Nokaut na meczu piłki ręcznej. "Najgorsze, że mama to widziała" [ZDJĘCIA]

Sobotnie spotkanie Gwardii Opole z Czuwajem Przemyśl na długo pozostanie w pamięci bramkarza Kamila Buchcica. Nie chodzi nawet o wynik, ale o sytuację, po której doznał... nokautu. Opolscy szczypiorniści wygrali aż 43:21.
W pierwszym spotkaniu w tym roku we własnej hali Gwardia potwierdziła, że jest najpoważniejszym kandydatem do awansu do ekstraklasy. Szósty w tabeli Czuwaj w tym meczu nie miał nic do powiedzenia i przegrał różnicą aż 22 bramek. To najwyższe zwycięstwo Gwardii od kilku lat

W pamięć kibiców najbardziej zapadnie jednak sytuacja z 41. minuty, gdy po rzucie skrzydłowego Damiana Misiewicza piłką prosto w twarz dostał bramkarz Kamil Buchcic i padł na parkiet. Do zawodnika natychmiast podbiegła obsługa medyczna, dostał drgawek. Po chwili udało się go ocucić. - Można powiedzieć, że zgasło mi światło i na kilka sekund straciłem przytomność. Nieraz już dostałem w twarz, czy to na meczu, czy na treningu, ale taka sytuacja jeszcze nigdy mi się nie zdarzyła - mówił po spotkaniu opolski golkiper. - Najgorsze, że na trybunach była moja mama, która to widziała i bardzo się przestraszyła. Musiałem ją długo uspokajać. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło - podkreślał.

Misiewicz za to zdarzenie dostał czerwoną kartkę, a jak się okazało w końcówce, taki sam los spotkał jego kolegę Pawła Stołowskiego, który został wykluczony za uderzenie w twarz Bogumiła Barana.

Kilka minut wcześniej jeszcze większego pecha niż Buchcic miał rozgrywający gości Piotr Żak, który tak niefortunnie upadł na parkiet, że doznał poważnej kontuzji łokcia. Wszystko wskazuje na to, że złamał rękę. W tej sytuacji - po dwóch czerwonych kartkach i kontuzji - goście kończyli mecz w piątkę, bo do Opola przyjechali w zaledwie 11-osobowym składzie, z czego z tylko z ośmioma graczami z pola.