W Opolu znają go wszyscy sportowcy

Choć nigdy nie był zawodnikiem, trenerem czy działaczem w żadnym opolskim klubie, jest jednym z najbardziej znanych ludzi sportu w naszym mieście. Po ponad 25 latach Stefan Zdziechowski pożegnał się z ratuszem.
W minioną sobotę podczas uroczystego jubileuszu 25-lecia Budowlanych Opole Zdziechowskiego oficjalnie pożegnał prezydent Arkadiusz Wiśniewski, który wraz z przewodniczącym rady miasta Szymonem Ogłazą uhonorował go tytułem "Zasłużony dla Miasta Opola".

- Dotychczas nie było okazji na oficjalne podziękowania i pożegnanie, a lepszej okazji niż jubileusz takiego klubu już nie będzie - mówił prezydent.

"Zasłużony dla Miasta Opola" nie jest oczywiście pierwszym wyróżnieniem Zdziechowskiego, podczas tej samej gali otrzymał także medal od Budowlanych, a w październiku na jednej z ostatnich sesji sejmiku województwa otrzymał wyróżnienie "Zasłużony dla Województwa Opolskiego". Złotych odznak związkowych sam nie jest w stanie spamiętać. - Dostałem takie wyróżnienia ze związków kolarstwa, dżudo, pływania, strzelectwa, szachów i jeszcze kilku innych - opowiada Zdziechowski.

Choć nigdy nie był zawodnikiem czy działaczem żadnego z opolskich klubów, niewiele jest w naszym środowisku sportowym osób tak znanych i rozpoznawalnych. Nic w tym dziwnego, bo przez ponad 25 lat m.in. pomagał rejestrować nowe stowarzyszenia, zajmował się wnioskami o dofinansowanie, dbał o to, by był porządek w "papierach", a także wręczał nagrody na niezliczonej liczbie turniejów, meczów i zawodów. Dość powiedzieć, że nie ma dyscypliny sportu w mieście, której nie widziałby na żywo. - Czasami ktoś kłania mi się na ulicy, a ja nie bardzo kojarzę, kto to jest. Widocznie zna mnie z jakiejś imprezy - opowiada z uśmiechem. Szczególnie wspomina zmagania dzieciaków. - Wręczanie nagród najmłodszym to czysta przyjemność, bo dzieci są zawsze tym bardzo przejęte - dodaje.

Działacze często zwracali się do niego m.in. o porady w sprawie poprawek wniosków o dofinansowanie, niejednokrotnie do nich dzwonił, rozmawiał z nimi, tłumaczył. - Nawet kilka dni temu, choć jestem już na emeryturze, dostałem maila z jednego z klubów, czy mógłbym sprawdzić ich wniosek, czy wszystko się zgadza - śmieje się. Żadnej dyscypliny nigdy nie faworyzował, a jak podkreśla, nie ma nawet swojego ulubionego klubu. - Na moim stanowisku musiałem traktować sport jako całość, wszystkich na równych zasadach - zaznacza.

Nic dziwnego, że miesiąc temu na pożegnaniu ze sportowcami pojawili się przedstawiciele niemalże wszystkich klubów w mieście. - Gadżetów klubowych i podziękowań było tyle, że bez samochodu nie dałbym rady zabrać ich do domu - mówi i podkreśla, że choć przeszedł na emeryturę, wciąż będzie pojawiał się na boiskach i halach w Opolu. - Teraz już tylko jako kibic - dodaje.

Pochodzi z Łodzi, gdzie jako młody chłopak grał w piłkę w ŁKS-ie, a później trenował lekkoatletykę w Polesiu i AZS-ie. Do Opola przeprowadził się ponad 30 lat temu ze względu na małżonkę. Pracę w ratuszu zaczynał ponad 25 lat temu w wydziale kultury fizycznej, a na emeryturę odchodził jako zastępca naczelnika wydziału kultury, sportu i turystyki.

Jako swój szczególny sukces uznaje to, że dzięki niemu na opolskich akwenach pojawili się ratownicy. - To był mój pomysł i jestem dumny, że udało się go zrealizować. Najpierw ratownicy byli na Silesii i Malinie, później także na Bolko. Myślę, że dzięki temu udało się uratować życie kilku osób, a to dla mnie szczególnie ważne - podsumowuje.