Sport.pl

Piłkarze Małejpanwi wracają do zdrowia po trepanacji czaszki i usunięciu nerki

- Jestem w szoku. Z piłką nożną mam styczność od ponad 30 lat, ale tak pechowego meczu nigdy nie przeżyłem. Trudno sobie nawet wyobrazić taką sytuację - mówi trener Małejpanwi Ozimek Dariusz Kaniuka. Dwaj jego podopieczni wciąż przebywają w WCM-ie po operacjach głowy i nerki.
O dramatycznym spotkaniu w Krasiejowie pisaliśmy już wczoraj. Przypomnijmy, że podczas sobotniego meczu III ligi pomiędzy Małąpanwią i Rekordem Bielsko-Biała (2:2) dwaj piłkarze miejscowych doznali bardzo poważnych urazów czaszki i nerki. W obu przypadkach konieczne były operacje, a gracze przebywają obecnie w opolskim Wojewódzkim Centrum Medycznym.

Z murawy prosto do szpitala

Jako pierwszy do WCM-u trafił 27-letni Bogusław Borowiec, który pod koniec pierwszej połowy fatalnie zderzył się z zawodnikiem gości Michałem Bojdysem. - Przeciwnik był wyraźnie spóźniony w interwencji główkowej i z całym impetem wpadł na Bogusia. Trudno powiedzieć, czy było to zderzenie głowami, czy rywal uderzył go łokciem. Od razu wiadomo było jednak, że to poważna sprawa - opisuje sytuację trener Kaniuka.

- Boguś był przytomny, ale widać było zagłębienie w jego czaszce. Skóra nie była rozcięta, więc nie było krwi, ale można było przewidywać, że ma jakiś uraz wewnętrzny - opowiada. Nic dziwnego, że piłkarz prosto z boiska został odwieziony do opolskiego szpitala, a tam przeszedł operację trepanacji czaszki.

Dopóki był rozgrzany...

Jak się okazało, to nie był koniec dramatu, bo zmiennik Borowca Andrzej Krzymiński, który pojawił się na murawie w drugiej połowie, doznał podczas spotkania równie poważnego urazu. - Po jednym ze starć upadł na murawę, ale wydawało się, że nic złego się nie stało. Dograł normalnie mecz do końca, po spotkaniu jeszcze rozmawialiśmy, wszystko było jak zwykle. Okazało się, że póki był rozgrzany, nic nie czuł, a kiedy w domu ostygł, opadły emocje, wieczorem poczuł się źle - relacjonuje szkoleniowiec Małejpanwi.

25-letni piłkarz trafił do szpitala w Oleśnie, gdzie mieszka, a stamtąd przewieziono go do WCM-u. Po badaniach okazało się, że ma pękniętą nerkę w dwóch miejscach, a lekarze podjęli decyzję o jej usunięciu. Zawodnik jest już po operacji.

O piłce nawet nie myślimy

- Z piłką nożną mam styczność od ponad 30 lat, ale tak pechowego meczu nigdy nie przeżyłem. Trudno nawet wyobrazić sobie taką sytuację. Owszem, zdarzały się jakieś urazy, stłuczenia, zerwane wiązadła, kontuzje nogi, nawet złamania. Ale dwa tak poważne, nietypowe i niepiłkarskie zdarzenia w jednym spotkaniu to po prostu szok. Jakiś wyjątkowy pech - zauważa smutnym głosem Kaniuka.

Koledzy z drużyny i trener pojawili się w opolskim szpitalu, aby odwiedzić kontuzjowanych graczy. - Na ten moment czują się dobrze, operacje się udały, wszystko poszło zgodnie z planem, zawodnicy powoli wracają do zdrowia - opowiada szkoleniowiec. - Czeka ich długa rehabilitacja, o ich powrocie do piłki teraz nawet nie myślimy. Najważniejsze jest, aby wrócili do zdrowia - podkreśla.

Naszą rozmowę trener Kaniuka podsumowuje smutną refleksją. - Może to zdarzenie przemówi jakoś do wyobraźni ludzi, którzy zajmują się sportem. Na boisku trzeba walczyć, być nieustępliwym wobec rywala, ale zawsze należy go szanować i pamiętać o fair play. Zdrowie jest najważniejsze - mówi.

Więcej o: