Piotr Gacek podwójnie zadowolony z powrotu do Kędzierzyna-Koźla [WYWIAD]

Po ośmiu zwycięstwach z rzędu w PlusLidze siatkarze z Kędzierzyna-Koźla przegrali w sobotę we własnej hali z Lotosem Trefl Gdańsk 1:3. Ze zwycięstwa wyjątkowo cieszył się kapitan gości, były libero Zaksy Piotr Gacek.
36-letni siatkarz pochodzący z Nysy jeszcze kilka miesięcy temu występował w klubie w Kędzierzyna-Koźla, przed sezonem zastąpił go jednak Paweł Zatorski, a on trafił do Lotosu prowadzonego przez byłego trenera reprezentacji Andrea Anastasiego.

Ekipa z Gdańska to prawdziwa rewelacja tegorocznych rozgrywek, odebrała już punkty m.in. Skrze Bełchatów, wygrała z Asseco Resovią Rzeszów, Jastrzębskim Węglem i właśnie po raz drugi z Zaksą. Po gładkim zwycięstwie w Gdańsku 3:0, w rewanżu goście triumfowali 3:1. Dla Zaksy to pierwsza porażka po serii ośmiu wygranych z rzędu.

Rozmowa z Piotrem Gackiem (libero Lotosa Trefl Gdańsk):

Jacek Konopacki: To był udany powrót do Kędzierzyna-Koźla, nie dość, że była okazja spotkać się z kolegami, to jeszcze wygraliście.

Piotr Gacek: Najważniejsze są te trzy punkty, bo to nasz pierwszorzędny cel, ale fajnie było też wrócić na stare śmieci. Grałem w Zaksie cztery lata, spędziłem tam kawał sportowego życia i bardzo się cieszę, że znów mogłem pojawić się w hali, spotkać z zawodnikami, kibicami, na mecz przyjechali też moi bliscy. Po spotkaniu była chwila, aby porozmawiać, wymienić parę spostrzeżeń z chłopakami, jak tam w nowych klubach. Spędziłem czas w bardzo sympatycznej atmosferze i mogę powiedzieć, że cieszę się podwójnie, bo jeszcze wywiozłem trzy punkty.

Macie patent na Zaksę? Znów wygraliście. Oni są tacy słabi, czy wy mocni?

- Nie chciałbym tego oceniać, ale na pewno jesteśmy dobrze przygotowani, mocno trenujemy i przelewamy to potem na parkiet. A czy mamy patent? Może coś w tym jest, ale z drugiej strony nie tylko my pokonaliśmy Zaksę, inne zespoły też z nią wygrały, więc nie tylko my mamy ten patent, inni też go znaleźli. Zaksa chyba rzeczywiście trochę w tym okresie i w takim składzie, nie prezentuje się tak, jak życzyliby sobie tego kibice, jak nas przyzwyczaiła prze lata. Ale to nie jest słaba drużyna.

Fatalny był zwłaszcza drugi set, Zaksa przegrywała 0:6 i 6:16, by ulec 16:25. Kibice dawno czegoś takiego nie widzieli.

- Zdarzają się takie sety. Raz grałem w takim, gdzie było podobnie, teraz miałem szczęście, że występowałem w drużynie, która wysoko wygrała. Czasem jest tak, że czego człowiek się nie dotknie, to zrobi dobrze, a czasem - że wszystko, co dotknie, to zepsuje, i tak właśnie było ze strony Zaksy.

Spodziewaliście się, że rywale jeszcze się podniosą i wygrają kolejnego seta?

- Nikt z nas nie przewidywał, że w Kędzierzynie-Koźlu możemy zwyciężyć 3:0, nawet po dwóch wygranych partiach. W takiej sytuacji trzeci set zawsze jest najtrudniejszy, bo trzeba postawić kropkę nad i. A jak się nie udaje, to zawsze jest później problem. Na szczęście udało się nam w czwartej partii przypieczętować zwycięstwo i wywieźć trzy punkty.

Lotos idzie na medal?

- Każdy walczy o sukcesy, ale nie chcę nic deklarować. Przed sezonem założeniem był awans do play-off, i tego się trzymamy. Owszem, gramy lepiej, niż zakładaliśmy, niż przewidywali fachowcy, bo nie byliśmy stawiani w gronie faworytów. Powoli się to zmienia. Ale nie można już zakładać nam medali na szyję.