Kapelan przekonuje: W Odrze Opole jest spory potencjał

Cały czas trwa giełda nazwisk w Odrze Opole. I to nie tylko w kwestii piłkarzy, ale i w sztabie trenerskim. Nowym nabytkiem klubu jest dobrze znany u nas Krzysztof Kapelan, który w styczniu został asystentem Zbigniewa Smółki.
Choć we wrześniu skończył dopiero 28 lat, to ma spore doświadczenie trenerskie. Wszak cztery lata temu rozpoczął swoją przygodę z tym fachem u boku Smółki w II-ligowych Czarnych Żagań, a rok później asystował mu w MKS-ie Kluczbork, by w końcówce sezonu 2011/12 nawet samodzielnie prowadzić ten zespół. I to z bardzo dobrym skutkiem, bo w czterech meczach zdobył dziewięć punktów. Od września 2012 roku był pierwszym trenerem LZS-u Piotrówka, a ostatnie półtora roku spędził w Olimpii Kowary, z której zrobił czołową drużynę IV ligi dolnośląskiej.

Rozmowa z asystentem trenera Odry

Łukasz Baliński: Co zdecydowało, że przystał pan na ofertę z Opola?

Krzysztof Kapelan: Przede wszystkim ogromny wpływ miała na to wieloletnia praca ze Zbigniewem Smółką. Niezwykle chwalę sobie ten wcześniejszy okres, bo to człowiek bardzo ambitny i pracujący na bardzo wysokim poziomie.

Jakie teraz zadania przed panem?

- Na pewno muszę odpowiednio przygotować drużynę motorycznie. Do mnie będzie też należało poprawianie ruchowości chłopaków. Plus inne obowiązki, jak kwestie dokumentacji czy czasem rejestracji zawodników. Aczkolwiek to wszystko cały czas jest konsultowane w gronie sztabu szkoleniowego.

Przygotowanie fizyczne było jednak dobrą stroną opolan. Jesienią często wręcz "zajeżdżali" rywali.

- Trener powiedział, że z tej drużyny można jeszcze coś wykrzesać. Liczy, że moje przyjście pomoże wycisnąć ten potencjał, który w niej jest. Biorąc pod uwagę to, co do tej pory zobaczyłem, to muszę mu przyznać rację.

Zdradzi pan, co będzie zawodników czekało przez te kilka tygodni do rozpoczęcia futbolowej wiosny?

- Za nami już parę dni wprowadzenia. W dodatku, jako że mamy dużo zawodników w wieku juniorskim, to chcemy wykorzystać na mocną pracę dwa tygodnie ferii i zajęcia są dwa razy dziennie. Później skupimy się na udoskonalaniu umiejętności typowo piłkarskich, a kwintesencją tego wszystkiego będzie obóz w Turcji, gdzie chcemy się wstrzelić z formą, bo czekać nas będzie przede wszystkim granie w piłkę. Tak by pierwsze kolejki drugiej rundy zacząć z wysokiego pułapu.

Czyli na najbliższe tygodnie ma pan już dokładnie przygotowany plan?

- Plan jest zawsze przygotowany, ale też rolą trenera jest dostosowywanie i modyfikowanie pewnych rzeczy. Obserwujemy, jak zawodnicy reagują na pewne obciążenia, i układamy je pod nich, tak by najlepiej wykorzystać ich możliwości. Bo w takich wypadkach trzymanie się zawsze i na siłę ściśle określonego planu z reguły źle się kończy. Sztuką w tym wszystkim jest to, by ten plan co jakiś czas, patrząc na to, jak przyjmują go sportowcy, dostosowywać pod nich, żeby jak najlepiej dla nich układać te jednostki treningowe.

Duży nacisk kładziemy przede wszystkim na indywidualizację. Wobec wszystkich zawodników te same środki się nie sprawdzają. Z tymi piłkarzami, którzy mają większe ograniczenia w kwestii ruchomości stawów, prowadzone są ćwiczenia pomagające im zwiększyć te zakresy. I dalej: tym, którzy mają dysproporcję w sile lub problemy pod względem fizycznym, pomagamy to wszystko podnosić i wyrównywać.

Jak na III ligę sztab szkoleniowy Odry jest całkiem liczny.

- To też staramy się maksymalnie wykorzystać. Jest pierwszy trener, jest drugi, czyli Piotr Plewnia, jest masażysta, jestem ja. Przez to możemy się skoncentrować bardziej na indywidualizacji, co jest bardzo ważne w profesjonalnej piłce. Nie ma tak, że wszyscy nasi podopieczni są wrzuceni do jednego wora i co będzie, to będzie. To wszystko musi być poukładane pod każdego zawodnika, bo przecież każdy z nich ma inny organizm. Dzielimy się na grupy i np. zawodnicy, którzy mają problem z tkanką tłuszczową, wykonują dodatkowe ćwiczenia służące do jej spalenia. Jeszcze gdy nie pracowałem w Odrze, wszyscy zostali przebadani i zostały wytyczone indywidualne obciążenia na okres przejściowy dla każdego zawodnika.

I jak po przerwie świąteczno-noworocznej? Wrócili zaniedbani?

- Nie ma takiej możliwości, bo w zimie nie mieli po prostu na to czasu. Przecież musieli zrobić po kilkanaście jednostek na siłowni i tlenowych. Piłkarze ostatnio się bardzo poprawili pod tym względem.

To jak pan teraz na nich wpływa?

- Podam taki przykład: jeżeli zawodnik X zaczynał ze mną przysiady na sztandze z 55 kg, to kończył je na 80 kg, wykonując je poprawną techniką, bo przede wszystkim koncentrujemy się na dokładności ruchu, bo oczywiście można wrzucić ciężar nie wiadomo jaki i zrobić krzywdę człowiekowi, jeśli robi się to w niewłaściwy technicznie sposób. Dobranie odpowiedniego toku treningowego, czyli wprowadzanie ich na tzw. maszyny bez wolnych ciężarów i systematyczna praca na nich, doprowadziło do tego, że mogliśmy później spróbować już z tzw. wolnymi ciężarami, czyli przysiady ze sztangą, podnoszenie na klatce itp.

Bo wszyscy zaczynają od tego, ale nie wszyscy wiedzą, że liczy się technika wykonywania ćwiczenia. Ja mogę przecież kogoś wziąć i ten ktoś będzie wiedział, jak machać sztangą na ławce, ale okaże się, że ja znajdę 10-15 problemów, które uniemożliwią wykonanie tego w sposób najbardziej odpowiedni.

Z Olimpii Kowary zrobił pan czołową ekipę IV ligi. Nie szkoda było zostawiać jej dla asystentury w Odrze?

- A pan by nie zostawił prowincjonalnej gazety na rzecz ogólnopolskiego i prestiżowego dziennika?

Domyślam się, do czego pan zmierza...

- No właśnie. Ja bardzo szanuję Olimpię i jej prezesa, który jest niesłychanie uczciwym i oddanym klubowi człowiekiem, ale to była piłka amatorska. Tam nie można było trenować więcej niż trzy, cztery razy w tygodniu, bo wszyscy na co dzień pracowali. W zeszłym roku brakowało nam jednak punktu do awansu i też by była III liga, tak jak w Opolu. Ale to tutaj jest futbol niemalże profesjonalny. Tak więc zależy, jaki jest klub, jaka perspektywa pracy, jakie są warunki rozwoju, a w Odrze to wszystko jest na naprawdę wysokim poziomie. I to jest najważniejsze, jak również to, żeby budować ten klub, tak by wrócił na właściwe dla niego miejsce.