Superliga to teraz dla Gwardii za wysokie progi [ZDJĘCIA]

Pierwszej porażki w tym sezonie doznała Gwardia Opole. Nasi piłkarze ręczni nie doznali jej jednak w I lidze, ale w ramach meczu z Górnikiem Zabrze, którego stawką był ćwierćfinał Pucharu Polski.
Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, iż rywal był przecież nie byle jaki. Wszak to od dłuższego czasu najpoważniejszy kandydat do przerwania duopolu Vive Tauron Kielce i Wisły Orlen Płock na finały Superligi. To aktualnie trzecia siła elity, naszpikowana obecnymi i byłymi reprezentantami Polski oraz krajów ze wschodu Europy.

Dość powiedzieć, iż z marzeń o awansie opolan wyleczyło dwóch etatowych do niedawna kadrowiczów: Michał Kubisztal i Mariusz Jurasik, wspieranych bramkarzem Sebastianem Kickim. Pierwszy zanotował dziewięć trafień, drugi siedem, z czego większość w pierwszym kwadransie gry, co ustawiło przebieg zawodów, z kolei golkiper często stanowił zaporę nie do przejścia. Kto wie, czy ten ostatni właśnie nie był bohaterem spotkania, broniąc w nieprawdopodobnych wręcz sytuacjach i odbierając gospodarzom przez to także często ochotę do rzutów - patrz Kamil Mokrzki. A że swojego dnia nie mieli jego obaj nasi vis-a-vis, czyli Adam Malcher i Kamil Buchcic, to nic dziwnego, że gwardzistom tak trudno było postawić się faworytom. Trzeba jednak przyznać, że mimo wszystko próbowali, choć gdy ci tylko czuli zagrożenie, to jak gdyby nigdy nic włączali wyższy bieg i uciekali na wyższe prowadzenie.

Po kolei jednak. Podopieczni Rafała Kuptela mecz rozpoczęli bardzo nerwowo i pierwszego gola zdobyli dopiero tuż przed upływem 300 sekund gry, gdy do siatki trafił po kontrze Rok Simić. Gospodarze szczególnie nie mieli recepty na grę pozycyjną i trafili z takiej sytuacji dopiero w dziewiątej minucie. Wówczas jednak było już 2:5. Od tego momentu gra się niejako wyrównała, ale gdy tylko opolanie próbowali niwelować straty, przyjezdni odskakiwali na kilka trafień. Jak choćby wtedy, gdy po dwóch bramkach najlepszego u miejscowych Wojciecha Trojanowskiego (łącznie sześć skutecznych rzutów) zrobił się wynik 7:10, to kolejne cztery akcje zakończyły się bramkami dla Górnika. I na nic zdało się indywidualne krycie Mariusza Jurasika.

A taka zabawa w kotka i myszkę trwała praktycznie do końca pojedynku. Przed przerwą obudził się jeszcze Mokrzki (trzy gole), ale do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 11:16. Po zmianie stron pierwsze minuty należały do Kickiego, który przez kwadrans przepuścił tylko cztery piłki. Ostatecznie Gwardia, choć walczyła do końca (trzy trafienia z czterech Remigiusza Lasonia), to i tak przegrała bezapelacyjnie 23:29. - Różnica między Superligą a poziomem niżej jest zbyt duża. A brązowym medalistom ligi nie wolno przegrywać z ekipą grającą poziom niżej - tłumaczył po meczu bezlitosny w rzutach karnych Kubisztal. - Gwardia nie ma się jednak czego wstydzić - zaznaczał doświadczony rozgrywający.

Warto odnotować, iż barw naszego zespołu bronili jeszcze Rumniak 3, Prokop 2, Jankowski 1, Knop 1, Płócienniczak 1, Simić 1, Swat 1, Scepanovic, Zelijc. Dla zabrzan ponato grali: Tatarintsev 4, Gromyko 3, Niewrzawa 3, Buskhou 1, Daćko 1, Kuchczyński 1, Niedośpiał, Orzechowski oraz Suchowicz.