Co dalej z Orlikiem Opole? Jest bardzo dużo znaków zapytania

Opolscy hokeiści ledwie zakończyli debiutancki sezon w ekstraklasie, a działacze Orlika już myślą o kolejnym. Najważniejszym zadaniem dla nich jest znalezienie sponsora, który wesprze klub. Pracy jest jednak znacznie więcej.
Rozmowa z prezesem Orlika Opole Dariuszem Sułkiem:

Jacek Konopacki: Sezon dopiero się zakończył, ale zapewne już myślicie o kolejnym. Najważniejszą kwestią jest chyba znalezienie sponsora?

Dariusz Sułek: Zdecydowanie to jest nasz główny cel. Może nie znajdziemy sponsora strategicznego czy tytularnego, ale jest szansa na takiego, który pozwoli nam nieco podnieść poziom sportowy zespołu. Wiemy już, jakie cele są przed nami, i wiemy, ile potrzeba pieniędzy, aby zespół był przynajmniej nie gorszy niż obecnie. Bo zdajemy sobie sprawę, że oczekiwania będą co najmniej trochę wyższe. Trzeba poukładać sprawy finansowe i marketingowe w klubie, pracy jest bardzo dużo. Musimy się też zastanowić, czy pozostajemy jako stowarzyszenie, czy tworzymy spółkę, która będzie działać bardziej profesjonalnie. Jest bardzo dużo znaków zapytania.

Od pieniędzy zależeć będzie oczywiście kadra drużyny.

- Oczywiście. Prawda jest taka, że wielu zawodników udało nam się sprowadzić dzięki tłumaczeniu, że jesteśmy beniaminkiem, że jeśli pokażą się z dobrej strony, to wypatrzą ich inne kluby albo za rok będą mogli liczyć na podwyżkę u nas. Większość z nich za podobne pieniądze już w Opolu nie zagra, będą chcieli co najmniej kilkanaście procent więcej. To powoduje, że budżet musi być większy, a wsparcie miasta i tych partnerów, których mamy obecnie, to zbyt mało. Sercem i walecznością można próbować coś ugrać, ale mecze z silnymi klubami pokazały, że doświadczeniem i techniką jesteśmy słabsi. Aby powalczyć nie w jednym czy dwóch meczach play-off, ale w całym sezonie, potrzeba wzmocnień.

Jest ogromny przeskok, jeśli chodzi o I ligę i ekstraklasę, są zdecydowanie większe koszty, obciążenia graczy, ilość meczów, ale i wymagania zawodników czy choćby kwestie prowadzenia klubu. W elicie nie można, jak w I lidze, trenować, grać i przy okazji pracować, trzeba się w pełni poświęcić hokejowi.

Rozmawialiście już z zawodnikami zagranicznymi o przyszłym sezonie?

- W najbliższych dniach będziemy się z nimi żegnać i będzie okazja do takich rozmów. Dwóch czy trzech z nich chcemy zatrzymać na przyszły sezon, ale wiele zależy od tego, czy mają już jakiś pomysł, jakieś plany, no i czy będziemy w stanie udźwignąć ich warunki finansowe. Pokazali się z dobrej strony i będą chcieli podnieść swoje gaże, a bez sponsora nie będziemy mieli takiej możliwości.

Dodatkowo są jeszcze nasi wychowankowie grający w innych klubach, którzy mogliby wrócić do Opola, ale i w tym przypadku wszystko rozbija się o pieniądze.

Inną kwestią jest to, że nie wiadomo, jakie będą przepisy: ilu będzie mogło grać hokeistów z zagranicy, a nawet ile będzie zespołów: osiem, dziesięć czy dwanaście, tego nie wiadomo. Źle byłoby jednak, gdyby hokej w Opolu przestał istnieć. Jeden rok w ekstraklasie to za mało, inne kluby występują tam latami, a Orlik w całej historii miał ledwie dwa sezony, i to z taką rozpiętością lat. Tamtą ekstraligę pamiętają tylko niektórzy kibice, zawodnicy już nie.

Teraz przed wami tak naprawdę pół roku przerwy, kolejny sezon dopiero we wrześniu.

- To prawda, ale chcielibyśmy, aby większość zawodników kontynuowała przygotowania już od maja, bo lato wbrew pozorom ma bardzo duże znaczenie. Dzięki temu, że tym sezonie pracowaliśmy już od czerwca, uniknęliśmy poważniejszych kontuzji. Już choćby to pokazuje, jak ważne są letnie przygotowania.

Zapytam jeszcze o trenera. Jacek Szopiński zostanie w Opolu?

- Też oczywiście będziemy o tym rozmawiać, na razie jest do końca marca. Jego pracę oceniamy bardzo dobrze i nie chodzi tylko o ten sezon w ekstralidze. To on w poprzednim roku, w I lidze, przekonał chłopaków, że nadają się na ekstraklasę, że są w stanie pokonać teoretycznie lepszych i że nie są skazani na I ligę. To jego wielka zasługa.