Sport.pl

Zaksa Kędzierzyn-Koźle przegrywa ze Skrą Bełchatów w hicie PlusLigi [ZDJĘCIA]

Zaksa Kędzierzyn-Koźle w pierwszym meczu tego sezonu na swoim parkiecie doznała pierwszej porażki w tym sezonie. Nasi obrońcy tytułu przegrali ze Skrą Bełchatów 1:3.
Pierwsza partia była bardzo długi czas wyrównana i żadnej z drużyn nie udawało się wypracować przewagi większej niż choćby jeden punkt. Ten inauguracyjny zdobył Łukasz Wiśniewski, a goście na pierwsze prowadzenie (3:4) wyszli po bloku na Dawidzie Konarskim.

Cały czas jednak mieliśmy zażartą walkę, aż wreszcie po bloku Mateusza Bieńka, a następnie przez pomyłkę w ataku rywala gospodarze odskoczyli na 17:14. Wydawało się, że dzięki temu będą mogli grać spokojniej, ale nic z tego. Po chwili goście przechyli na swoją szalę dwie akcję i cała zabawa zaczęła się od początku.

W pewnym momencie trójkolorowi znowu zbudowali sobie przewagę trzech "oczek" 22:19 i teraz już można było pomyśleć, że już tego nie stracą. Niestety, zrobiło się 23:22 i Ferdinando de Giorgi wziął czas. To poskutkowało, bo dwa raz świetnie zaatakował Konarski i nasz zespół triumfowała przewagą trzech piłek.

Wygrana w drugim secie była na wyciągnięcie ręki

Przyjezdnych to ewidentnie zmotywowało i kolejną odsłonę zaczęli z animuszem (1:3) i długo utrzymywali prowadzenie, aż wreszcie po ataku Sama Deroo mieliśmy remis po 6. Kolejny fragment seta należał jednak znowu do bełchatowian, którzy przy trzech punktach gospodarzy zdobyli dwa razy więcej i włoski szkoleniowiec Zasky znowu skorzystał z opcji "time out".

Gdy goście jednak odskoczyli na cztery punkty kolejny popis dał Bieniek, który najpierw kapitalnie zaatakował z krótkiej, a potem dołożył do tego asa. Zaraz potem jednak było 12:16. Na szczęście z kolejnych pięciu akcji cztery to zdobycz kędzierzynian i było już tylko 16:17, a po znakomitym serwisie Konarskiego mieliśmy remis po 19.

Od tego momentu trwała znowu zażarta walka, aż przy stanie 24:24 bardzo w ataku pomylił się Wlazły i nasi siatkarze mieli piłkę setową, ale jej nie wykorzystali. Zaraz potem po drugiej stronie analogiczną sytuację mieliśmy z Konarskim i było po 26. Ostatecznie wojnę nerwów lepiej wytrzymali "złocisto-czarni", a partię zakończył Srecko Lisinac.

Festiwal błędów

Początek trzeciej części gry to powtórka z pierwszej. Znowu obie drużyny szły łeb w łeb i ciężko którejkolwiek było się bardziej rozkręcić. Gdy tylko miejscowi wyszli na przewagę 8:6, zaraz już mieliśmy remis. Taki stan rzeczy miał miejsce do stanu 13:13.

Wtedy to rywale zdobyli trzy punkty z rzędu - w tym m.in. dzięki zagrywce Karola Kłosa - i mogli myśleć o kontrolowaniu tej partii. Co prawda Zaksa próbowała odrabiać straty, ale przeciwnik odpowiednio stopował te zapędy.

Aż wreszcie w końcówce miejscowi wykrzesali jeszcze z siebie ostatki sił i doprowadzili nawet do remisu po 23, a potem as Sama Deroo sprawił, iż było 24:23. Seria pomyłek w walce na przewagi sprawiła, że już więcej nie ugrali w tej części i znowu przegrali.

Czwarta odsłona to festiwal błędów z obu stron, pierwsi obudzili się rywale i objęli prowadzenie 4:6. W pewnym momencie sprawy w swoje ręce wziął Konarski i był remis po 9. Świetną zmianę dał z kolei młody Kamil Semeniuk, a kędzierzynianie odzyskali prowadzenie (12:11). Dalej jednak trwała zażarta walka i raz jedna, raz druga drużyna przewodziła. Dwa razy świetnie zachował się Bieniek i już 19:17 dla miejscowych, a gdy Wlazły popełnił błąd w ofensywie już 22:19, co z tego jednak skoro kolejne akcje należały już do przyjezdnych, którzy wygrali tego seta do 23, a cały mecz 3:1.

Zaksa zagrała w składzie: Toniutti, Konarski, Bieniek, Wiśniewski, Deroo, Buszek, Zatorski (libero) oraz Bociek, Czarnowski, Semeniuk, Bociek, Banach (libero).

Skra prezentowała się następująco: Uriarte, Wlazły, Lisinac, Kłos, Winiarski, Penczew, Milczarek (libero) oraz Szalpuk, Piechocki (libero).

Więcej o: