Rzucony w debiucie na głęboką wodę. Dzisiaj zagra z Zaksą w Turcji

Korneliusz Banach tydzień temu zadebiutował w pierwszym zespole Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Teraz ze zdziesiątkowaną kontuzjami drużyną poleciał do Turcji na rewanżowy mecz ćwierćfinału Pucharu CEV. W samolocie zabrakło także trenera Sebastiana Świderskiego.
Podczas spotkania z Arkasem Izmir z różnych względów na boisku nie zobaczymy Jurija Gładyra, Michała Ruciaka, Łukasza Wiśniewskiego i Pawła Zatorskiego. Szansę, podobnie jak w pierwszym spotkaniu, dostaną więc zawodnicy rezerwowi, a nawet młody Korneliusz Banach. To właśnie z nim na pozycji libero Zaksa wygrała pierwszy mecz 3:0. Teraz do awansu potrzebuje dwóch wygranych setów. Na meczu zabraknie trenera Zaksy Sebastiana Świderskiego, z powodu problemów ze zdrowiem. Początek spotkania o godz. 18.30 czasu polskiego.



Rozmowa z Korneliuszem Banachem

Łukasz Baliński: Ile lat trzeba trenować siatkówkę, by zagrać u boku takich tuzów jak Paweł Zagumny czy Dick Kooy?

Korneliusz Banach: Trenuję od pierwszej klasy gimnazjum, czyli już prawie dziewięć lat. Musiałem cały czas trenować, poświęcać swój wolny czas, często kosztem rodziny czy znajomych, a i zdarzało się, że czasem nauki.

Marzenie udało się spełnić. Ale od razu zostałeś rzucony na głęboką wodę.

- Oj tak, Arkas to wymagający przeciwnik, należący do szerokiej europejskiej czołówki. Ma w swoim składzie naprawdę fantastycznych zawodników. Tak czy inaczej debiut w drużynie, której kibicuje się od małego dzieciaka, zostanie niezapomnianym przeżyciem. W dodatku, przy tak wspaniałej publiczności, która dopingowała nas naprawdę kapitalnie. Dzięki niej grało mi się też o wiele lżej i nie czułem wielkiej presji.

Opadły już te emocje?

- To chyba cały czas jeszcze we mnie gdzieś buzuje. Ale nie do końca jestem zadowolony ze swojej gry. Wyszły braki w umiejętnościach i doświadczeniu. Staram się teraz za dużo nie myśleć o tych złych momentach i mam nadzieje, że zmobilizuje mnie to do jeszcze cięższej pracy. Gdy dostanę kolejną szansę, będę mógł zaprezentować się znacznie lepiej. Mam nadzieję, że nastąpi to już teraz w Turcji.

Obejdzie się bez "złotego seta"?

- Mam nadzieje, że zagramy tak jak w pierwszym meczu. Nie chciałbym, by doszło do tej dogrywki, bo to jest loteria podobna do tie-breaka. Nerwówka, set krótszy i wszystko może się zdarzyć. Musimy wygrać dwa sety i spokojnie awansować dalej.

W ligowych meczach Zaksy nie możesz grać przez dziwne przepisy.

- Niestety nie. Regulamin jasno mówi, że trzeba zgłosić do rozgrywek swoich zawodników 15 dni przed rozpoczęciem sezonu. W trakcie sezonu nie mogę być dołączony do kadry Zaksy rywalizującej w PlusLidze. Ale co ciekawe, gdyby został wypożyczony do innego klubu, mógłbym w lidze występować.

Ktoś ze starszych zawodników wziął cię pod swoje skrzydła?

- Ogólnie jest tak, że wszyscy wokół starają się mnie dopingować. Zawsze są jakieś korekty, czasem ktoś pochwali, jak coś dobrze zrobię, czasem padnie też ostrzejsze słowo, gdy zrobię coś źle. generalnie jednak, gdy coś mi nie wyjdzie to chłopaki powtarzają, bym nie myślał o swoich błędach, szedł do przodu i starał się wykonywać swoją pracę jak najlepiej potrafię.

Jedno siatkarskie marzenie udało się spełnić, jakie jest następne?

- Przede wszystkim chciałbym zostać etatowym libero seniorskiej Zaksy, choć wiem, że do tego bardzo daleka droga. A później, pewnie tak jak każdy młody sportowiec, chciałbym zagrać z orzełkiem na piersi. To wszystko, co teraz się wokół mnie dzieje, mocno mnie motywuje, daje mi pozytywnego kopa i naprawdę palę się do ciężkiej pracy.