Sabina Nowosielska: Złym prezesem chyba nie byłam

Sobotni mecz Zaksy Kędzierzyna-Koźle z AZS-em Częstochowa będzie ostatnim w roli prezes klubu Sabiny Nowosielskiej. Zwyciężyła ona przecież w wyborach na prezydenta miasta i 8 grudnia złoży stosowane ślubowanie, a chwilę wcześniej oficjalnie zrezygnuje z szefowania siatkarzom.
Rozmowa z Sabiną Nowosielską (prezydent Kędzierzyna-Koźla, byłą prezes Zaksy):

Łukasz Baliński: Mam zwracać się jeszcze pani prezes czy już pani prezydent?

Sabina Nowosielska: Właściwie to chyba tak i tak (śmiech ). Posiedzenie Rady Nadzorczej Zaksy jest w poniedziałek i nastąpi najbardziej bolesny element kampanii wyborczej... muszę bowiem złożyć rezygnację z funkcji prezesa zarządu klubu sportowego. Tym bardziej mi trudno, kiedy w środę z okazji meczu w europejskich pucharach zawodnicy i kibice tak wspaniale mnie pożegnali i jednocześnie powitali w nowej roli. Ostatecznie emocjonalnie nie wytrzymałam i nie obyło się bez wzruszeń. Oddałam im jednak serce i na pewno jest mi bardzo miło, że tak to zrobili.

Ten czas minął bardzo szybko, czy jednak były chwile, że dłużyło się to wszystko niemiłosiernie?

- To był chyba jeden z najwspanialszych okresów mojego życia, choć od pierwszej chwili czułam, że zostałam rzucona na bardzo szerokie wody. Gdy tylko jednak zrobiłam większe rozeznanie, to było już mi znacznie lżej. Muszę też zaznaczyć, że choć na samym początku bardzo profesjonalnie traktowałam wszystkie sprawy klubu i np. podchodziłam z pewnym dystansem do wszystkich zawodników, to w pewnym momencie ten dystans się zatarł i stanowiliśmy - i chyba dalej stanowimy - wspólny team.

Jak na te wszystkie zmiany zareagowali dotychczasowi podopieczni: siatkarze, trenerzy?

- O tym, że zostawiłam jakąś cząstkę w niektórych z nich może świadczyć to, że już w nocy po ogłoszeniu wyników Felipe Fonteles z Brazylii czy Daniel Castellani i Marcin Możdżonek z Turcji składali mi życzenia. A już nie mówię o chłopakach z obecnej drużyny, którzy przysyłali SMS-y. Czyli takim złym prezesem chyba nie byłam (śmiech ).

Co zapadnie w pamięć z tego okresu najbardziej?

- Trudno mi wymienić jedną rzecz. Choćby to, że po ponad 10 latach zdobyliśmy Puchar Polski, byliśmy w Final Four Ligi Mistrzów. I to był czas stresu, bo ówczesny prezes Zakładów Azotowych w Kędzierzynie Jerzy Marciniak nie krył się z tym, że jak nie będzie złota, to nie będzie klubu. Starałam się też, żeby marka Zaksy była tak bardzo rozpoznawalna jak kiedyś Mostostal. I chyba mi się to udało, bo wartość klubu w mediach przewyższa wartość rywali z PlusLigi. Jeżeli ktoś kiedyś mi powie: "Sabina idź do klubu siatkarskiego", to pójdę i będą najszczęśliwszą osobą na świecie (śmiech ).

To, że szefowanie klubowi różni się od szefowaniu firmy wiemy. Pytanie tylko, jak bardzo?

- Przez dwa lata prowadziłam jednocześnie zarządzanie w ZAK-u jak i w Zaksie. W tym drugim przypadku nie można mówić o dwóch miliardach przychodu, tylko ekstremalnie niżej, ale wydaje mi się, że jest tak samo ważne. Zresztą spółka Zaksa należy do ZAK-u i musi być takie samo raportowanie, tylko skala jest mniejsza.

Skoro teraz będzie pani prezydentem, to klub będzie miał przywileje u władz miasta?

- Przecież klub źle traktowany nigdy nie był. Bardzo się do niego przywiązałam i na pewno nie odwrócę się od klubu. Będę się interesowała tym, co się tam dzieje, bo trudno się od tego odciąć. Na pewno będę częściej na meczach Zaksy, aniżeli jeszcze obecny włodarz miasta. Zajrzę też na trening, bo czasami trzeba odreagowania, a siatkarze dają mi taką pozytywną energię.

Kiedy poznamy pani następcę, a może następczynię?

- W poniedziałek muszę złożyć rezygnację, a później idę na ślubowanie na prezydenta miasta. I wtedy od razu dowiemy się, kto przejmie moją niedawną rolę.

Kogo by pani widziała na tym stanowisku?

- Rozmawialiśmy już o tym z Radą Nadzorczą, bo przecież wszystkim nam zależy na dobru klubu. Poza tym, że jest wizytówką miasta, to jest też wizytówką Grupy Azoty w Zakładach Azotowych Kędzierzyn. Siatkarze przecież świetnie reklamują ich produkty. Im też zależy na tym, żeby ta współpraca była kontynuowana. Miasto też jest jego sponsorem, a współpraca z tak markową drużyną to przecież wielka korzyść dla Kędzierzyna-Koźle.

Uchyli pani rąbek tajemnicy?

- Niestety, nie mogę. Poza tym to są decyzję Rady Nadzorczej, która jest kilkuosobowa i jeszcze wszystko może się zmienić, bo jest kilku kandydatów. Ze swojej strony mogę jednak zadeklarować, że niezależnie od tego, kto przyjdzie na moje miejsce, będę mu służyć pomocą w takim wymiarze, jaki będzie możliwy.