Orlik - GieKSa mecz do jednej bramki. Strzeliliśmy siedem goli, powinniśmy 15 [ZDJĘCIA]

- To, że wygramy spotkanie, wiedziałem już przed jego rozpoczęciem, kwestią było tylko w jakim stosunku. Strzeliliśmy siedem goli, powinniśmy co najmniej 15, taką mieliśmy przewagę - mówił po zwycięstwie 7:1 z HC GKS-em Katowice trener opolskich hokeistów Jacek Szopiński.
Mimo wysokiego zwycięstwa szkoleniowiec naszego zespołu nie był zadowolony. - Szkoda, że rywale przyjechali tak osłabieni, bo teraz - przed play-off - potrzebujemy silnych przeciwników. Słabość rywali źle wpłynęła na moich zawodników, nie byli odpowiednio skoncentrowali, popełniali proste, niewymuszone błędy, tak nie powinno być - irytował się Szopiński. Mecz był rzeczywiście wyjątkowo jednostronny, ale nie mogło być inaczej, skoro GKS przyjechał do Opola w zaledwie 13-osobowym składzie (w tym dwóch bramkarzy), zagrał więc praktycznie na dwie piątki.

Nic dziwnego, że goście wysoko przegrali. Zwłaszcza że orlicy rozpoczęli pojedynek z wysokiego C, pierwszy gol padł po zaledwie 14 sekundach, gdy do siatki trafił Sebastian Szydło, a jest to jedna z najszybszych bramek w tym sezonie. Jeszcze w pierwszej tercji opolanie zdobyli trzy kolejne gole. - Gdy przegrywaliśmy 0:4, było już praktycznie po meczu. W drugiej tercji zmieniłem bramkarza, to niespodziewanie była nasza najlepsza część spotkania i wygraliśmy 1:0 - podsumowywał trener gości Robert Spisak.

Po tym gdy Krzysztofa Burdę zastąpił Łukasz Białek (wybrany przez szkoleniowca GieKSy najlepszym zawodnikiem drużyny), gra katowiczan nieco się poprawiła, a osiem sekund przed końcem drugiej części, jedynego gola dla przyjezdnych zdobył Jehor Bezuhłyj. W trzeciej tercji wszystko wróciło jednak do normy, bramkarza GKS-u pokonali jeszcze Tomas Valecko oraz w końcówce Łukasz Korzeniowski i Joseph Harcharik i piątkowy pojedynek zakończył się zwycięstwem gospodarzy 7:1.

Warto dodać, że w tej odsłonie gra mocno się zaostrzyła, nie zabrakło bójki, wykluczeń, a nawet krwi na lodzie i kary meczu, którą otrzymał Łukasz Sznotala (jednocześnie sędziowie ukarali także Bartłomieja Bychawskiego i Arthura Gulbinowicza, a ponieważ na ławce kar siedział już Maciej Rompkowski, znalazło się na niej aż trzech opolan). Chwilę później Mateusz Sordoń po ataku ciałem niemalże znokautował jednego z rywali, który padł na lód i zalał się krwią z nosa.



W drugim meczu grupy słabszej PHL Naprzód Janów wygrał z Polonią Bytom 6:1. Kluby z Opola i Janowa już wcześniej zapewniły sobie udział w fazie play-off, teraz walczą o rozstawienie i teoretycznie słabszego rywala w pierwszej rundzie. Na pięć spotkań przed końcem sezonu zasadniczego Orlik wciąż ma 11 punktów przewagi. Kolejny pojedynek już w niedzielę, gdy na Toropolu pojawi się właśnie ekipa Naprzodu. Początek meczu tradycyjnie o godz. 18.30.

Orlik Opole - HC GKS Katowice 7:1 (4:0, 0:1, 3:0)

Bramki: Szydło (1.), Lymansky (11.), Valecko (16.), (46.), Fabry (20., karny), Korzeniowski (57.), Harcharik (59.) - Bezuhłyj (40.)

Orlik: Murray - Kostek, Valecko, Szczurek, Szydło, F. Stopiński - Sznotala, M. Stopiński, Fabry, Korzeniowski, Virolajnen - Bychawski, Sordon, Rompkowski, Harcharik, Bosas - Semiannikow, Gawlik, Zwierz, Wójcik, Lymansky