Final Four w Kędzierzynie-Koźlu: dwa jednostronne półfinały!

W decydującym starciu Final Four Pucharu Polski siatkarek, który rozgrywany jest w Kędzierzynie-Koźlu, zmierzą się Chemik Police i Atom Trefl Sopot. Oba zespoły w półfinałach bez większych problemów pokonały bowiem odpowiednio Impel Wrocław i Budowlane Łódź. Finał w niedzielę o godz. 15.
- Nie ma chyba co ukrywać, że w niedzielę spotkają się dwie najlepsze obecnie drużyny w kraju. Tak wynika zarówno z tabeli OrlenLigi, jak i z tego, co pokazałyśmy teraz. Myślę, że uda nam się w niedzielę stworzyć dobre widowisko - komentowała Maja Tokarska z ekipy sopocianek.

Obydwa spotkania były zresztą bardzo podobne, gdyż za każdym razem faworytki wygrywały dwie pierwsze partie bez większych problemów, a jedynie w trzeciej musiały się sporo namęczyć, by i tak zwyciężyć ostatecznie z bezpieczną przewagą. - Bardzo się cieszymy z tego, że straciłyśmy tak mało sił i możemy teraz odpocząć przed pojedynkiem, który już niebawem przed nami - podkreślała choćby Anna Werblińska, kapitan Chemika Police, a trener tej drużyny zadowolony był z tego, że jego podopieczne wytrzymały całe spotkanie, grając na równym poziomie. - Może poza małym zawahaniem w trzeciej partii. Rywal to dobry zespół, tym bardziej więc cieszymy się z takiego obrotu sprawy - zaznaczał Giuseppe Cuccarini.

Mistrzynie kraju i obrończynie pucharowego trofeum inauguracyjnego seta rozpoczęły bardzo dobrze i już na pierwszą przerwę techniczną schodziły, prowadząc 8:2. Potem z kolei już zupełnie kontrolowały przebieg wydarzeń i ostatecznie zwyciężyły przewagą 10 piłek. Po zmianie stron wrocławianki przez pewien czas dotrzymywały rywalkom kroku, ale te w pewnym momencie (7:4) zaczęły uciekać i budować przewagę. I tak ją rozbudowały, że triumfowały do 16.

Nieoczekiwanie w trzeciej odsłonie role się odwróciły i to Impel dyktował warunki. Gdy zespół ten prowadził już 13:8, wydawało się, że jest jeszcze szansa na odwrócenie losów pojedynku. Wówczas wydarzyło się jednak to, co jest możliwe chyba tylko w kobiecej siatkówce: Chemik zdobył dziewięć punktów z rzędu i odzyskał prowadzenie. Myliłby się jednak ten, kto pomyślał, że jest już po emocjach. Wrocławianki doprowadziły do wyrównania po 19, ale wówczas sprawy w swoje ręce wzięła Werblińska, która skończyła trzy ataki z rzędu. Takiej przewagi jej zespół już nie zmarnował i zwyciężył 25:20, a w całym meczu 3:0. MVP spotkania uznano Mariolę Zenik z grona triumfatorek. - Nie pokazałyśmy tego, co mamy najlepsze, a rywalki już tak, i stąd takie rozstrzygnięcie. Przeciwniczki w zasadzie grały bezbłędnie - tłumaczyła Joanna Kaczor kapitan Impelu, a w podobnym tonie wypowiadał się jej szkoleniowiec. - Jeżeli chce się wygrywać z taką ekipą jak Chemik, to trzeba grać znacznie lepiej niż teraz - dodawał Tore Aleksandersen.

Jeszcze większą przewagę miała w drugim półfinale ekipa z Wybrzeża nad łodziankami. O ile jeszcze w pierwszej partii Budowlane na początku stawiały opór, by ostatecznie ulec do 16, o tyle w kolejnej odsłonie zostały wręcz zmiecione z parkietu, zdobywając zaledwie 12 oczek. Taki pogrom chyba je dostatecznie pobudził, bo trzecią część rozpoczęły świetnie i prowadziły nawet 5:1. Później co prawda sopocianki doprowadziły do remisu, ale one znowu starały się odskoczyć. Dość powiedzieć, że pierwsze prowadzenie Atomu Trefla w trzecim secie nastąpiło dopiero przy stanie 13:12. Co ważniejsze, jednak już go nie oddały, gdyż rozkręciły się na dobre i zwyciężyły do 19. Tutaj za najlepszą zawodniczkę starcia uznano wspomnianą Tokarską. - Mam bardzo duży niedosyt po tym spotkaniu. Nie zrobiłyśmy rywalkom żadnej krzywdy serwisem, a one nam - bardzo dużą. Teraz trzymamy za nie kciuki, bo zawsze lepiej przegrać z zespołem, który potem wznosi puchar - wyjaśniała Magdalena Śliwa, a w pełni zgadzał się z nią jej szkoleniowiec. - Z taką dyspozycją, jaką dziewczyny zaprezentowały teraz, to nie miały jakichkolwiek szans, by nadwyrężyć zespół z Sopotu - przyznawał Błażej Krzyształowicz.