Lider ekstraklasy poległ na Toropolu. Orlik pokonał GKS Tychy

Sporą niespodzianką zakończył się pierwszy tegoroczny mecz PHL w Opolu. Najlepsza aktualnie drużyna w naszym kraju przegrała z Orlikiem po rzutach karnych 2:3. Dla opolan to trzecie zwycięstwo z rzędu.
Około 600 kibiców, którzy zdecydowali się przyjść dziś na Toropol, z pewnością nie żałuje, bo zobaczyli kawał doskonałego hokeja, ogromne emocje i - co najważniejsze - zaskakujące zwycięstwo gospodarzy. Niespodzianka jest tym większa, że w trzech wcześniejszych meczach tyszanie nie mieli większych kłopotów z pokonaniem naszego beniaminka, a wystarczy przypomnieć, że w Tychach wygrali 6:2 i 3:0, a w Opolu aż 7:0, co jest najwyższą porażką orlików w tym sezonie u siebie.

Tym razem było zupełnie inaczej. Co prawda po niespełna siedmiu minutach gry faworyzowani goście, po golu Jarosława Rzeszutki, wyszli na prowadzenie, ale już trzy minuty później był remis. Tym razem błysnęło rosyjsko-amerykańskie trio Stanisław Virolajnen - Vladimir Nikiforov - Joseph Harcharik. Pierwszy doskonale podał daleki krążek do drugiego, ten objechał obrońców, wyłożył go wprost przed bramką do Harcharika, a Amerykanin umieścił go w siatce. Wcześniej i później kibice oglądali hokej na naprawdę doskonałym poziomie: szybkie, płynne akcje od bramki do bramki, gra toczyła się praktycznie bez przerw, a pierwsza kara pojawiła się dopiero w drugiej tercji.

W niej znów było na co popatrzeć, bo oba zespoły ponownie pokazały wyśmienite widowisko. Ozdobą tej części gry była akcja z 39. minuty, gdy Ukrainiec Yevgeni Lymansky przejął niecelne zagranie hokeistów GKS-u, podał na czystą pozycję do Branilsava Fabryego, a ten wykorzystał sytuację sam na sam i gospodarze niespodziewanie wyszli na prowadzenie.

W trzeciej tercji orlicy nieco opadli z sił, a tyszanie zaczęli dominować na lodzie, ale - jak zwykle - doskonale w opolskiej bramce spisywał się najlepszy golkiper PHL John Murray, który bronił w niesamowitych sytuacjach. Skapitulował tylko raz, w 47. minucie, gdy w sytuacji sam na sam pokonał go Josef Vitek. W końcówce napór GKS-u jeszcze wzrósł, ale Murray pozostał niepokonany, dopisało mu także szczęście, bowiem goście trafili m.in. w słupek.

Dogrywka nie przyniosła zmiany rezultatu, więc o zwycięstwie musiały zadecydować rzuty karne. Rozstrzygnięcie przyniosła już pierwsza seria: strzał Rzeszutki obronił Murray, a Nikoforov pokonał Stefana Zigardyego. Później niecelnie strzelali Bartłomiej Pociecha, Fabry oraz Jurij Kuzin i zwycięstwo Orlika stało się faktem.

Trzeba jeszcze dodać, że tyszanie przyjechali do Opola bez kilku podstawowych zawodników, ale i Orlik wystąpił w niepełnym składzie, a dość powiedzieć, że w obronie zagrał nominalny napastnik Maciej Rompkowski, zaś obie drużyny wystąpiły na trzy piątki.

Co ciekawe, nie była to jedyna niespodzianka tego dnia, bo pierwsza noworoczna kolejka przyniosła także kilka innych zaskakujących wyników. Pierwsze punkty w tym sezonie zdobył outsider ekstraklasy HC GKS Katowice, który po 28 porażkach z rzędu pokonał dziś w Bytomiu miejscową Polonię 5:2. Podhale Nowy Targ wygrało z kolei z trzecią w tabeli Comarch Cracovią Kraków 4:1, Naprzód Janów ograł wyżej notowaną Unię Oświęcim 4:2, a wicelider Ciarko Sanok po rzutach karnych zwyciężył z JKH GKS-em Jastrzębie 2:1.

Teraz hokeistów czeka wyjątkowo pracowity okres, bo w najbliższym czasie będą grać co dwa-trzy dni. Orlik kolejny mecz rozegra już w niedzielę, kiedy zmierzy się w Bytomiu z Polonią, później, już we wtorek, podejmie na własnym lodowisku JKH GKS, w przyszły piątek (9 stycznia) pojedzie do Nowego Targu na pojedynek z Podhalem, a w następną niedzielę (11 stycznia) podejmie Unię Oświęcim.

Orlik Opole - GKS Tychy 3:2 karne (1:1, 1:0, 0:1, 0:0, 1:0)

Bramki: Harcharik (10.), Fabry (39.), Nikiforov (decydujący rzut karny) - Rzeszutko (7.), Vitek (47.)

Orlik: Murray - Kostek, Rompkowski, Szczurek, Szydło, F. Stopiński - Valecko, M. Stopiński, Fabry, Korzeniowski, Lymansky - Bychawski, Sznotala, Virolajnen, Harcharik, Nikiforov - Zwierz, Obrał