Orlik męczył się niesamowicie z najgorszą drużyną ligi

Po bardzo zaciętym spotkaniu Orlik Opole pokonał u siebie GKS Katowice 4:3. Nasi hokeiści do końca musieli drżeć o wynik i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie klasa rywala, który jest zdecydowanym outsiderem ekstraklasy.
- Tak jak rywalom wyszedł dobry mecz, tak nam bardzo słaby. Graliśmy radosny hokej, ale w tym złym znaczeniu - nie krył zdenerwowania trener gospodarzy Jacek Szopiński.

I trudno mu się dziwić, bo takich emocji w Toropolu nikt się nie spodziewał, wszak w obiekcie przy ul. Barlickiego stawiła się zdecydowanie najgorsza drużyna ligi, która do tej pory wygrała tylko jedno spotkanie, a pozostałe 36 przegrała, i to w większości sporą różnicą goli.

Trudną przeprawę zapowiadał już początek starcia, kiedy to w 64. sekundzie gry rywale wyszli na prowadzenie, gdy po dwójkowej akcji Krystof Kafan nie dał szans naszemu golkiperowi. Później opolanie rzucili się do odrabiania strat, ale wyrównać udało się dopiero Marcinowi Obrałowi, który wykorzystał sytuację sam na sam. Później jednak gospodarze nie tylko nie poszli za ciosem, ale pozwolili nawet GKS-owi zdobyć kolejną bramkę. Na szczęście krążek wpadł do bramki po syrenie końcowej i sędzia ostatecznie gola nie uznał.

To już podziałało odpowiednio na opolan, którzy zaraz po opuszczeniu szatni wyszli na prowadzenie, gdy po kolejnym mocnym strzale Mateusza Sordonia z niebieskiej linii instynktem wykazał się Joseph Harcharik. W podobnej sytuacji pięć minut później podwyższył Michał Szczurek, dobijając strzał Sebastiana Szydły. Po chwili jednak karą meczu ukarany został Maciej Rompkowski, za rzekomy atak na głowę rywala, i przez gradację kar miejscowi musieli grać dziewięć minut w osłabieniu. Na szczęście dla nich rywale nie wykorzystali takiego prezentu.

Prawdziwe emocje czekały kibiców jednak w końcówce spotkania. Najpierw w 48. minucie kontaktowego gola zdobył Lukas Pijak, a 55. minucie znowu w zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazał się Harcharik, który dosłownie wepchnął krążek do bramki rywali. To dało komfort gry opolanom na tyle, że rzucili się do frontalnych ataków. Raz rywala nawet po strzale Valecko z niebieskiej słupek uratował przed stratą gola, ale zamiast bramki dla Orlika to na kilkadziesiąt sekund przed końcem trafieniem dla katowiczan popisał się Jehor Bezuhłyj. To spowodowało, że końcówka była nerwowa i doszło nawet do bójki, gdy Sordon stanął w obronie Johna Murraya. - Pojedynek nie ułożył się tak, jak byśmy chcieli, i to potem rzutowało na jego przebieg. Ciężko też się skoncentrować na takie spotkania, gdy gra się o małą stawkę, a w dodatku przygotowujemy się już pod play-off i przez to mamy coraz cięższe treningi - tłumaczył po spotkaniu Szydło.

Skład Orlika prezentował się następująco: Murray - Kostek, Semiannikow, Szczurek, F. Stopiński, Szydło - Valecko, M. Stopiński, Fabry, Korzeniowski, Wirolajnen - Bychawski, Sordon, Rompkowski, Harcharik, Lymański - Gawlik, Zwierz, Obrał, Wójcik.

Przypomnijmy, iż podopieczni Jacka Szopińskiego tym starciem rozpoczęli drugą fazę zmagań czyli zmagania w grupie słabszej w której rywalizować będą z zespołami, które sezon zasadniczy zakończyły w przedziale miejsc 7.-10. (jeszcze Naprzód Janów i Polonia Bytom). Hokeistów czekają cztery kolejki (po dwie u siebie i na wyjeździe). Teraz w piątek do Opola przyjedzie Naprzód, a w przyszłą niedzielę orlicy zagrają w Bytomiu. Zakończenie tej rundy zaplanowane jest na 24 lutego, dwie najlepsze drużyny (w praktyce jest już przesądzone, że będzie to Orlik i Naprzód) zmierzą się w ćwierćfinale play-off z liderem i wiceliderem grupy silniejszej.