Sport.pl

Takiego sezonu Zaksy dawno nie było [WYWIAD]

Siatkarze z Kędzierzyna-Koźla sobotnim zwycięstwem 3:0 z BBTS-em Bielsko-Biała zakończyli pierwszą rundę rozgrywek PlusLigi. Pierwsza trójka jest w zasięgu ręki, a przecież po sześciu meczach byli już na 11. miejscu w tabeli.
Rozmowa z Sebastianem Świderskim (trenerem Zaksy Kędzierzyn-Koźle):

Łukasz Baliński: W sześć tygodni rozegraliście 15 spotkań. Średnio wychodzi jedno na trzy i pół dnia.

Sebastian Świderski: Faktycznie, PlusLiga nabrała strasznego tempa. Nie przypominam sobie sezonu, w który jeszcze przed grudniem byliśmy na półmetku rozgrywek.

To ewenement nie tylko w polskiej lidze, ale chyba w całej Europie. Brakuje nam czasu na trenowanie, a co dopiero na odpoczywanie. Przychodzi mecz pięciosetowy tak jak z Transferem Bydgoszcz, a za chwilę znowu trzeba grać i to na wyjeździe, jak teraz z BBTS-em. A to przecież też są normalni ludzie, oni też potrzebują odpoczynku.

Jesteście w dobrej dyspozycji, a w drugiej rundzie spotykacie się z całą czołówką tabeli. Będziecie mogli się szybko zrewanżować. Czy jednak wolałby pan więcej czasu na przygotowanie do tych spotkań?

- Nie ma czasu na przygotowania, a co dopiero na zastanawianie się, czy gramy z ekipami z górnej części tabeli, czy też tymi z niższej. Nie patrzymy, z kim gramy i kiedy, bo chcemy wygrywać wszystkie mecze.

Sami zamierzamy zapewnić sobie jak najwyższe miejsce w tabeli. A żeby to zrealizować to trzeba po prostu za każdym razem wychodzić na parkiet i walczyć o zwycięstwo, gdzieś te punkty zdobywać. A o to nie jest łatwo. Tym bardziej, że słabych zespołów coraz mniej. Na każdego rywala trzeba wyjść i zagrać na sto procent, żeby coś ugrać.

A meczów zamiast ubywać, to przybywa.

- Tak, bo jakby tego było mało, zmieniono zasady w Pucharze Polski i drużyny z elity grają kilka meczów. W zeszłym roku była jedna runda i od razu Final Four. Teraz cała czternastka PlusLigi i dwie drużyny z eliminacji grają w 1/8 finału. To wszystko oznacza dodatkowe spotkania i dodatkowe terminy. Za dużo tych meczów już, a i tak pewnie na końcu spotkają się najlepsi z ligi. Powinno to być troszkę inaczej rozwiązane, te zespoły, które grają w europejskich pucharach, powinny mieć jednak jakiś handicap.

Nie brakuje wam problemów kadrowych. Kiedy wróci Łukasz Wiśniewski?

- Liczymy, że w meczu z Finami wprowadzimy go na parkiet, żeby poczuł grę, oswoił się z parkietem. Ale też trzeba będzie w końcu dać odpocząć Jurijowi Gładyrowi. Więcej szans otrzyma młody Krzysztof Rejno. Na pewno musimy bardziej rotować składem, bo z taką liczbą gier to do końca sezonu nie dotrwamy.

Wrócił już Michał Ruciak i to ewidentnie poprawiło waszą jakość gry. Z nim w składzie praktycznie nie przegrywacie.

- Możliwe, że coś w tym jest, zresztą świadczą o tym wyniki. Nie możemy jednak być uzależnieni od jednego zawodnika. Musimy znaleźć sposób na skuteczną grę także w innych schematach. Szkoda, że czasami zespół nie jest w stanie zareagować kiedy Michał przebywa na boisku, ale jest wyłączony chociażby przez zagrywkę, tym bardziej gdy teraz po kontuzji jeszcze brakuje mu tego zdrowia. Cały czas uczymy się takiego grania ze sobą i na pewno w następnych spotkaniach zadbamy o to, żeby Ruciak mógł się lepiej przygotować, aczkolwiek to też zależy od czasu, a tego nie ma zbyt dużo.

Może warto odpuścić Puchar CEV?

- Proszę to powiedzieć kibicom i sponsorom (śmiech ). Załóżmy, że szybko odpadniemy, wtedy spadną na nas gromy, że wyeliminował nas słaby zespół. A gdybyśmy odpuścili już w pierwszej rundzie, wtedy przeniesiono by nas do Pucharu Challenge, a tam musielibyśmy rywalizować z - nikogo nie obrażając - ekipami z Kazachstanu czy Andory.

A może skoro teraz liga przyspieszyła, to później powinna zwolnić i na przykład warto byłoby zmienić kształt play-off? Jest pan za pomysłem, żeby tę fazę do dwóch zwycięstw?

- Ciężko powiedzieć. To miało sens np. w poprzednim sezonie, kiedy różnica między pierwszą czwórką, a pozostałymi zespołami była ewidentna. Natomiast teraz jest siedem, osiem ekip, które grają jak równy z równym. Play-off rządzi się swoimi prawami i zaczynają się prawdziwe emocje, a to wspaniała promocja siatkówki. Z drugiej strony liga jest ważna, ale potem zaczyna się reprezentacja: Liga Światowa, mistrzostwa Europy, Puchar Świata, więc zawodnikom przydałoby się trochę więcej luzu. Trzeba się zastanowić przed następnym sezonem, jak te kwestie rozwiązać, bo na pewno to nie wróży dobrze chłopakom. Przecież to zawodnicy są głównymi aktorami i muszą być w formie, a nie być jak zombie i snuć się po parkiecie.

Więcej o: