Po Final Four siatkarek: Faworyt nie zawsze wygrywa

Przez cały weekend w hali Azoty w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie na co dzień gra Zaksa, trwała finałowa rywalizacja Pucharu Polski Kobiet. Zmagania ostatecznie wygrała niespodziewanie ekipa Atomu Trefla Sopot.
- Nie zawsze faworyt wygrywa. I to udowodnił zespół z Sopotu - podkreślał Jacek Kasprzyk, dyrektor OrlenLigi. - Mam nadzieję, że będziecie nasze miasto miło wspominały i zapraszamy do nas jak najczęściej - zwracała się natomiast bezpośrednio do triumfatorek Sabina Nowosielska, prezydent Kędzierzyna-Koźla.

- To, że taka impreza była na neutralnym terenie, to dobra rzecz. Myślę, że taka formuła się sprawdza, bo żadna z drużyn nie była niejako faworyzowana. Fajne miejsce, dobry doping każdej ze stron, oby więcej takich turniejów - podkreślała uznana MVP całych zmagań sopocianka Klaudia Kaczorowska, która została także najlepszą zagrywającą. - Umówiłyśmy się, że przyjeżdżamy po ten puchar, no i się udało. Cieszymy się tym bardziej, że wygrałyśmy z tak trudnymi rywalkami - emocjonowała się kapitan triumfatorek Izabela Bełcik, dodając przy tym, iż to dla niej pierwszy taki puchar w karierze. - Czarowałyśmy, czarowałyśmy... i się udało. Włożyłyśmy sobie do butów liście laurowe na szczęście, no i jak widać, pomogło - śmiała się rozgrywająca, którą uznano za najlepszą rozgrywającą zmagań. Ponadto prawie wszystkie nagrody przypadły jej koleżankom: i tak na najlepszą atakującą wybrano Katarzynę Zaroślińską, blokującą Zuzannę Efimienko, a broniącą Agatę Durajczyk. Jedynie za najlepszą przyjmującą uznano Annę Werblińską z Chemika. - Nie było u nas pierwszej szóstki. Stanowiłyśmy monolit i to zaprocentowało. Cały zespół zasłużył na wygraną - podkreślał trener triumfatorek Lorenzo Micelli i trudno się z nim nie zgodzić, gdyż w finałowym starciu posyłał do boju zależnie od rozwoju sytuacji wszystkie swoje podopieczne, jakie miał, i to zaprocentowało.

Więcej o: