na czele z kapitalnie prezentującym się Adamem Malcherem, który przez niespełna kwadrans dopuścił do utraty tylko jednego gola. I na tablicy w tym czasie widniał rezultat 10:1. To jednak opolanom wciąż było mało i napędzani w ofensywie przez bałkański duet Nenad Zeljić - Rok Simić (pierwszy był najskuteczniejszy w ich gronie i rzucił siedem goli, a drugi dodał pięć) objęli w 22. minucie prowadzenie 17:4.

Gdy fani szczypiorniaka zaczęli już obliczać, jakim pogromem się to wszystko skończy, gospodarze jakby spuścili z tonu i od tego momentu lekką przewagę zyskali tarnowianie. Dość powiedzieć, iż przez następny kwadrans rywale zanotowali dziewięć trafień, a stracili tylko cztery. Wówczas to do bramki miejscowych wrócił Malcher, a swój czas miał rezerwowy tego dnia Wojciech Knop, który w ekspresowym tempie zanotował cztery ze swoich pięciu trafień. Do tego przez środek często przedzierał się Paweł Prokop, a karnych nie marnował Wojciech Trojanowski (obaj po cztery gole). Dzięki temu Gwardia wróciła na dobre tory i odjechała na przewagę 12 bramek i w tym momencie stało się jasne, że nic już jej nie grozi. - Sam mecz też mógł podobać się kibicom, choć nie zabrakło pewnych przestojów w naszym wykonaniu. Przede wszystkim jednak cieszymy się z tego, że robiliśmy kolejny krok do Superligi - podkreślał po spotkaniu golkiper miejscowych.

Do tego w końcowych minutach obie drużyny praktycznie przestały dbać o obronę, przez co opolanie osiągnęli magiczną liczbę 40 goli, a przyjezdni i tak sporo przekroczyli granicę wstydu, kończąc mecz z 25 bramkami na koncie, choć przecież długo się na to nie zanosiło.

Warto odnotować też, iż w gronie gospodarzy punktowali wszyscy zawodnicy z pola poza Adamem Cioskiem. I tak trzema celnymi próbami pochwalić się mogą: Remigiusz Lasoń i Jakub Kłoda, dwiema Mateusz Jankowski, Kamil Mokrzki, Filip Scepanović, Paweł Swat, a jedną Jakub Płócienniczak. Ponadto wystąpili również rezerwowi bramkarze Kamil Buchcic i Damian Zając.