Sport.pl

I liga jednak nie dla naszych siatkarek

To było prawdziwe święto kobiecej siatkówki w Opolu. W wypełnionej po brzegi hali przy ul. Pułaskiego przez trzy dni odbywał się turniej półfinałowy o awans do I ligi kobiet. Niestety, bez happy endu dla gospodyń z SMS-u LO II.
- Nie poddajemy się i w przyszłym roku znowu spróbujemy. Teraz to wszystko boli, tym bardziej że los całego sezonu rozstrzygnął się praktycznie w jednym secie - nie krył smutku prezes naszego klubu Jan Piotrowski.

I faktycznie, opolanki przegrały sprawę w dramatycznych okolicznościach. Do ostatniego meczu z Bronowianką Kraków, tak jak i rywalki, podeszły bowiem z jednym zwycięstwem nad Orłem Elbląg i jedną porażką z Wisłą Warszawa. Wiadomo więc było, że kto wygra ten pojedynek, ten obok "stołecznych" awansuje do decydujących gier. I jak to w takich wypadkach bywa, emocji było co nie miara (19:25, 25:16, 21:25, 25:16), aż doszło do tie-breaka. W nim to pomimo dobrego początku w wykonaniu SMS-u przyjezdne ostatecznie przejęły kontrolę nad grą i zwyciężyły przewagą trzech piłek. - Ciężko mówić bez smutku i żalu, bo wypracowaliśmy świetną formę, wszyscy nas chwalili. Dziewczyny pokazały piękno siatkówki, kombinacyjne akcje, kapitalne obrony i były zdeterminowane, żeby osiągnąć sukces. Walczyły do upadłego, dały z siebie wszystko i jestem z nich dumny, czapki z głów - podkreślał ich trener Patryk Fogel.

A rozżalenie może być tym większe, iż rok temu jego podopieczne wypadły z gry w przedsionku baraży, teraz w półfinale. Może zatem w następnym sezonie już się uda awansować. - Chcielibyśmy też w taki sposób organizować siatkówkę żeńską, jak robimy to do tej pory, bo z tym w Opolu z roku na rok jest coraz lepiej. Dziewczyny też oddają całe serce za drużynę, miasto i kibiców. Ten nadkomplet publiczności też świadczy o tym, że jest tutaj potrzeba siatkówki kobiecej na wysokim poziomie - podsumowywał z optymizmem.

Dużo dobrych słów na temat opolanek i samego turnieju padło również ze strony drużyn przeciwnych. - Emocje niesamowite, a tym bardziej jest radość ze zwycięstwa, bo grałyśmy resztkami sił. To był przecież trzeci mecz w niespełna trzy dni, miejscowe postawiły nam naprawdę ciężkie warunki. Dlatego tym bardziej obawiałyśmy się tego starcia i chciałyśmy je zakończyć jak najszybciej. Niestety nie udało się i trzeba było grać pięć partii. Na szczęście udało się wygrać - podkreślała środkowa krakowianek Aleksandra Król, która swego czasu występowała w opolskim AZS-ie podczas swoich studiów na pierwszym roku. - Cieszę się, że miałam okazję przyjechać tutaj po latach. Wróciły miłe wspomnienia, choć przyznam, że nie poznałam miasta - komplementowała.

W turnieju ostatecznie pewnie triumfowała Wisła Warszawa. I nie ma się co dziwić, wszak barw ekipy ze stolicy bronią choćby takie zawodniczki jak Magdalena Saad, Kinga Baran, Aleksandra Kruk, Agata Karczmarzewska-Pura czy Anna Manikowska, które w bliższej lub dalszej przeszłości były reprezentantkami Polski i grały w najlepszych drużynach kraju. - Hala jest co prawda mała, ale jest sporo ludzi i czuć atmosferę. Organizatorzy też się naprawdę postarali, choćby o parę szczegółów, które można znaleźć w najwyższych ligach i to na pewno podnosi rangę zawodów. Gratuluje, bo na pewno włożyli w to dużo serca i pracy - podkreślała Saad urzeczona również samym miastem.

Więcej o: