Opolanie pojadą w "argentyńskim Dakarze"

RAJDY SAMOCHODOWE. Opolska załoga rajdowa Terratrek Rally Team wystąpi w rajdzie Dakar. Chociaż zawody odbędą się w Ameryce Południowej, to są uznawane za spadkobiercę Rajdu Paryż-Dakar.
Rajd Dakar był największym dorocznym wyścigiem terenowym, jednak z różnych względów nie ma go już w kalendarzu. Został jednak zastąpiony przez równie atrakcyjny Rajd Argentyny, funkcjonując pod starym szyldem. Na początku stycznia wystąpi w nim po raz pierwszy ekipa z Opolszczyzny. Dla kierowcy Aleksandra Sachanowskiego i pilota Arkadiusza Rabiegi będzie to pierwszy wspólnych start. Nie są jednak rajdowymi nowicjuszami - dwukrotnie brali udział m.in. w najdłuższym rajdzie europejskim: Drezno-Wrocław.

Południowoamerykański rajd jest rozgrywany w dużo trudniejszych warunkach niż rajdy płaskie. Jego trasa biegnie przez pustynię, a długość pojedynczych odcinków specjalnych sięga kilkuset kilometrów. - Taki rajd to marzenie każdego pasjonata samochodów terenowych. Chcemy sprawdzić się w rajdach pustynnych - wyjaśnia Rabiega.

Pali 40 litrów na sto

Nasza załoga wystartuje samochodem terenowym marki Land Rover w kategorii T1. - Będzie to i tak wersja zmodyfikowana. Auto musi być bowiem przygotowane zarówno pod względem wyścigowym, jak i wyprawowym - tłumaczy Piotr Domański, członek opolskiego teamu. - Dużo części w samochodzie jest dublowanych na wypadek awarii. Chodzi tu chociażby o chłodnicę czy też zegary - dodaje. W aucie musi być też miejsce na 300-litrowy zbiornik na paliwo, bowiem samochody tego typu spalają około 40 litrów na 100 kilometrów. Będą one także wyposażone w systemy GPS.

Rajd Dakar 2009 będzie odbywał się na terenie Argentyny i Chile od 3 do 18 stycznia. Start i meta rajdu znajduje się w Buenos Aires, w międzyczasie rajdowcy pokonają blisko dziewięć tysięcy kilometrów. - Zawodnicy z Europy muszą odprawić swoje pojazdy na przełomie listopada i grudnia. My zameldujemy się w Argentynie 30 grudnia, a samochód już 28 listopada - tłumaczy Domański.

Zanim jednak załoga uda się w podróż do Argentyny, będzie przygotowywać się do startu m.in. podczas zbliżających się zawodów w Tunezji. Tam sprawdzane będą nie tylko nowoczesne technologie. - Chcemy zobaczyć, jak będzie się zachowywał samochód. Przykładowo: jedną z trudniejszych rzeczy jest dostosowanie prędkości wjazdu auta na wydmy - stwierdza Rabiega. - Jedziemy tam testować głównie swoje umiejętności. Skupimy się na technice przejazdu czy też treningu logistycznym - podkreśla. W Rajdzie Dakar liczy się bowiem nie tylko samochód, istotną rolę odgrywa również psychika i zgranie zespołu. - Załoga spędza ze sobą, oczywiście poza snem, około 20 godzin dziennie. Nie tylko więc kierowcy mają dość, bywa również i tak, że mechanicy mówią "dziękuję" - wyjaśnia Robert Godlewski, fotograf reprezentujący agencję, która opiekuje się teamem.

Kierowca, pilot, mechanik... fotograf

W skład ekipy rajdowej wchodzi, łącznie z kierowcą, pilotem, dwoma mechanikami, od pięciu do siedmiu osób. Każda z nich jest niemalże jednakowo ważna dla końcowego rezultatu. - Dużo samochodów nie dojeżdża do mety nie tylko z powodu awarii. Poważnym problemem jest również wyczerpanie fizyczne i psychiczne członków teamu - komentuje pilot. W związku z tym m.in. wyznaczono limit czasowy na przejazd etapu przez jedną załogę. Wynosi on 18 godzin 59 minut. - Jest to spowodowane tym, że uczestnicy muszą odpocząć przed kolejnym odcinkiem. Nawet wyjazd do kolejnego etapu jest odpowiednio przesuwany - tłumaczy Domański.

Na trasie rajdu jedzenie zapewniają organizatorzy, jednak zawodnicy i tak zaopatrują się na czas etapu w batoniki energetyczne. - Trzeba jak najwcześniej zjeść śniadanie, a po powrocie kolację. Trzeba również mieć przy sobie półtora litra wody, a kolejne 10 z tyłu samochodu - wyjaśnia zasady żywieniowe obowiązujące podczas wyścigu Rabiega. - Przepisy w tej kwestii są bardzo restrykcyjne. Można nawet nie zostać dopuszczonym do startu - podkreśla.

Sukcesem opolan będzie ukończenie rajdu - ocenia fotograf teamu. - W rajdzie wystartuje ponad 500 załóg. Do mety dojeżdża maksymalnie tylko połowa - dodaje Godlewski. W podobnym tonie wypowiada się Rabiega. - Pierwsza dziesiątka jest poza naszym zasięgiem. Myślę jednak, że o pięćdziesiątkę możemy powalczyć - dodaje.